17.04.2016

Capitulo 53

http://1.bp.blogspot.com/-CgtjgFrRdSM/VecnQfhkG1I/AAAAAAAAETw/qX2_6PJmEYQ/s1600/tumblr_nqluxnzc0x1t34wjao3_400.gif
     Rozdział dedykuję Kate
 
     Moje serce przestało bić, a w płucach zabrakło powietrza. Czułam się jakby ktoś zadał mi cios, od którego straciłam zdolność oddychania.    
     - Proszę, powiedz, że żartujesz - powiedziałam, zabierając swoją dłoń z jego.
     - Chciałbym - wyszeptał, uciekając wzrokiem przed moim spojrzeniem, przepełnionym niewyobrażalnym bólem. - Mówię Ci to, bo chcę oczyścić między nami atmosferę.
     - Równie dobrze mogłeś mi w ogóle tego nie mówić - zdołałam wydusić przez boleśnie zaciśnięte gardło.
     Zdrada była tak okrutnie perfidna, że nie potrafiłam dopuścić do siebie myśli, że to się dzieje naprawdę. To niemożliwe. Jednak z każdą kolejną chwilą, gdy dłużej wpatrywałam się w siedzącego naprzeciw mężczyznę o nieprzeciętnej urodzie, prawda powoli do mnie docierała, rozdzierając mnie od środka.
     - Źle się z tym czułem - przyznał. - Pewnie uważasz, że jestem draniem bez serca. Po części się z tobą zgadzam. Ale staram się jak mogę by Cię odzyskać. Nie cieszysz się z tego, że przyznałem Ci się do błędu? Że zamiast ukryć prawdę, dzielę się nią z tobą?
     - Och, czyli teraz z wdzięczności mam Ci się rzucić w ramiona? - prychnęłam.
     - Proszę, nie utrudniaj mi tego - jego szczęka mocniej się zacisnęła.
     - Jak mogłeś? - odparłam z wyrzutem. - Następnym razem kiedy nie będzie się między nami układało, również rzucisz się w ramiona pierwszej lepszej?
     Jego twarz spochmurniała. Nie zaprzeczę, że nie czułam satysfakcji na widok skruchy i udręki, która położyła się cieniem na jego twarzy.
     - Tini, to nie tak.
     - W takim razie jak?
     - Ja... ja cię kocham - wymamrotał.
     Od dawna marzyłam, by usłyszeć z jego ust te dwa słowa. Teraz jednak, kiedy padły, znaczyły tak niewiele.
     - Mówisz mi to, bo tak naprawdę czujesz czy robisz to po to, żeby mnie zatrzymać?
     Jego oczy zrobiły się okrągłe jak spodki.
     - Jak możesz tak nawet myśleć? Nigdy nie wyznałbym komuś takich słów w wyniku desperacji. Ja naprawdę coś do ciebie czuję. Niezależnie od tego, jakie to może budzić wątpliwości, proszę, nie umniejszaj moich uczuć do ciebie. Ja naprawdę cię kocham.
     - Jakoś trudno mi w to uwierzyć - potrząsnęłam głową i wstałam z krzesła, gotowa opuścić lokal.
     Nie mogłam dłużej słuchać jego wyjaśnień, kłamstw, próby złagodzenia napiętej atmosfery jaka była między nami.
     - Do diabła! - usłyszałam gniewne warknięcie szatyna za moimi plecami, a tuż po nim dźwięk odsuwanego krzesła.
    Przyspieszyłam kroku, będąc pewna, że jeśli się pospieszę to mnie nie zatrzyma. W końcu musiał jeszcze uregulować rachunek. Gdy otworzyłam z impetem drzwi, owionął mnie, dający ukojenie lekki wiatr. Wyszłam na zewnątrz i stanęłam pośrodku chodnika, dając sobie chwilę na zebranie myśli. W głowie miałam jeszcze większy mętlik, niż zanim tutaj przyszłam. Czułam się oszukana i upokorzona. Jak on mógł? Zamrugałam kilkakrotnie, starając powstrzymać się od wybuchnięcia płaczem. 
     Zaczęłam żałować swojej decyzji. Co ja sobie myślałam? Czego się spodziewałam? On nigdy się nie zmieni. Jego natura kobieciarza będzie dawała o sobie znać na każdym kroku. Teraz już wiedziałam, dlaczego Blair odebrała wtedy telefon. 
     Rozejrzałam się dookoła, poszukując taksówki. Na moje nieszczęście żadnej w pobliżu nie było. Westchnęłam zrezygnowana. Będę musiała wrócić do domu pieszo. Zaczęłam więc iść wolno w odpowiednim kierunku. 
     Tymczasem coś kazało mi spojrzeć za siebie. Gdy odwróciłam głowę, ujrzałam Jorge rozglądającego się nerwowo po ulicy. Skręciłam w pierwszą uliczkę, mając nadzieję, że nie zdążył mnie zauważyć. 
     - Tini! 
     Krzyknęłam zaskoczona, czując jego dłoń na ramieniu. Odwróciłam się w jego stronę.
     - Nie możesz po prostu odpuścić?
     - A co wtedy będzie ze mną? Z nami? Z naszym dzieckiem?
     Nie odpowiedziałam. Nie miałam na to siły.
     - Zamierzasz je usunąć? - zapytał cicho.
     Moja dłoń automatycznie powędrowała w stronę brzucha. Już dawno podjęłam tą decyzję. Nie wiadomo co by się działo, nie zabiłabym własnego dziecka.
     - Nigdy - odpowiedziałam pewnie.
     - To dobrze - pozwolił sobie na lekki uśmiech. - Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
     - Nic nie jest dobrze! Nie rozumiesz tego? Po raz kolejny mnie zraniłeś! - rzuciłam oskarżycielsko.
     - Żałuję tego.
    Machnięciem ręki zlekceważyłam jego słowa.
     - To nie wystarczy. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie Ci zaufać.
     - A myślisz, że mi nie jest ciężko - w jego oczach zapalił się płomień. - Myślisz, że nie boli mnie twój widok z innymi mężczyznami? Clement, Diego...
     - Ale ja nigdy z nimi nie spałam! - krzyknęłam, dając tym samym upust rozszalałym emocjom.
     Wtedy podszedł do mnie zdecydowanie, a ja instynktownie zrobiłam kilka kroków w tył, zanim nie uderzyłam plecami w ścianę budynku. Znalazłam się w potrzasku.
     Złapał mnie i otoczył moje rozdygotane ciało ramionami. Dotyk podziałał na mnie obezwładniająco. Próbowałam odsunąć go od siebie. Bezskutecznie. Zdruzgotana trwałam w jego objęciach.
     - Proszę, puść...
     Niespodziewanie uderzył swoimi wargami o moje, łącząc je w namiętnym pocałunku. Krew uderzyła mi do głowy. Jego dłoń sunęła od mojego biodra, przez zagłębienie w talii, aż w końcu dotarła do policzka, pieszcząc go delikatnie. Poczułam dreszcze na plecach - takie same, które czułam za każdym razem, gdy mnie dotykał. Moje ciało nie potrafiło mu się oprzeć. Była to moja słabość, której Jorge nie zawahał się wykorzystać. Zdecydowałam się na odwzajemnienie pocałunku. Nie miałam nic do stracenia. Smakowaliśmy nawzajem swój ból, smutek, gorycz i gniew.
     - Wybaczysz mi? - zapytał, na chwilę odrywając swoje usta od mojej twarzy.
     Tysiące myśli przebiegło przez moją głowę bardzo szybko. Kochałam go, ale w tej chwili nie chciałam o tym myśleć. W tej chwili nie liczyło się to co zrobił, to jak mnie ranił.
     - Nie wiem - mruknęłam i przyciągnęłam go mocniej do siebie.
    Desperacko pragnęłam jego bliskości. Czułam jego miękką skórę, wsłuchiwałam się w nierówne bicie serca. Zatopiłam dłoń w jego włosach, za którymi tak tęskniłam. 
    Mocniej zacieśnił uścisk na mojej talii. Ludzie przystawali i przyglądali się nam. Nie obchodziło mnie to. W tej chwili byliśmy tylko my.  

____________
Mam nadzieję, że nie jesteście źli za nieregularność w dodawaniu rozdziałów. Staram się jak tylko mogę, by znaleźć chwilę czasu na napisanie czegoś na bloga. Przepraszam za długość, ale chciałam jak najszybciej opublikować ten rozdział. Już i tak długo na niego czekaliście.

Dziękuję wszystkim, którzy tutaj są ♥
Kocham Was ♥

PS: Jeśli chcielibyście przypomnieć sobie początki historii Jortini z tego bloga to zapraszam na mojego WATTPADA, gdzie publikuje to opowiadanie od początku (trochę poprawione, ale treść pozostaje ta sama xD).