30.04.2014

Rozdział XXXVII - Wspomnienie...

   "Przyjaźń jest jak słońce.
    Czasem coś ją przysłoni,
    lecz nigdy nie gaśnie"
     
     - Co się stało? - usłyszałam cichutki głosik osoby, której wcześniej nie zauważyłam.  
     Uniosłam głowę. Przez łzy ujrzałam mojego przyjaciela. Wpatrywał się we mnie smutnym wzrokiem.
     - Violu, co się stało? - zapytał ponownie, lecz tym razem trochę głośniej. 
     Lecz zamiast odpowiedzieć, znowu się rozpłakałam. Poczułam jego ramiona, które delikatnie mnie objęły. Wtuliłam się w niego. Tego właśnie potrzebowałam. Potrzebowałam mojego przyjaciela, który by po prostu tutaj był. Nie pytał, nie dociekał, tylko wspierał samą swoją obecnością.
     - Nie martw się. Ja cię nigdy nie zostawię. Będę tutaj przy tobie. Przyjaciele na zawsze?
     - Na zawsze...

***

     Zdarzyło się to dwa lata po śmierci mojej mamy. Miałam wtedy sześć lat. Niby było to dawno. Tata już w miarę się pozbierał, był w tedy z Jade. Domownicy wrócili do swojego zwykłego życia. Ja jednak czułam jak gdyby to się zdarzyło zaledwie chwilę temu. Dzieci wszystko inaczej rozumieją. Tak było i ze mną. Nie mogłam się pogodzić z jej śmiercią. Cały czas miałam nadzieję, że jednak ona nie umarła. Co noc dręczyły mnie koszmary. Każdy z nich wyglądał tak samo. Bawiłam się z moją mamą. Śmiałyśmy się. Byłyśmy szczęśliwe. Jednak to nie trwało długo. Zawsze w tym samym momencie zza mamy wyłaniała się straszna, czarna postać. Zabierała mamę, pozostawiając mnie samą. 
   Kolejną oznaką mojej tęsknoty, były chwile, gdy ze szczęśliwego dziecka stawałam się popuchniętą od płaczu dziewczynką. Tamta chwila niczym się nie różniła. Przyjacielem, który był przy mnie, był Leon. Mimo, że spotykaliśmy się od dawna, dopiero w tedy zrozumiałam, że już zawsze mogę na niego liczyć. Od tamtego wydarzenia mojego koszmary skończyły się. Spałam spokojnie.
    Tym przyjacielem, był ten sam Leon, który nie dawno mnie zostawił, zakończył nasz związek. Tu smutne. Obiecał, że mnie nie zostawi... Ale takie jest życie. Musimy się dostosować do każdej sytuacji. Choć to trudne, tak musi być.
     Szłam właśnie do Studia, wspominając moje dzieciństwo. Ulice były zatłoczone. Jak zawsze o tej porze. Zatrzymałam się przed przejściem dla pieszych. Nikt oprócz mnie nie musiał przejść. Stałam sama. Zaświeciło się zielone światło, więc zrobiłam kilka kroków. Wtedy to się stało. 
    Ujrzałam srebrny samochód pędzący z zawrotną prędkością wprost na mnie. A ja, zamiast się ruszyć stałam sparaliżowana, wpatrując się w pojazd z szeroko otwartymi oczami. Poczułam mocne uderzenie, usłyszałam krzyki ludzi. Ostatnią osobą jaką widziałam, była młoda, jasnowłosa kobieta, która dzwoniła po pogotowie. Popatrzyłam na nią zamglonym wzrokiem, po czym zemdlałam.

***

     Obudziłam się. Nie byłam jednak w swoim łóżku. Co to za miejsce? Dlaczego jestem podłączona do tych wszystkich urządzeń? Powoli zaczynałam sobie wszystko przypominać. Studio. Przejście dla pieszych. Samochód. Wypadek. 
     - Czy ona wyjdzie z tego, doktorze? - usłyszałam głos mojego taty. Był zrozpaczony.
     - Tak. Jest strasznie połamana, ale przeżyje. Jednak powrót do pełni sił może trochę zająć.
     - Jak długo?
     - Nawet rok. Nie może się przemęczać. Ale to oznacza koniec z zajęciami w Studio. Rozumie pan?
     - Tak, rozumiem. Tylko czy ona zrozumie?
     - Musi, to dla jej dobra. 
     Co?! Koniec ze Studiem? Ale jak to? Przecież ja nie mogę z tego wszystkiego zrezygnować. To dla mnie zbyt ważne. Za dużo wysiłku w to włożyła, żeby teraz po prostu zrezygnować. 
     - Tato? - miałam zamiar się podnieść, lecz poczułam ostry ból w klatce piersiowej. 
     - Violu...
     Do sali weszła pielęgniarka. Miała czarne włosy, prostu nos, duże oczy i małe usta. Mogła mieć około pięćdziesięciu lat. Sprawiała wrażenie miłej. Jednak w ręce niosła coś, czego się bałam. Strzykawkę wraz z ogromną igłą. Czy tylko mi zrobiło się strasznie gorąco?
     - To nie będzie bolało - powiedziała z uśmiechem. Ta jasne.... Chyba jej nie będzie bolało.
     Poczułam ukłucie. Auć. Zastrzyk zaczął działać od razu. Powoli zaczęłam zapadać w głęboki sen.
______________
I co podoba się?
Dzisiejszy rozdział dedykuję  wszystkim czytelnikom ;D
Miłego, długiego weekendu życzę ;)

26.04.2014

Rozdział XXXVI - Powrót

     Czasem zdrada coś kończy... rozpada się jedność jak stłuczone szkło.
     Nie da się poskładać zdradzonego szczęścia. 
     Nigdy już nie będzie tak samo, żal pozostanie na zawsze,
     jak wbity w serce nóż, a wspomnienia powrócą przy każdej sprzeczce. 
     Dlatego trzeba wybaczyć i odejść... na zawsze

   Leon

    Zdrada... Rzeczywiście, coś skończyła. A mianowicie mój związek z pewną cudowną dziewczyną, która mnie zraniła. Kochałem ją... W pewnym sensie nadal ją kocham, ale dłużej już niestety nie mogę... Nie mogę z nią być. Za bardzo boli. Mówi, że do niczego nie doszło. Ale ja widziałem jak on na nią patrzył.
    Dlatego odszedłem... Myślałem, że będzie mniej boleć. I tak jest. Jednak ból pozostał. Zawsze będzie mi towarzyszył. Czy ją widzę czy nie i tak czuję to samo. Żal, smutek, niedowierzanie... Czasem złość, zdenerwowanie i znów myśl, że może jednak to się nie wydarzyło. Że to tylko był zły sen. I wtedy wracam do rzeczywistości.
   Ostatni raz widziałem ją w samolocie. Siedziała ode mnie tak daleko jak tylko się dało. Kilka dni wcześniej widziała jak Klaudia ze mną flirtuje. Już miałem ją spławić, gdy ujrzałem moją byłą dziewczynę podążająca w naszym kierunku. Szybko uniosłem dłoń i przejechałem palcami po jej policzku, aby widziała, że już o nią zapomniałem. Chociaż tak nie było. Myślę o niej każdego dnia, każdej nocy. Widzę ją we wszystkim co robię. Nie mogę o niej tak łatwo zapomnieć. Zbyt wiele dla mnie znaczyła. A z tą Klaudią nic mnie nie łączy. Nie wiem co mnie napadło, że tak wtedy postąpiłem. Teraz ona myśli sobie nie wiadomo co. Chciała nawet ze mną wracać. Jednak jej rodzice jej nie pozwolili. Ulżyło mi. Nie zniósłbym jej dłużej. Jest zbyt sztuczna. Typowy plastik. Nie to co... Violetta.
    Dzisiaj znów będę musiał ją zobaczyć. Czy chcę? Nie wiem. Serce mówi tak, jednak rozum mówi nie. Nadal darzę ją uczuciem, ale nie chcę znowu cierpieć. Dobra, miejmy to już za sobą.

  Violetta

   Wczoraj wróciłam do domu. Żyję. Chociaż cały ten czas spędzam w łóżku. Jem, bo muszę. Czuję jakby cząstka mnie umarła i coś mi podpowiada, że nie prędko na nowo odżyje.
     Ilość razy kiedy pytano mnie czy dobrze się czuję 37. Co odpowiadam? Dobrze, dziękuję. Oczywiście, kłamie. Ludzie zadając takie pytania, nie oczekują odpowiedzi. Robią to tylko po to, aby się upewnić czy aby na pewno jeszcze komunikuję. Gdy próbują zapytać mnie jak było na Karaibach uciekam do pokoju i płaczę. Nie mogę o tym rozmawiać. Jeszcze nie. Zbyt dużo złych rzeczy tam się wydarzyło. Nie naciskają. Domyślają się. Przecież Angie tam była. Widziała. Musiała im powiedzieć. To może nawet lepiej?
     Ubieram się właśnie do szkoły. Zwykle idę do niej z uśmiechem na ustach, w kolorowych spódniczkach. Nie dziś. Zdecydowałam się na czarne spodnie, zwykły top i moje jedyne, szare trampki. Nie maluję się. Nie mam do kogo. Przeczesuję włosy. Zostawiam je rozpuszczone, żeby w razie czego mogłabym nimi zasłonić twarz. Nie chcę żeby ktoś widział jak płacze. Co może nastąpić, gdy zobaczę Jego... Leona.
________________
Dzisiaj krótko ;)
Przepraszam, że taki nijaki.
Postaram się, żeby następny był lepszy...
Co do epilogu... Mam już na niego pomysł. W nim wszystko się wyjaśni.
Już nic więcej nie mówię, bo nie chcę za dużo zdradzać. Ale za nim on jeszcze z dwa rozdziały.

05.04.2014

Rozdział XXXV - Uważasz, że to wystarczy?

     Nie mogę uwierzyć w to, co się wczoraj wydarzyło. Nie mogę... Zbyt boli. Jak on mógł... Zaczęłam już nawet się z nim zaprzyjaźniać, a on zrobił mi takie coś. Pokłócił mnie z Leonem. Pokłócił?! To za delikatne słowo. On już mi nigdy nie wybaczy. Nasz związek... To koniec... Ja nie chcę tak. Nie sądziłam, że Leon jest dla mnie tak ważny. Aż do teraz. Dopiero to do mnie dotarło. Ja go kocham. Najbardziej na świecie. Już nie zobaczę jak się do mnie uśmiecha, patrzy. Kiedy mówi mi te wszystkie słodkie słówka. Nie poczuję smaku jego ust. Nie będę mogła już się do niego przytulić. Będąc w jego ramionach czuję, że to właśnie przy nim jest moje miejsce. Będąc z nim czułam się kochana, potrzebna, bezpieczna. Niestety, już tego wszystkiego nie doświadczę. A to wszystko dlatego, że Jorge tak przekoloryzował. Przecież to nie tak, że potajemnie umawiam się z kimś innym. Owszem wyszłam z nim bez wiedzy Leona, ale ja nie byłam na żadnej randce. Jorge to tylko niedoszły przyjaciel... Niedoszły... Wcześniej myślałam, że to moja wina, nie jego. Jednak kiedy teraz tak to analizuję, stwierdzam, że to również on zawinił. Nie wiem czy mu to kiedykolwiek wybaczę...
        Wstałam z łóżka. Zachwiałam się. Zakręciło mi się w głowie. Przyłożyłam palce do skroni i na chwiejnym nogach podreptałam w stronę łazienki.
     Podeszłam do lustra. To nie byłam ja. Dziewczyna z potarganymi włosami, cała popuchnięta, przekrwione oczy, zamglony wzrok. Nie, to nie mogę być ja. Ten ktoś to wrak człowieka. Dotknęłam odbicia w lustrze. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech i jeszcze raz spojrzałam na nieznajomą, po czym odwróciłam się na pięcie, ponieważ nie chciałam już na nią patrzeć.
      Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Puściłam wodę. Czułam jak rozluźniają się moje mięśnie. Lubiłam kiedy woda po mnie spływała, chociaż nie zabierała ze sobą moich smutków, to i tak poczułam się lepiej. Jakie to odprężające...
      Po prysznicu ubrałam dżinsowe spodenki, białą bluzkę na ramiączkach w żyrafy, na nogi wsunęłam pomarańczowe trampki. Spojrzałam jak wyglądam. Już troszkę bardziej siebie przypominam. Nie ma już śladu po moim płaczu. Wyszłam z pokoju. Do wyjazdu pozostały cztery dni, cztery występy. Nie będę przez cały czas siedziała w pokoju. Skierowałam się w stronę windy. Weszłam do niej. Zjechałam na dół.
     - Violetta? - usłyszałam. Odwróciłam się. To Francesca mnie wołała - już ci lepiej?
     Pokręciłam smutno głową.
     - Mam dla ciebie pewną plotkę. Może ona odwróci twoją uwagę - westchnęła.
     - Co to za plotka? - zapytałam. Nie ciekawiła mnie ona za bardzo, ale nie chciałam zrobić mojej przyjaciółce przykrości.
     - Dobra to nie plotka, lecz fakt. Otóż Federico i Ludmiła się całowali.
     - Co? - zapytałam zszokowana. To o niej Fede       mówił. Ale się dobrali - skąd to wiesz?
     - Widziałam - odparła.
     - Przynajmniej im się układa - odrzekłam smutniej. To nie tak, że się nie cieszę ze szczęścia mojego przyjaciela. Ja im po prostu zazdroszczę.            Ale tak w życiu bywa. Coś się kończy, coś zaczyna.
     - Nie przejmuj się będzie dobrze. A teraz chodź, przejdziemy się.
   
                                                                             *
     
     Podczas spaceru nie rozmawiałyśmy za wiele. Jedynie o zwykłych, nudnych rzeczach typu: czy ci się tu podoba, mamy ładną pogodę itd. Obecnie ubieram się na występ. Dzisiaj już wystąpię. Jednak nie zaśpiewam żadnej piosenki sama. Wyszłam z garderoby. Szłam do naszego stylisty, gdy ktoś mnie zatrzymał. Odwróciłam się. Jorge... W ręce trzymał pluszowego misia, który na brzuszku miał napisane Przepraszam.
Wręczył mi go.
    - Uważasz, że to wystarczy?
    - Nie - spuścił wzrok - Ale może chociaż w małym stopniu złagodzi to twój gniew - powiedział i odszedł.
    Nie spodziewałam się tego. Jednak nie miałam szansy dłużej się nad tym zastanowić, ponieważ ujrzałam Leona stojącego nieopodal z jakąś dziewczyną. Wyglądało to tak, jakby z nią flirtował. Już zdążył sobie znaleźć inną? Dotknął opuszkami palców jej policzka. Dziewczyna zaśmiała się uwodzicielsko. Poznałam ją.
To była Klaudia, dziewczyna, która uważała, że Jorge jest jej chłopakiem.