29.11.2014

Capitulo 25

    
 Z dedykacją dla BY LAURY ♥

     Obudziłam się zlana potem. Znowu zaczęłam śnić o wypadku moich rodziców, lecz tym razem nie doszłam do samego końca wydarzeń. Obudziłam się w momencie, w którym mieli wsiadać do samolotu. Nie musiałam śnić dalej, by wiedzieć dokładnie co się później wydarzy. Przerabiałam ten sam scenariusz miliony razy.
      Otworzyłam powoli oczy. Dookoła mnie panowała ciemność. Musiał być środek nocy. Starałam się zebrać myśli. Z marnym skutkiem. Strasznie bolała mnie głowa, czułam piekielną suchość w gardle, ale nie chciało mi się wychodzić z ciepłego i wygodnego łóżka po coś do picia.
      Powoli wracały do mnie fragmenty wczorajszego wieczoru. Jedyne co pamiętam to to, że się upiłam. Przez Jorge'a. Reszta jest dla mnie zagadką. Nie potrafiłam sobie nawet przypomnieć, w jaki sposób znalazłam się w łóżku. Mam nadzieję, że nic upokarzającego mnie nie spotkało.
     Wyciągnęłam rękę w lewą stronę i od razu ją do siebie z powrotem przyciągnęłam. Dotknęłam czyjejś skóry. Martina, co jest grane?
      Zerkam jednym okiem w tamtą stronę. Mija trochę czasu, zanim zaczynam cokolwiek widzieć. Dostrzegłam zarys czyjejś sylwetki. To mężczyzna. W tym momencie różne myśli zaczęły przepływać przez mój umysł.
     W końcu zdołałam tego kogoś zidentyfikować. Obok mnie leżał Jorge. Nie mam zielonego pojęcia, co on tu robi. Dlaczego spał ze mną? Czyżby do czegoś między nami doszło?
      Oboje jesteśmy w ubraniu, więc na pewno nic poważniejszego się nie wydarzyło. Biorę głęboki oddech i zamykam oczy. Zamiast się zamartwiać, upajam się jego obecnością. Przez ten jeden moment mogę w spokoju się nią delektować. Bez zbędnych docinek, spojrzeń, których nie potrafię rozszyfrować. 
      Spoglądam na niego oczarowana. Jest uroczy, gdy śpi. Wróć. Uroczy to nie jest odpowiednie określenie mojego szefa. Uroczy może być piesek, a on jest najseksowniejszym mężczyzną jakiego kiedykolwiek widziałam. Modele i aktorzy nie mogą z nim nawet konkurować. Przegraliby już na samym wstępie. 
      Zauważyłam, że się nieznacznie poruszył. Po zaledwie kilku sekundach uniósł powieki i spojrzał na mnie. Utonęłam w jego oczach. Nic, oprócz niego, nie istniało. 
     - Dzień dobry - otrząsnęłam się z transu, na dźwięk jego zachrypniętego głosu. Myślałam, że zaraz zemdleję. - Jak się czujesz?
     - Nie za dobrze - wymamrotałam.
     Na jego ustach dostrzegłam cień uśmiechu. 
     - Poczekaj chwilę - wyszeptał i wyszedł z mojego pokoju. 
     Po krótkiej chwili do niego wrócił. Zaświecił lampkę, stojącą na stoliku nocnym. Usiadł na skraju łóżka, podając mi szklankę soku i jakąś tabletkę. Bez słowa ją połykam i popijam sokiem, który gasi moje pragnienie. 
      Oddaje mu szklankę, którą odkłada na półkę. Pragnęłam zadać mu kilka nurtujących mnie pytań. Jak się tu znalazłam? Co się wczoraj dokładnie wydarzyło? Dlaczego ze mną spał? Jednak nie znalazłam w sobie wystarczająco dużo odwagi, by to zrobić. Spuściłam głowę na dół. 
      Czułam się mocno zawstydzona i onieśmielona jego obecnością, ale również zdziwiona. To wygląda tak, jakby się o mnie troszczył. Nie - zbeształam się w myślach. Znowu zaczynam sobie coś wyobrażać. W końcu odważyłam się na niego spojrzeć. Przeniosłam wzrok z moich dłoni, na jego twarz.
       Było już za późno by się wycofać. Nie potrafiłam oderwać od niej oczu. Moją uwagę przyciągnęły jego piękne usta, w tej chwili trochę otwarte. Nie mogłam skupić się na niczym innym. Chciałam, żeby mnie pocałował. Pragnęłam poczuć jego wargi na swoich.
       Miałam zamiar zacząć się do niego przybliżać, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Podskoczyłam przestraszona.
      - Martina, jest tam Jorge? - usłyszałam głos Mercedes. 
       Gdy wypowiadała moje imię, jej głos był przesączony jadem, ale kiedy miało paść "Jorge" znacznie się ocieplił.
      - Jestem - powiedział.
      W tej chwili drzwi się otwarły, ukazując kobietę w satynowym szlafroku. 
      - Wszędzie cię szukałam. Co ty tu robisz? 
      - Już wychodzi - powiedziałam, zanim zdążył cokolwiek wykrztusić.
      Dziwnie na mnie spojrzał, po czym wstał i na potwierdzenie moich słów wyszedł z mojego pokoju, ciągnąc za sobą blondynkę. 
      Opadłam na poduszki. Ból głowy trochę minął, jednak nadal czułam tępe pulsowanie w skroni. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Dochodziła szósta rano. Czego Mercedes, chciała od mojego szefa o tak wczesnej porze? Pokręciłam głową. To nie jest moja sprawa. Ale chciałabym, żeby była...
      Wstałam i skierowałam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania. Weszłam pod prysznic. Ciepła woda po raz kolejny była ukojeniem dla moich skołatanych nerwów. Odprężyłam się i poczułam świeżo. 
      Starałam się, przypomnieć sobie zdarzenia poprzedniego wieczoru. Z marnym skutkiem. Wszystko jest jakby za mgłą. Nieosiągalne dla mojego umysłu.
      Zamiast tego zaczęłam zastanawiać się nad zachowaniem szatyna. Może on ze mną tylko pogrywa? Ale dlaczego, by ze mną spał? Czyżby chciał, żebym sobie coś pomyślała? Wyobraziła rzecz nierealną?
     Udało mi się powstrzymać łzy. To nie pora na rozklejanie się. Zakręciłam wodę i wyszłam spod kabiny. Wytarłam się dokładnie ręcznikiem i wróciłam do pokoju. Założyłam bieliznę. Szybko ubrałam się w zwykłe dżinsy i szarą bluzę. Włosy związałam gumką. 
     Nie miałam ochoty na strojenie się. Wszystko przez mojego kaca. 
     Zaczęłam powoli otwierać drzwi, prowadzące do głównej części apartamentu. Nikogo nie spostrzegłam. Spokojnie więc, ruszyłam w stronę kanapy. Rozłożyłam się na niej wygodnie i włączyłam telewizor. Skakałam z kanału na kanał, gdy rozległo się głośne pukanie.
     Wstałam i ruszyłam w kierunku głównego wejścia. Gdy otworzyłam, ujrzałam jakiegoś faceta z różą i kilkoma kartkami w ręku.
     - Panna Stoessel?
     - Tak, to ja - odpowiedziałam zdezorientowana.
     - Proszę tu podpisać - odparł bez emocji.
     Gdy tylko to uczyniłam, podał mi jedną, czerwoną różę i białą kopertę.
     - Miłego dnia - rzucił i już go nie było.
     Z przesyłką w ręku usiadłam na sofie. Odłożyłam kwiat na stolik i zajęłam się otwieraniem koperty.
________
Hej ;D Rozdział miał być jutro, ale się sprężyłam i możecie go przeczytać już dziś ;D
Oddaję w wasze ręce ten badziew i czekam na wasze opinie :**

15 KOMENTARZY = CAPITULO 26

23.11.2014

Capitulo 24

Rozdział dedykowany Katie Verdas ♥

     Serce mnie kuło, a w głowie czułam pulsowanie. Zakryłam mokrą od płaczu twarz obiema rękami. 
     Rozmyślałam o mojej tragicznej sytuacji. Zakochana po uszy w Jorge'u. Bez wzajemności. W tym dupku, który na każdym kroku mnie rani. Dlaczego nie potrafię o nim po prostu zapomnieć? 
      Milion pytań i podejrzeń kłębiło się w mojej głowie, ale tylko jedno z nich wybiło się ponad resztę.
      Dlaczego On?
      Miliony różnych mężczyzn, którzy o wiele bardziej zasługują na moją miłość, a ja musiałam wybrać akurat jego. Arogancki, zbyt pewny siebie i tajemniczy. 
     Ile bym dała, by choć raz pomyślał o mnie w ten sposób. Ale jestem tylko sekretarką. Jest tysiące piękniejszych kobiet, które mogą należeć do niego. Jest też kilka, może nawet kilkadziesiąt, które już do niego należały.
     Ta myśl zraniła jeszcze głębiej moje i tak już podrapane serce. Podrapane, nie złamane. Jeszcze nie. Wciąż mam nadzieję...
     Na każdym kroku się łudzę, że być może to jest ten dzień, ten moment, w którym się zmieni, zacznie coś do mnie czuć. Teraz wiem, że tylko się kompromituję. 
     Odczekałam chwilę, pozwalając by łzy dokończyły wolną wędrówkę po moich policzkach, po czym wstałam i weszłam do łazienki. 
     Spojrzałam na siebie w lustrze. Wyglądałam okropnie. Cały makijaż zamienił się w dwie czarne plamy pod oczami. Odkręciłam kran i przemyłam twarz zimną wodą. Wzięłam do ręki mleczko do demakijażu i zmyłam z siebie to wszystko. 
     Włosy upięłam wysoko w zwykły kok. Kilka pasm okalało moją twarz. Nałożyłam tusz na rzęsy, a na usta truskawkową pomadkę. Włożyłam czarne spodnie i zwykłą jasną koszulę, ozdobioną kilkoma ćwiekami na kołnierzyku. Taki strój jest odpowiedni na prezentację. 
      Odetchnęłam głęboko kilka razy, przygotowując się mentalnie na spotkanie z szefem. W końcu zdobyłam się na odwagę i weszłam do salonu.

***

     Nie było tak źle. Jorge nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem. Starałam się to jakoś przeboleć. Mercedes nie mogła się do niego zalecać, co mnie podnosiło na duchu. Gdy tylko ekran zgasł, a wszyscy biznesmeni zaczęli się zbierać, wyszłam razem z nimi. Od razu skierowałam się do hotelowego baru.
     Przecisnęłam się między wszystkimi ludźmi, których było sporo. Nie zdziwiła mnie ich liczba. Nadchodzi pora, że wszyscy zaczynają zbierać się w takich miejscach. Potańczyć, zabawić się, wypić. 
     Ściągnęłam gumkę z włosów i usiadłam na jednym ze stołków.
     - Poproszę tequilę - powiedziałam do kelnera, rzucając na blat kilka banknotów. Zgarnął je i podał mi trunek. 
     Wiedziałam, że alkohol to nie jest dobre rozwiązanie. Ale w tym momencie chęć zapomnienia o moim problemie, wszystko mi przysłoniła. Powtarzałam sobie, że ten jeden jedyny raz, mogę sobie pozwolić na odrobinę "szaleństwa".
     Po sześciu kieliszkach przestałam liczyć. Wiem tylko tyle, że wypiłam już dosyć sporo. Zaczynało kręcić mi się w głowie. Jednak nie przestawałam z tego powodu pić. 
     W obu dłoniach trzymałam kieliszek alkoholu. Obracałam go od czasu do czasu, oglądając drobne zdobienia na szkle. 
     - Co taka śliczna dziewczyna robi tu sama? - podskoczyłam przestraszona, na dźwięk głosu jakiegoś mężczyzny.
     Spojrzałam na niego. Wyglądał przeciętnie. Zwykłe dżinsy, ciemna koszulka. Włosy postawione na żelu. Nie był przystojny, ale wyglądał na przyjaźnie nastawionego. Jego twarz rozświetlał uśmiech. 
     - Pije - uniosłam kieliszek i jednym łykiem wypiłam całą jego zawartość.
     - To może spędzimy ten wieczór razem - kiedy tylko wypowiedział te słowa, zmieniłam zdanie na jego temat. 
     Jedną rękę położył na moim kolanie. Wzdrygnęłam się i od razu ją strzepnęłam.
     -  No nie daj się prosić - ujął moją brodę. 
     Próbowałam go o siebie odepchnąć, co mi się nie udało. Był zbyt silny i dopiero teraz zauważyłam jak bardzo pijany. Palce wsunął w moje włosy i unieruchomił mi głowę. Ogarnęła mnie panika. Jeśli zaraz czegoś nie zrobię, skończy się to tragicznie. Przybliżył swoją twarz do mojej.
    - Będzie fajnie, zobaczysz - wyszeptał wprost w moje usta.
    Oddech miał nieprzyjemny. Można w nim było wyczuć woń papierosów zmieszaną z alkoholem. 
    - Nie - błagam.
    Po raz kolejny próbuję się wyszarpać z jego uścisku. 
    - Wydaje mi się, że pani powiedziała "nie" - nagle odezwał się ktoś za mną. 
   Nie muszę się odwracać, by wiedzieć, że to Jorge. Od razu czuję się bezpieczniej. Mężczyzna odsuwa ode mnie swoją twarz, ale nadal mnie przytrzymuje. 
    - No właśnie wydaje ci się.
    - Puść ją - rzuca zwięźle. Jest wściekły. 
    Mężczyzna zaczyna się śmiać. W tym momencie Jorge uderzył go w twarz, co dało mi możliwość ucieczki. Rzuciłam się wprost w ramiona mojego szefa. Od razu przycisnął mnie do siebie. 
    - Co ty sobie myślałaś, przychodząc tutaj sama?!
     Uniosłam głowę. Zaczęłam szybciej oddychać. Jego piękno sprawiało, że uginały się pode mną kolana. Wciąż nie mogłam przyzwyczaić się do tego, jaki jest przystojny. Dotyk powodował drżenie ciała, a sama obecność ukojenie i poczucie bezpieczeństwa. Jego wpatrzone we mnie oczy wyrażały złość. 
      Uśmiechnęłam się do niego zadziornie. On tylko pociągnął mnie w stronę wind. Przycisnął guzik przywołujący. Gdy tylko drzwi jednej z nich się uchyliły, wepchnął mnie do środka. 
      Wypiłam za dużo alkoholu, przez co nie umiałam utrzymać równowagi. Zachwiałam się. Jednak nie dane mi było upaść, ponieważ Jorge mnie przytrzymał.
       Rozchyliłam delikatnie wargi, spoglądając na niego niewinnym spojrzeniem. 
       - I tak nie będziesz pamiętać - wymruczał.      
      Pchnął mnie na ścianę, chwytając mocno moje nadgarstki i unosząc je wysoko nad głowę. Byłam uwięziona w żelaznym uścisku jego ramion, niezdolna wykonać nawet najmniejszego ruchu. Odurzał mnie czysty zapach jego skóry. Jęknęłam.
     Wodziłam spojrzeniem po jego włosach, szmaragdowych oczach, nieziemskich rysach twarzy. Pragnęłam tylko jednego. Chciałam by mnie pocałował, lecz nawet będąc pod wpływem alkoholu potrafiłam zachować resztki zdrowego rozsądku. 
       - Boli - skłamałam tylko po to, by tak mocno mnie nie trzymał.
       Wyswobodziłam ręce z jego uścisku, ale nadal pozostając przyszpilona do ściany. 
       - Nie będę cię do niczego zmuszał - zaczął łagodnie. - Nie jestem tamtym mężczyzną.
       W tym momencie kabina staje, a drzwi się otwierają. Jorge mnie całkowicie uwolnił i pociągnął przez korytarz w stronę drzwi. Serce nadal wali mi jak młotem. 
       Wchodzimy do środka. Kieruję się w stronę kanapy, na co on mnie od razu zatrzymuje.
       - Marsz do łóżka.
       - A co jeśli nie? - zachichotałam.
      Wziął mnie za ramię i poprowadził ku drzwiom, prowadzącym do wnętrza mojej części apartamentu. 
       - Marsz do łóżka - powtórzył przez zaciśnięte zęby. 
      Postanowiłam trochę się z nim podroczyć. Alkohol tylko dodał mi odwagi. Oparłam się o framugę i mruknęłam znacząco:
       - Może wejdziesz. Miejsca jest dosyć.
       - Połóż się - wyszeptał zrezygnowany. - Tego ci potrzeba.
       Ziewnęłam szeroko. Kręciło mi się w głowie. Chyba rzeczywiście miał rację. Chwiejnym krokiem podeszłam do brzegu łóżka. Wtem zrobiło mi się nie dobrze. 
      Czym prędzej wbiegłam do łazienki. Gdy wymiotuję, podchodzi do mnie Jorge i odgarnia moje potargane włosy. Dotyka przy tym opuszkami palców mojej szyi, co wywołuje przyjemne dreszcze. Są one prawie niewyczuwalne, ponieważ targają mną torsje.  
      Jest to upokarzające, jednak staram się o tym teraz nie myśleć. Przynajmniej, w pomieszczeniu panuje ciemność. Nie oświecił światła, co mnie bardzo cieszy.
      Gdy jest mi już wystarczająco dobrze, wstaję. Podchodzę do umywalki i przemywam twarz. Wycieram ją ręcznikiem i wychodzę z pomieszczenia. Mój szef bezgłośnie podąża za mną. 
      Wślizgnęłam się do łóżka i zamknąwszy oczy, zwinęłam się wokół poduszki. Nie mogłam jednak zasnąć. 
    Wiedziałam, że Jorge jeszcze nie wyszedł, czułam jego obecność. Nie otwierając oczu zapytałam:
    - Zostaniesz ze mną dopóki nie zasnę?
    Nie odpowiedział. Usłyszałam ciche kroki, a później poczułam jak materac ugiął się pod jego ciężarem. 
    Nie przytuliłam się do niego. To było by dla mnie zbyt wiele. Wystarczyła mi sama jego obecność.
Przez dłuższy czas milczał.
     - Martina? 
     - Tak? - zapytałam, wysilając się na to, by mój głos był w miarę słyszalny.
     - Czy twoje picie, miało coś wspólnego ze mną?
     - Oczywiście, że tak...
______
I tak oto w ten niedzielny wieczór oddaję w wasze ręce rozdział 24.
Nie jestem z niego zadowolona, chociaż zawarłam w nim wszystko co chciałam.
Ale opinie jak zawsze pozostawiam wam ♥

14 KOMENTARZY = CAPITULO 25

16.11.2014

Capitulo 23

    
 Rozdział dedykuję wszystkim moim czytelnikom ♥

     - Witaj piękna - wyciągnął dłoń i chyba chciał musnąć nią mój policzek, lecz w ostatniej chwili się powstrzymał i opuścił rękę. 
     - Cześć. 
     Odsunął dla mnie krzesło, na którym niepewnie usiadłam. Mój wzrok co chwilę podążał do podłużnego pudełeczka, leżącego w zasięgu mojej dłoni.
     Wzięłam do ręki MENU, aby nie patrzeć na ten przedmiot. Clement uczynił to samo. Przejechałam wzrokiem po liście dań. Wszystkie nazwy brzmiały zachęcająco. Ostatecznie zdecydowałam się na zwykłe spaghetti.
     Po chwili do naszego stolika podszedł kelner. Położył na nim dwa kieliszki oraz czerwone wino. Nalał po trochę każdemu z nas, po czym odstawił butelkę na stół. 
      - Nie przeszkadza ci, że już wcześniej zamówiłem?
      - Nie - zaśmiałam się delikatnie, na co on mi zawtórował.
     Jego aksamitny śmiech sprawił, że kilka głów płci pięknej odwróciło się w naszą stronę. Wszystkie oczy podążyły w kierunku mojego towarzysza. Wzbudził w nich zainteresowanie. Wcale się temu nie dziwiłam. Był przystojny, niczego mu nie brakuje. 
     Złożyliśmy zamówienie i kelner odszedł w stronę kuchni.
     - Mam coś dla ciebie - zaczął. - Gdy tylko go zobaczyłem, od razu pomyślałem o tobie - podał mi przedmiot, który tylko wzbudzał mój niepokój.
     Biorąc głęboki wdech, ostrożnie podniosłam wieko. Moim oczom ukazał się niewielki, zrobiony z autentycznego srebra naszyjnik w kształcie serca. Zwykły i niepozorny, ale jednak coś się za nim kryło.
     Ten prezent bardzo mi się spodobał. Czułam się wyróżniona i trochę zakłopotana. Najpierw róże, wspólny obiad, a teraz to. Musi na mnie przeznaczać sporą sumę pieniędzy, a jedyne co ja mu mogłam zaoferować to przyjaźń.
     Chyba zaniepokoiło go moje długie milczenie, bo zmarszczył brwi.
      - Nie podoba ci się.
      - Wręcz przeciwnie. Jest piękny - powiedziałam przytłumionym wzrokiem, przejeżdżając opuszkami palców po drobiazgu.
      Słyszałam jak wypuścił powietrze. Pewnie mu ulżyło. Wzięłam do ręki naszyjnik i próbowałam go założyć. Bezskutecznie. Nie potrafiłam go zapiąć. Gdy Clement spostrzegł moje bezsensowne zmagania z zapięciem, zerwał się z krzesła i podszedł do mnie od tyłu.
     Delikatnie odgarnął moje włosy, tym samym przejeżdżając palcami po szyji. Pod wpływem jego dotyku moje ciało przeszył dreszcz. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Zapiął naszyjnik, po czym lekko się schylił.
     - Pasuje do ciebie - wyszeptał wprost do mojego ucha, na co moje serce zaczęło bić w szaleńczym tempie. 
     Odsunął się ode mnie i ponownie usiadł na swoim miejscu. Siedziałam jak zaczarowana, nie spuszczając z niego oczu. Zaskoczyło mnie to. Nie sądziłam, że mogę tak reagować na innego mężczyznę niż Jorge. 
      Sięgnęłam po wino. Wychyliłam pół kieliszka. Nie czułam żadnego smaku. Byłam zbyt wstrząśnięta tym co się przed chwilą wydarzyło. Nie może podobać mi się Clement. Przecież moim ukochanym jest Jorge - tylko i wyłącznie on. Pomimo, że jest taki gburowaty i niemiły, czasem potrafi być uroczy. Ja go przecież kocham, prawda?
      A może tak tylko mi się wydaje? Zupełnie nie wiedziałam co czuję. Nie byłam pewna co powinnam zrobić. Dać zielone światełko, zapomnieć o moim szefie i spróbować czego, co na pewno będzie dla mnie bezpieczniejszym rozwiązaniem czy do końca życia żyć marzeniami o gorących ustach mojego szefa?
       Nadeszło nasze zamówienie. Próbowałam zmusić się do jedzenia, jednak nic z tego nie wyszło. Grzebałam widelcem w talerzu. Nic nie miało smaku i to nie miało nic wspólnego z umiejętnościami tutejszego szefa kuchni. Przez cały czas rozmyślałam nad moimi uczuciami. Co jest prawdziwe, a co tylko zwykłym złudzeniem?
     - Tini, wszystko w porządku - zapytał wyraźnie zaniepokojony, Clement. 
     - Tak - wysiliłam się na uśmiech.
     Dalej jedliśmy w ciszy. W powietrzu nie czuło się napięcia. Było po prostu przyjemnie. Rozkoszowałam się tą błogą ciszą. Odepchnęłam od siebie nieprzyjemne myśli i skupiłam się wyłącznie na jedzeniu, które pomimo tego nadal nie miało smaku.
     Dyskretnie spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Dochodziła godzina szesnasta. Powinnam już się zbierać. Powiedziałam o tym Clement'owi na co on się uśmiechnął i zaoferował, że odprowadzi mnie pod drzwi apartamentu. 
     Wstaliśmy i skierowaliśmy się w stronę wind. Niespiesznie przeszliśmy przez zatłoczony hol. Przystanęliśmy, czekając, aż jedna z nich zjedzie na dół. Rzuciłam mu spojrzenie spod rzęs, na co jego usta uformowały się w lekkim uśmiechu. W końcu drzwi się rozsunęły.
      Clement przepuścił mnie pierwszą. Poza nami, w środku nie było nikogo. W powietrzu unosił się przyjemny zapach wody kolońskiej mężczyzny. Zignorowałam ukradkowe spojrzenia, jakimi mnie obrzucał. Kabina stanęła. Dojechaliśmy na górę.
      Okazało się, że jego apartament znajduje się tuż obok tego, który obecnie zajmowałam, razem z dwójką niezbyt przyjaźnie nastawionych do mnie osób. 
      Stanęłam pod drzwiami. Chciałam się pożegnać z mężczyznę, więc wspięłam się na palce by złożyć delikatny pocałunek na jego policzku. On jednak uniemożliwił moje plany, chwytając mnie w pasie i przyciągając blisko do siebie.
     Uniósł dłoń i musnął nią moją twarz. Zadrżałam. Uśmiechnął się widząc moją reakcję i w tym momencie zaczął błądzić po moim obliczu smukłymi palcami. Kciukiem musnął moją dolną wargę. Patrzył mi prosto w oczy, a ja nie uciekłam spojrzeniem w bok. Byłam jak zahipnotyzowana. Gdy nasze usta miały się zamknąć pocałunku, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. 
     - Co wy robicie?!
     Podskoczyłam przestraszona, wyrywając się przy tym z objęć Clement'a. Widok mojego szefa był dla mnie jak cios, wywołujący nieznośne ukłucie w klatce piersiowej.
     Zebrałam się na odwagę i zerknęłam na niego z niepokojem. Spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Wyglądał na opanowanego. Jednak, gdy po chwili rzucił spojrzeniem na mężczyznę - który jeszcze przed chwilą trzymał mnie w objęciach, próbując pocałować - z jego twarzy bił chłód, a jego oczach mieszało się wiele niepokojących emocji.
     Wyglądał naprawdę groźnie, przez co nieznacznie się skrzywiłam. Przebiegłam wzrokiem po obliczu Clement'a. Wyglądał na niewzruszonego.
     - To ja już pójdę - rzucił zwięźle i pocałował mnie w policzek. Śledziłam jego ruchy, dopóki nie zniknął na końcu korytarza.
      - Nie powinnaś była się z nim spotykać - wzdrygnęłam się, słysząc wrogi ton w jego głosie.
      - Nie masz prawa mówić mi co mogę, a czego nie! To moje życie! - krzyknęłam rozzłoszczona.
      Nic nie mówiąc, złapał mnie za łokieć i pociągnął do wnętrza apartamentu. W miejscu w którym mnie trzymał, poczułam delikatne mrowienie. 
      Gdy tylko zamknął za nami drzwi, wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. Piorunując go wzrokiem, obróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę mojego pokoju z wysoko uniesioną głową.
      - Kochanie, co się stało? - usłyszałam damski głos, należący do Mercedes. 
      To przeważyło szalę. Trzasnęłam drzwiami najmocniej jak tylko potrafiłam. Byłam wściekła. Roztrzęsiona oparłam się o zamknięte drzwi. Zsunęłam się po nich, objęłam rękoma nogi, oparłam na nich brodę i po prostu się rozpłakałam.
___________
Witajcie :**
Dziękuję za te wszystkie komentarze ♥
Kocham was ♥
Co ten Jorge robi z naszą Martiną :(
Ale nie martwcie się to nie potrwa długo ;D

13 KOMENTARZY = CAPITULO 24

09.11.2014

Capitulo 22

Rozdział dedykuję Jeleniowi :* Cieszę się, że o mnie nie zapomniałaś ^^

   Z apartamentu wyszłam jako pierwsza. Było dosyć wcześnie. Ósma. Wszystko dlatego, by przypadkiem nie natknąć się na Jorge'a czy też Mercedes. Kiedy bez przeszkód dotarłam do hotelowej restauracji, poczułam wielką ulgę. Będę mogła w spokoju zjeść śniadanie.
    Nigdzie ich nie było. Nie spotkałam ich nawet przed wyjściem z pokoju. Pewnie jeszcze spali. Ciekawiło mnie tylko czy razem. Zbeształam się za te myśli. To nie moja sprawa. Są dorośli, Jorge nie należy do mnie. Mogą robić, co chcą.
    Siedziałam przy stoliku - jedząc naleśniki z syropem klonowym, gdy nagle przede mną wyrósł Clement. Wyglądał oszałamiająco w zwykłych dżinsach i T-shirt'cie. Mój nastrój od razu się polepszył. On również wyglądał na szczęśliwego.
     - Witaj piękna. Wolne? - zapytał, wskazując na miejsce naprzeciwko mnie.
     - Tak - uśmiechnęłam się.
     - Jak minął ci wczorajszy wieczór?
     - Świetnie - odpowiedziałam. Nie było to prawdą.
     - Dostałaś kwiaty, które ci wysłałem?
     - Tak. Są przepiękne. Dziękuję.
     - Ja... Co powiesz na wspólny obiad dzisiaj popołudniu?
     Zamrugałam kilkakrotnie powiekami zdezorientowana. Wspólny obiad? W sumie dlaczego nie? Dobrze czułam się w jego towarzystwie. Był przystojny - oczywiście nie tak bardzo jak Jorge. Było w nim coś, co mnie do niego przyciągało.
     - Myślę, że znajdę chwilkę.
     - W takim razie czternasta? - pokiwałam głową - Będę tutaj na ciebie czekał - odparł, mrugając jednym okiem.

***

     Weszłam po cichu do mojego pokoju. Znowu udało mi się uniknąć spotkania z moim szefem. Wiedziałam, że będzie to dzisiaj nieuniknione, ponieważ mamy prezentację o siedemnastej. Jednak wolałam to zrobić później, niż teraz. 
      Spoglądam na wyświetlacz w telefonie. Dziewiąta. Do obiadu z Clement'em pozostało mi pięć godzin. Wystarczająco, żebym mogła się w spokoju przygotować.
      Zaczęłam rozmyślać o jego zaproszeniu. Czy on proponował mi wczesną randkę? Mam ogromną nadzieję, że nie. Nie chciałabym mu złamać serca. Tego bym nie przeżyła. Już wystarczająco męczę się z Diego. Nie chciałabym mieć kolejnego przyjaciela, który jest we mnie zakochany. Ewidentnie mu się podobam. Tyle zniosę, ale głębsze uczucia, niech zostawi dla innej kobiety.
      Postanowiłam wziąć prysznic. Szybko się rozebrałam i weszłam do kabiny. Odkręciłam kran i poczułam na sobie oczyszczający strumień wody. Uniosłam ku niemu twarz. Woda była ciepła i kojąca. Mogłabym zostać tutaj na zawsze. Sięgnęłam po mój ulubiony brzoskwiniowy żel pod prysznic. Namydliłam nim całe ciało. 
     Moje myśli od razu pobiegły w stronę Jorge'a Blanco. Wyobraziłam sobie, że to on rozsmarowuje ten żel po całym moim rozgrzanym ciele. STOP. Znowu fantazjowałam o nierealnym, ale przecież po to są fantazje. Nie powinny one jednak iść tą zakazaną ścieżką.
     Wzięłam do ręki szampon o zapachu tym samym, co żel. Wmasowałam go we włosy, po czym całą pianę dokładnie spłukałam. Zakręciłam wodę i wyszłam z pod prysznica. 
      Zdjęłam z wieszaka dwa ręczniki. Jednym owinęłam włosy, a drugim dokładnie się wytarłam. Naga, wyszłam z zaparowanej łazienki. Z szuflady wyciągnęłam czysty stanik i figi, które rano wypakowałam z torby. Niespiesznie założyłam czarną, koronkową bieliznę. Staję przed toaletką i ściągam ręcznik z głowy, rzucając go niedbale na ziemię.
      - Wybierasz się gdzieś dzisiaj? - na dźwięk J E G O głosu, moje ciało przeszył dreszcz.
      Nie zauważyłam go wcześniej. Jak długo tam stał? Mam nadzieję, że nie widział mnie nagiej. Moje policzki momentalnie stały się czerwone. 
      - A żebyś wiedział - warknęłam, czym zaskoczyłam samą siebie.
      - Mam nadzieję, że nie idziesz nigdzie z tym gościem, który wysłał ci wczoraj kwiaty - Lodowaty ton jego głosu sprawił, że przeszył mnie zimny dreszcz. Pomimo tego zachowałam surowy wyraz twarzy i nie dałam po sobie poznać, że w jakiś sposób na mnie wpłynął.
      - To nie twoja sprawa - powiedziałam, mrużąc oczy. 
      - A właśnie, że moja - nerwowo przeczesał dłonią włosy i gwałtownie wypuścił powietrze z ust - O siedemnastej rozpoczyna się pre...
      - Przecież wiem - przerwałam mu, prawie krzycząc. - Będę na niej - odparłam już spokojniej. 
      - Mam nadzieję - odwrócił się w stronę wyjścia z mojego pokoju. Zamarł na moment, przytrzymując dłoń na klamce. 
      - W tej bieliźnie wyglądasz cholernie seksownie - po tych słowach, opuścił pomieszczenie.
     Przebiegła przez mnie ogromna fala radości. Pierwszy raz usłyszałam od niego komplement. Byłam w stu procentach pewna, że gdy to mówił, nieznacznie się uśmiechnął. Moje serce zaczęło szybciej bić. W końcu otwarcie przyznał co o mnie myśli. 
     Musiałam usiąść na łóżku, by nie stracić równowagi. Nogi w każdej chwili mogły odmówić mi posłuszeństwa, w wyniku czego runęłabym jak długa na ziemię. Siła i żywiołowość. z jaką moje ciało reagowało na niego, było tak wielkie, że zaczęły mnie przerażać. Musiałam sobie jakoś z tym poradzić.
     Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Nie sądziłam nawet, że aż tak można pożądać mężczyzny. Przez cały ten czas kręci mi się głowie. Pomimo tego, że jest trudny, dezorientujący, arogancki i często doprowadza mnie na skraj szaleństwa, nie potrafię przestać marzyć o jego ciepłych dłoniach błądzących po moim rozgrzanym ciele...
     Wiem, że posiada on mroczną stronę. Gdy pierwszy raz go zobaczyłam, od razu o tym wiedziałam. Nie trudno to dostrzec. Ale z jakiegoś powodu mnie moje ciało zamiast wysyłać ostrzegawcze sygnały, coraz bardziej do niego wyrywało. 
     Teraz chyba powinnam zadać sobie pewne pytanie. Kierować się sercem czy rozumem? Pewnie i jednym i drugim. Chociaż trudno pogodzić ze sobą zupełnie odmienne odczucia.
     Później będę się martwić, jak dam sobie radę z jego obecnością. Teraz musiałam skoncentrować się tylko i wyłącznie na moim wyglądzie. Brzmi to trochę egoistycznie, ale przecież muszę jakoś wyglądać na obiedzie z Clement'em.
     Wstałam z miękkiej pościeli i podeszłam do toaletki. Usiadłam na taborecie, znajdującym się przed nią. Sięgnęłam po moją ulubioną szczotkę - tangle teezer. Tylko ona potrafi sobie bezboleśnie poradzić z moimi niesfornymi włosami. Gdy są już rozczesane, do ręki biorę suszarkę. Suszyłam moje włosy przez jakieś piętnaście minut, co jakiś czas je przeczesując. 
     Kiedy stwierdzam, że są już wystarczająco suche, zaczynam robić sobie delikatny makijaż. Zadowolona z efektu podchodzę do ogromnej szafy, przeznaczonej na moje ubrania, których nie ma zbyt wiele.  
     Decyduję się na jasnoróżową sukienkę na ramiączkach, z wyciętymi plecami, z tiulem u dołu. Przednia strona górnej części obszyta jest cekinami. Wysokie szpilki jeszcze bardziej wydłużają moje i tak już długie nogi.
     Przeglądam się w lustrze, kilka razy obracając się wokół własnej osi. Idealnie - stwierdzam jednym słowem. Wychodzę z pokoju, ignorując moją "ulubioną" parę, oglądającą w tym momencie telewizję. Zbyt zajęci sobą - mam tu na myśli skradanie sobie nawzajem czułych pocałunków - nawet mnie nie zauważyli. 
     Widok Jorge'a w ramionach innej kobiety znowu sprawił, że poczułam nieznośne ukłucie w sercu. Zacisnęłam powieki, próbując się uspokoić. Weszłam do windy, nacisnęłam guzik z cyfrą "0" i oparłam się o zimną ścianę. 
      Po dłuższej chwili znalazłam się w restauracji. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Clement'a. Dostrzegłam go przy tym samym stoliku, przy którym jadłam rano śniadanie. Podeszłam do niego. Stał przede mną w ciemnych spodniach, nieskazitelnie białej koszuli i krawacie. Zauważyłam, że zdjął marynarkę i przewiesił przez oparcie krzesła. Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech, przeznaczony tylko i wyłącznie dla mnie. Na stole leżało podłużne, małe pudełeczko. 
_____
I mamy rozdział 22 ;D
Miał być wczoraj, ale nie miałam czasu na jego napisanie :/
Dziękuję wam za komentarze pod poprzednim  rozdziałem ♥
Wasze słowa to dla mnie OGROMNA motywacja <3

12 komentarzy = rozdział 23

03.11.2014

Capitulo 21

Leonetta Violetta En Vivo animated GIF
Rozdział dedykuję Veronice Blanco 

      W końcu drzwi się rozsunęły. Odetchnęłam z ulgą. Wyszłam jako pierwsza, nie czekając, aż którekolwiek z nich się ruszy. Przeszłam przez duży, tętniący życiem hol. Dookoła było pełno ludzi, którzy stali lub siedzieli na luksusowych, szerokich kanapach. 
      Skierowałam się w stronę wejścia do restauracji. Za mną podążała para, przed chwilą przyłapana na gorącym uczynku. Moje serce nadal krwawi. Nieodwzajemniona miłość to najgorsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić. Na każdym kroku widzę, że O N nie może być mój. Różni nas tak wiele. Pochodzimy z dwóch różnych światów. 
      Wybrałam miejsce w najbardziej odległym kącie sali. Stolik dla dwojga. Usiadłam tu z myślą, że oni wybiorą inne miejsce. Znowu się pomyliłam. Mercedes zajęła miejsce na przeciwko mnie, a Jorge dostawił sobie krzesło.
      Przyjrzałam im się dokładniej. Tworzyli niezwykłą parę - Mechi w złotej sukience do ziemi, Jorge w garniturze i krawacie. W mojej zwykłej, białej sukience czułam się, jakbym tu nie pasowała. Była tylko zbędnym elementem. 
      Po chwili przy naszym stoliku stał już kelner. Dał każdemu z nas po MENU i się oddalił. Spojrzałam na spis potraw, po czym stwierdziłam, że wcale nie jestem głodna. Podczas gdy mój szef i jego partnerka delektowali się wykwintnymi potrawami, sączyłam sok pomarańczowy. 
     Po głowie chodził mi tylko J E G O uśmiech, jakim obdarzył mnie w windzie. Czyżby całował Mercedes specjalnie, żebym była zazdrosna? Ale skąd mógł wiedzieć, że akurat ja będę tą, która ich przyłapie. Mam dość tych ciągłych pytań. 
     Rozglądnęłam się po sali, w poszukiwaniu znajomej twarzy Clement'a. Niestety nigdzie go nie dostrzegłam. Spuściłam głowę zrezygnowana. 
      Jutro była pierwsza prezentacja naszego projektu. Miała się odbyć w naszym hotelu. Ja i Mercedes musimy na niej dopilnować, by naszym gościom niczego nie brakowało. To jest podawać kawę, ciastka, dać im odpowiednie dokumenty, w których w skrócie opisany jest cały projekt. Gdy to zrobimy Jorge przystąpi do prezentacji.
       - Martino, idziesz? - usłyszałam chłodny ton mojego szefa.
       Grzecznie wstałam. Tym razem to ja za nimi podążyłam. Nie miałam jednak ochoty jechać z nimi znowu tą cholerną windą. Zdecydowałam się więc na schody. Trochę ruchu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
       Po wejściu na trzecie piętro zaczęłam siebie wyzywać. Co mi strzeliło do głowy? Iść na ostatnie piętro po schodach. Tylko ja mogłam na coś takiego wpaść. I to tylko dlatego, by nie jechać z Jorge'm i Mercedes. 
       Zrezygnowana udałam się do windy. Szybko znalazłam się przed drzwiami naszego apartamentu. Nacisnęłam klamkę, o dziwo drzwi były otwarte. 
       Od razu znalazłam się w głównej części. To co tam ujrzałam, zdziwiło mnie. Na stole stała imponująca kompozycja z czerwonych róż. W pomieszczeniu unosił się cudowny zapach, którym głęboko się zaciągnęłam. 
       Obok bukietu stał Jorge, który w ręku zgniatał różowy bilecik.
       - Dla kogo to? - zapytałam. 
       Szybko odwrócił się w moją stronę, ciskając gniewne spojrzenie. Nie przejęłam się nim i patrzyłam na niego wyczekująco, czekając, aż udzieli mi odpowiedzi.
       - Dla ciebie - powiedział, zaciskając zęby. 
       Podał mi karteczkę, która była cała pognieciona. Rozwinęłam ją.
      
        Chciałbym się z Tobą spotkać. 
          Clement

       Opuszkiem palca przejechałam po jego odręcznym piśmie. Romantyczny gest z jego strony. Uśmiechnęłam się do siebie. Do bileciku dołączona była kartka z jego numerem telefonu. Postanowiłam, że jutro z samego rana do niego zadzwonię.
       Zaczęłam się zastanawiać, skąd wiedział w jakim apartamencie się zatrzymałam. Musiał mieć znajomości. 
       Spojrzałam jeszcze raz na róże. Musiały kosztować fortunę. Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Nie sądziłam, że stać go na taki miły gest.
       Przypomniałam sobie, że Jorge nadal znajduje się w pomieszczeniu. Spojrzałam na niego. Jego twarz na powrót nie wyrażała żadnych emocji. Znów nałożył na siebie maskę. 
       - Dlaczego to pogniotłeś? - zapytałam, wskazując na kartkę, którą włożyłam z powrotem do bukietu. 
       - Nie podoba mi się ten facet - odparł, mrużąc niebezpiecznie oczy.
       - Dlaczego? - na mojej twarzy odmalowało się zaskoczenie.
       - Sposób w jaki na ciebie patrzy... 
       - Co cię to obchodzi?! - wykrzyknęłam przerywając mu. - Nie powinieneś mieszać się w moje sprawy. W końcu nic głębszego nas nie łączy. Czujemy tylko.. - zająknęłam się.
       - Co czujemy? - zapytał cicho. 
       - Wrogość - odparłam bez zastanowienia. 
       - Tak sądzisz? - Nie powiedział nic więcej. Patrzył tylko wyczekująco.
       Cisza, która zapadła, była nie do zniesienia. Nie potrafiłam wydusić ani słowa. Zaskoczył mnie. Po raz kolejny. Zacisnęłam oczy, starając się uspokoić. O jakim innym uczuciu, jakim się nawzajem darzymy, może być mowa? Na pewno nie o miłości. To jest tylko jednostronne.
       Wrogość. To słowo, było pierwszym, jakie mi przyszło na myśl. Ale może trochę za mocno to ujęłam. Ja go mogę jedynie pociągać. Choć czasem z jego zachowania wynika, że nie darzy mnie sympatią. 
       - Przepraszam - wyszeptałam i uciekłam do swojego pokoju.
       Zostawiłam go tam samego. No nie do końca. Pewnie Mercedes gdzieś tam się koło niego kręci. 
       Jestem pewna, że on nigdy nie będzie samotny. Zawsze znajdzie się jakaś, która poleci na to wszystko co ma do zaoferowania - a jest tego sporo - i się nim zajmie. 
       Zabrałam koszulę nocną z mojej torby i weszłam do łazienki, przylegającej do mojego pokoju. Powinnam wziąć się w garść i przestać o nim myśleć. Muszę postarać się wyrzucić go z mojego umysłu.
       Spięłam wysoko włosy w zwykły kucyk i weszłam pod prysznic. Odkręciłam kran. Po moich policzkach płynęły łzy, mieszające się z kroplami wody.
       To trudne. Ja tak nie mogę. Z jednej strony wiem, że muszę przestać o nim myśleć w ten sposób. Przestać marzyć o jego ciepłych ustach. Wymazać z pamięci, jak to jest być w jego ramionach i czuć ten wspaniały zapach. 
       Z drugiej jednak coś cały czas przyciąga mnie do niego, do jego ciepłych ramion, w których niejeden raz już się znalazłam. 
       Wycierając się ręcznikiem, miałam już mętlik w głowie. Nie wiedziałam co robić. Pozwolić temu trwać dalej, czy przerwać to zanim będzie za późno na odwrót. Chociaż, pewnie już jest...
        Ubrana i wykąpana ułożyłam się wygodnie w łóżku. Tej nocy śniłam o błękitnych oczach, w których kryje się wiele tajemnic...
___________
Kolejny rozdział za nami ;D
Jorge robi się coraz bardziej zazdrosny o Clementa ^^
Czekam na wsze opinie :**
KOCHAM WAS ♥♥

11 komentarzy = rozdział 22