28.09.2014

Capitulo 14

  
    
     Jestem zdezorientowana. Zaskoczyło mnie jego zachowanie. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Co nim kieruje? Dlaczego to zrobił? Nie potrafię zapomnieć, o tym co się wczoraj wydarzyło. Przepraszam, nie wydarzyło. Było blisko, ale jednak do niczego nie doszło. Czy chciałam tego? Oczywiście, że tak. Odpowiedź jest chyba oczywista. Tylko czy to by było dla mnie dobre? Niestety nie.
       Często o nim myślę. Czasem nawet się uśmiecham, choć nie zawsze. Mam mu tyle do powiedzenia. Między innymi, że coś do niego czuję. Jednak nigdy się na to nie odważę. Strach przed odrzuceniem jest silniejszy. 
       Mam tak dużo pytań, na które chciałabym znać odpowiedź. Próbowałam wyrzucić go z mojej głowy nie raz i nie dwa. Ale z upływem czasu, coraz częściej o nim myślę. Gdyby doszło do tego pocałunku, byłoby mi jeszcze trudniej...
       Jestem nie tylko zdezorientowana, ale również zagubiona. Mam nadzieję, że usłyszę kiedyś od niego te dwa - na pozór zwykłe słowa, które jednak znaczą bardzo wiele. Marzenie...
       Wiele razy powtarzałam sobie, że to nie ma sensu. Wiara, że on w końcu coś do mnie poczuje. Po dokładnym przemyśleniu tego, jestem przekonana, iż to nic nie da. Niech się dzieje co chce. Czasem pakujemy stare rzeczy i chowamy je na strychu, nigdy nie zamierzając ich wyjmować, ale nie potrafimy się ich pozbyć. Tak samo jak marzeń. Moje marzenie już zawsze ze mną będzie.
       Marzyć każdy może. To nic złego. Więc kto mi zabroni fantazjować o jego ciepłych wargach, błękitnych oczach, śnieżnobiałym uśmiechu? Niektóre marzenia się spełniają. Moje jest jak bańka mydlana. Zwykła abstrakcja. Jorge nigdy się o nim nie dowie...
       Wstałam dosyć wcześnie. Siódma rano. To dziwne jak na mnie. W końcu mamy sobotę. Mam jednak dzisiaj dużo do zrobienia. Kupić sukienkę na wieczór, przygotować się, a co najważniejsze porozmawiać z przyjaciółką.

***

     Stałam pod drzwiami mojej najlepszej przyjaciółki. Roztrzepanej włoszki, która nie chce mi w tym momencie otworzyć drzwi. Nacisnęłam dzwonek już trzy razy i nic. Gdy miałam dzwonić czwarty raz, usłyszałam przekręcanie klucza. Nareszcie.
     Drzwi się otworzyły. Spodziewałam się Lodovici. Zamiast niej ujrzałam wysokiego bruneta z bujną czupryną. Miał na sobie beżowe spodnie oraz biały T-shirt. Uśmiechał się do mnie przyjaźnie, ukazując urocze dołeczki. Był całkiem przystojny. 
     - Cześć. Jestem Martina.
     - Xabi - uścisnęłam jego wyciągniętą dłoń.
     - Jest Lodo? - zapytałam.
     Jak na zawołanie, zza jego pleców wyłoniła się moja przyjaciółka.
     - Tini? Co ty tutaj robisz?
     - Zabieram cię na zakupy. Musisz pomóc mi w kupnie sukienki.
     - Co to za okazja?
     - Przyjęcie organizowane przez firmę. 
     - Poczekaj wezmę tylko torebkę - powiedziała, po czym wróciła na chwilę do mieszkania. 
     Nawet nie zauważyłam, kiedy Xabi zostawił nas same. Po chwili Lodovica stała koło mnie. Ruszyłyśmy w stronę mojego samochodu.
     - Muszę ci o czym powiedzieć. 
     - Opowiesz mi wszystko przy filiżance kawy - mówiąc to, wsiadała do auta. 
     Przekręciłam kluczyki w stacyjce. Po chwili byłyśmy już w drodze do pobliskiego centrum handlowego. Droga zajęła nam niecałe dziesięć minut. Pojazd zaparkowałam na drugim poziome parkingu. Na pierwszym nie znalazłam miejsca. W sobotę galeria jest oblężona przez tłumy ludzi.
    Weszłyśmy do jednego ze sklepów. Niestety nic tam nie znalazłyśmy. To samo w kilku następnych sklepach. Byłam bardzo wybredna. To za długa, to za krótka, brzydki kolor, nieodpowiedni krój.  Zaczęłam działać Lodovice na nerwy.
    Już miałyśmy się poddać, gdy na na jednej wystawie moja przyjaciółka zobaczyła jasnoniebieską sukienkę ze złotym paskiem. Była na ramiączkach, krótka z przodu, długa z tyłu. Idealnie eksponowałaby moje długie nogi. Lodovica chyba myślała o tym samym.
    - Musisz ją przymierzyć. Ona została zaprojektowana specjalnie dla ciebie - powiedziała, ciągnąc mnie do kasjerki. Poprosiła o sukienkę z wystawy. Dała mi ją do rąk, po czym wepchnęła do przymierzalni. Ubrałam ją. Wyszłam, by się jej pokazać. Okręciłam się przy tym kilka razy. Miała rację. Ona była dla mnie stworzona. Bez wahania ją kupiłam. 
    - Mogłabyś do niej założyć te nowe kremowe szpilki. Będziesz wyglądać pięknie - uśmiechnęła się do mnie ciepło. 
     Kreacja na dzisiejszy wieczór nie była tania, jednak warta swojej ceny. Ten kolor... Piękny błękit. Przed oczami stanęły mi oczy Jorge'a. Przypomniało mi się, że muszę porozmawiać z Lodovicą na jego temat. 
     Usiadłyśmy w naszej ulubionej kawiarni w tym centrum. Podają tu najlepszą szarlotkę w mieście. Zamówiłyśmy po jednej. Do tego wzięłyśmy jeszcze Latte. 
     - To o czym chciałaś mi powiedzieć? - zapytała, po odejściu kelnera od naszego stolika. 
     - O moim szefie - wymamrotałam.
     - Co z nim nie tak? Zwolnił cię? A może zrobił ci coś złego? - zaczęła zadawać pytania z prędkością światła. 
      - Nic z tych rzeczy - uspokoiłam ją. - Ja... ja się w nim zakochałam - wyszeptałam. 
     Potem zaczęłam wyrzucać z siebie każde wspomnienie, uczucie z nim związane. Noc w hotelu, dziwne przyciąganie, nienawiść do Diego'a, Mercedes, kończąc na wczorajszym niedoszłym pocałunku. Nie przerywała mi. Przysłuchiwała się każdemu mojemu słowu. Gdy już skończyłam, poczułam niewyobrażalną ulgę. 
    Powiedziałam komuś o moim zakochaniu. Komuś, komu mogę zaufać. Wiem, że nie powie tego pierwszej napotkanej osobie. To moja przyjaciółka. Mogę na nią liczyć. Ona wie, że jestem na każde jej zawołanie.
    - Czy on coś podejrzewa? - zapytała. 
    - Mam nadzieję, że nie. Lodo, ja się boję. On jest kobieciarzem, nie chcę by ze mnie zrobił jedną ze swoich kochanek.
     - Serce obawia się cierpień. Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. 
     - Kto to?
     - Paulo Coelho. Nie pamiętam, gdzie usłyszałam ten cytat. Wiem jednak, że nie powinnaś się zadręczać. Nie myśl o tym co będzie. Nie zamartwiaj się przyszłością, bo przegapisz chwilę obecną, która jest o wiele ważniejsza.
     Przeanalizowałam dokładnie jej słowa. W pewnym sensie miała rację. Trochę mi to pomogło. Jednak nie na tyle, bym przestała się bać. Nie wyjawię mu moich uczuć, ale nie będę się przed nim bronić.
______
I macie 14. Beznadziejna. Tylko początek mi się w miarę podoba.
Ale musiałam przez niego przebrnąć. Nie ma Jorge'a, ponieważ w 15 będzie...
Nie będę wam mówić co, ale pewnie się domyślacie ^^
Dlatego: 
                                                       10 komentarzy = next
    

24.09.2014

Capitulo 13

 

      - Umówiłabyś się ze mną? - zapytał, posyłając mi jeden ze swoich zabójczych uśmiechów.
     Zamarłam. Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Odmówić czy może się zgodzić? Jeśli odmówię zranię go, jeśli się zgodzę, sama sobie wyrządzę krzywdę. To mój przyjaciel... Tylko. Nie czuję do niego nic więcej.
      Ale to się może przecież zmienić, prawda? Może stać się tak, że poczuję do niego coś silniejszego. A wtedy co będzie z Jorge'm? Wątpię, żebym przestała być w nim zakochana. Miłość nie słabnie. A szczególnie taka jaką czuję do mojego szefa. Więc przykro mi, ale moje uczucia do niego się nie zmienią. Nie ważne jak bardzo bym chciała. Obiektem mojego pożądania pozostanie Jorge.
     - Jeśli nie chcesz...
     - A gdzie byśmy poszli? - zapytałam, przerywając mu.
     Nie mogłam na niego patrzeć, gdy był taki smutny. Postanowione. Zrobię to tylko dlatego, by nie sprawić mu zawodu. Przecież to nie musi być randka. Zwykłe, przyjacielskie spotkanie...
     - Na przyjęcie bożonarodzeniowe organizowane przez firmę.
     Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam, że coś takiego organizują. Pewnie tam będzie Jorge. Pewnie? Na pewno. W końcu jest synem właścicieli. Sam? Ta sprawa też już jest załatwiona, na pewno pójdzie z nim siostra Diego'a - Mercedes. Na poprzedniej imprezie nie byłam właśnie z ich powodu. Na tą wypadałoby wpaść. Choćby na chwilę.
     A skoro to nie żadne "sam na sam" tym chętniej pójdę z Diego. Może przy okazji sprawię, że Jorge poczuje się zazdrosny? Skarciłam się jednak w duchu za te myśli. Idiotko, on nawet na ciebie uwagi nie zwraca!
     - Z przyjemnością będę ci towarzyszyć - powiedziałam, rzucając się mu na szyję.
     To tylko jedne spotkanie - powtarzałam sobie. Jednak coś mi mówiło, że to dla niego za mało. On liczy na więcej.
      Nagle usłyszałam dźwięk, oznaczający otwieranie się windy. Wyszedł z niej nie kto inny jak mój szef. Ubrany był w czerń, przełamaną wąskimi szarymi prążkami. Jego koszula i krawat miały tą samą niesamowitą błękitną barwę, co szafiry jego oczu. Jedwabiste kosmyki włosów opadały kusząco na kołnierzyk, budząc we mnie pragnienie, by je chwycić i przyciągnąć. Z całej siły.
      Odwrócił się w naszą stronę. Wciąż przytulałam się do mojego przyjaciela - pomimo tego, że będzie moim partnerem na przyjęciu nie przestanę go tak traktować.
      Jorge nie wyglądał na zadowolonego. Posłał Diego wściekłe spojrzenie i ruszył do swojego biura. Gdyby spojrzenia mogły zabijać, Diego leżałby trupem. Oderwałam się od niego.
      - Przyjęcie zaczyna się w sobotę o osiemnastej. Będę u ciebie pół godziny przed czasem - powiedział z szerokim uśmiechem na ustach.
      Sobota. To już jutro. Mimo, iż na zewnątrz promieniałam, w środku byłam zdenerwowana. Ja nawet nie mam co na siebie włożyć. Muszę umówić się z Lodovicą na zakupy. Na pewno już wróciła. Najwyższa pora ją odwiedzić. Zaraz po pracy do niej wpadnę. Wreszcie poznam słynnego Xabi'ego. A może poznałabym ją z Diego? Spojrzałam na przyjaciela. Doskonale do siebie pasują. Jeśli nie ma między nią, a jej współlokatorem nic poważnego, zrobię to w niedzielę. Pojedziemy na wspólny piknik we czworo.
     Z rozmyślań wyrwał mnie czuły pocałunek Diego'a w policzek. Tak jak się tego spodziewałam, nic nie poczułam. Żadnego drżenia, rumieńców, miękkich nóg... Nic. Nie działał na mnie tak jak Jorge... A jeśli o nim mowa. Rzuciłam okiem na jego siedzibę. Jego spojrzenie nie wróżyło nic dobrego. Na szczęście nie było skierowane na mnie. Biedny Dominguez.
      W końcu opuścił nasze piętro. Spojrzałam na zegarek w komputerze. Szesnasta. Mogę już się zbierać. Muszę zanieść jeszcze pocztę do pana wkurzonego. Wzięłam korespondencję do ręki, po czym ruszyłam do jego biura. Popchnęłam szklane drzwi. Jorge przez cały ten czas bacznie mnie obserwował. Położyłam mu plik kopert na biurko. Już miałam wychodzić, gdy przypomniało mi się, że jutro mam przyjść do pracy. Jeśli nie będę miała wolnego, nie zdążę się przyszykować na przyjęcie.
       - Jorge... - zaczęłam powoli - mogłabym sobie jutro zrobić wolne? - zapytałam niepewnie.
       - A dlaczego? - odpowiedział pytaniem na pytanie. W jego głosie nie było słychać żadnych emocji.
       - Ponieważ słyszałam, że jutro odbędzie się przyjęcie bożonarodzeniowe dla pracowników i chciałabym mieć cały dzień dla siebie.
       - Czyli tym razem przyjdziesz? - pokiwałam głową.
       - Z Diego? - tym razem w jego głosie dało się usłyszeć zdenerwowanie.
       - Tak... Właśnie mnie zaprosił - ostatnie słowa wyszeptałam. Zaczęłam pocierać swoje dłonie, które zaczęły się trząść.
       Bałam się jego reakcji. W końcu tu chodzi o Diego. A jak już wiem Jorge go nienawidzi, czyli specjalnie może mnie tu przetrzymać, bym nie zdążyła z nim nigdzie wyjść. Jednak mój zmienny szef, pozytywnie mnie zaskoczył.
        - Zgoda - odparł wstając.
        Kamień spadł mi z serca. Nic nie mówiąc, ponieważ mógł jeszcze zmienić zdanie, odwróciłam się na pięcie w stronę wyjścia. Nie uszłam jednak daleko, ponieważ Jorge złapał mnie za nadgarstek. Znowu poczułam to przyjemne mrowienie.
        Jednym ruchem odwrócił mnie w swoją stronę, jednocześnie naparł na mnie całym ciałem, przyciskając do zimnej ściany. Obie dłonie oparł na szybie z dwóch stron, zamykając mnie w klatce swych ramion. Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Jeszcze nie byłam tak blisko jego ust. Czułam na sobie jego gorący oddech.
       Wpił się w moją twarz intensywnie szafirowym spojrzeniem. Nie odwracałam wzroku. Jego oczy pełne uczucia, którego nazwać nie potrafię, dodawały mi pewności siebie. Mój instynkt samozachowawczy zawodził, gdy był tak blisko.
       Poczułam, jak między naszymi naelektryzowanymi ciałami przebiegają niewidzialne iskry, jak wytwarza się między nami ta znajoma energia. Każda moja cząstka rwała się, by być jeszcze bliżej niego.
       Po chwili, która była dla mnie wiecznością, zbliżył swoje usta do mojego policzka. Jego bujne włosy opadały na jego piękną twarz, gdy tak się nade mną nachylał. Z trudem łapałam powietrze.
       Złożył na mojej twarzy krótki pocałunek. Obok niego kolejny i następny. Wyznaczał nimi ścieżkę do moich suchych ust. Nasze wargi dzieliły tylko milimetry. Moje ciało było w stanie takiego napięcia, że aż podskoczyłam na dźwięk dzwonka mojego telefonu. Wykorzystując jego chwilowe rozkojarzenie, odskoczyłam od niego w stronę drzwi.
       Zignorowałam komórkę. Dobiegłam do windy. Gdy tylko jej drzwi się za mną zamknęły odetchnęłam z ulgą. Oparłam się bezwładnie na mosiężnej barierce, próbując odzyskać równowagę.
      Co to w ogóle było? Jorge Blanco chciał mnie pocałować? Mnie? Martinę Stoessel? To chyba mi się tylko śni. W końcu nie pierwszy raz nasz pocałunek, jest głównym tematem moich snów. Uszczypnęłam się w ramię. Nic. Ponowiłam czynność. Czyli jednak nie śpię. To się dzieje naprawdę.
       Byłam o krok od całowania pełnych ust mojego szefa. Gdyby nie ten głupi telefon, pewnie teraz zrywałby ze mnie koszulę. Już go trochę znałam, by wiedzieć, że nie myśli o mnie na poważnie. Tylko jak o kolejnej potencjalnej kochance.
        Czułam wściekłość i totalne zażenowanie. Nigdy wcześniej nie straciłam głowy w taki sposób.
        Do Lodovica'i wstąpię jutro. Jedyne czego teraz potrzebuję to gorąca kąpiel.
_____________
Szczęśliwa trzynastka ;D
Mi się rozdział podoba i tak jak odpisywałam w komentarz jest wcześniej niż w weekend ;) Cieszycie się prawda? Czekam na wasze opinie ♥
I zapomniałabym, rozdział dedykuję pewnej dziewczynie, która podsunęła mi całkiem świetny pomysł :3
Iza Lena to dla ciebie <3
                                                 Im więcej komentarzy, tym szybciej next

21.09.2014

Capitulo 12

   

      Rano obudziły mnie ciepłe promienie słońca, wpadające przez okno do mojego pokoju. Złapałam ręką pościel i naciągnęłam ją na głowę. Nie chciało mi się wstawać. Miałam już wszystkiego serdecznie dość. Kolejny długi i męczący dzień w pracy.
      Na całe szczęście jeszcze dwa tygodnie do świąt, które pierwszy raz spędzę sama. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Nie wiem jak przez to przejdę. Bez mamy. Bez taty. Ja i puste mieszkanie. Pewnie obejrzę coś w telewizji, zjem pizzę i położę się spać. To nawet nie będą święta... Bez nich to nie będzie to samo. Będzie brakowało tej atmosfery, zapachu potraw przyrządzanych przez tatę, wspólnego ubieranie choinki, obdarowywania się nawzajem prezentami...
     Przynajmniej trochę odpocznę. Od pracy, ciągłych telefonów, Jorge'a... Tak bardzo chciałabym zrezygnować z tej posady. Jednak nie mogę. Chcieć i móc nie zawsze idą ze sobą w parze.
     Nagle coś zaczęło dzwonić, wyrywając mnie ze stanu skupienia. Podskoczyłam przestraszona na łóżku. Jak się okazało był to tylko mój telefon. Dokładniej budzik. Koniec leniuchowania. Pora wstawać. Zsunęłam z siebie pościel. Podniosłam się, po czym zsunęłam nogi na ziemię. Założyłam moje ulubione puchate kapcie. Wstałam. Zaścieliłam łóżko. Gdy już jakoś schludnie wyglądało, ruszyłam do łazienki. Wykonałam wszystkie poranne czynności, włączając w to szybki prysznic. W samym ręczniku wyszłam z łazienki.
      Dzisiaj nie będę się ubierać wyzywająco. Po tym co powiedział mi Diego o Mercedes, odechciało mi się zemsty. Dzięki temu zrozumiałam, że to i tak nie ma sensu. To nie jestem ja. Gdzie się podziało to moje delikatne wcielenie? Mój promienny uśmiech, którym obdarowywałam każdą osobę napotkaną na ulicy, nawet pomimo złego samopoczucia? Wszystko to zniknęło, odkąd w moim życiu pojawił się O N. Już nawet samo wymawianie jego imienia sprawia ból. Dlaczego ja musiałam się w nim zakochać?
      Kiedy przeszukiwałam szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego, usłyszałam dzwonek do drzwi. Kogo o tej porze do mnie sprowadza? Zdziwiona, udałam się w stronę wejścia. Powoli przekręciłam klucz. Uchyliłam nieco drzwi, tak aby ten ktoś nie mógł zobaczyć mnie całej. W końcu byłam w samym ręczniku.
      Stanęłam jak wryta. Spodziewałam się różnych osób, ale nie J E G O.
      - Czego chcesz? - warknęłam.
      - A gdzie dzień dobry? - gdy nie odpowiedziałam, westchnął - mogę na chwilę wejść?
      Skinęłam głową. Otworzyłam szerzej drzwi. Zamknęłam je, po czym odwróciłam się w stronę mojego szefa. Splotłam ręce na piersi, przytrzymując ręcznik, tak aby mi się nie zsunął. To ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuję.
     On natomiast w ogóle nie był speszony tym, że zastał mnie dopiero po wyjściu z prysznica. Zamiast przejść do rzeczy, błądził spojrzeniem po moim ciele. Delikatnie zadrżałam. Co by było gdybym nie miała na sobie tego ręcznika? Jak cudownie byłoby czuć jego silne dłonie na moim rozgrzanym ciele. Błądzące usta, zostawiające mokre pocałunki. Zbeształam się w duchu za te myśli. To nie pora na fantazje.
      - Powiesz mi wreszcie po co przyszedłeś? - zapytałam w końcu, przerywając ciszę, która wcale nie była krępująca.
      - Przyszedłem po ciebie.
      - Dlaczego? - zapytała zaskoczona.
      - Ponieważ akurat przebywałem w tej okolicy, więc pomyślałem, że mógłbym po ciebie wpaść.
      - Ty pomyślałeś?! - zignorował jednak mój ostry ton i rozsiadł się wygodnie na kanapie.
      - Idź się ubrać, poczekam - odparł, uśmiechając się promiennie.
      Zdezorientowana, na sztywnych nogach ruszyłam do sypialni. Co on znowu kombinuje? Ponownie zaczyna bawić się w te swoją gierkę, a potem powie, że to wszystko moja wina? Jeśli myśli, że mu na to pozwolę, to jest w błędzie!
      To jego zachowanie, zmienność wprowadza mnie w otępienie. Jeśli trafię do wariatkowa, to tylko przez niego.
      Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej jasnoróżową koszulę w białe kropki, białe spodenki zakończone koronką oraz różowy pasek z kokardką. Ubrałam to wszystko. Do kompletu ubrałam białe, zawiązywane buty na koturnie. Nałożyłam delikatny makijaż. Wróciłam do mojego szefa.
     - Muszę jeszcze zjeść śniadanie - powiedziałam, idąc w stronę kuchni.
     Podążył za mną. Nawet nie próbowałam być miła, proponując mu choćby coś do picia. On na to nie zasługuje.
     W końcu po zjedzeniu przeze mnie ogromnej miski płatków - byłam na prawdę głodna - wyszliśmy z mojego mieszkania i ruszyliśmy do siedziby Blanco Inc.
      Na miejscu powitała nas dziewczyna, pracująca przy biurku w holu. Nie obyło się bez dziwnych spojrzeń ze strony innych pracowników. Czy oni na prawdę sądzą, że mnie może z nim coś łączyć? Weszliśmy do windy i pojechaliśmy na trzecie piętro. Znowu czułam przyciąganie między nami. Jestem ciekawa czy on również to czuje. Nogi miałam jak z waty. Czyli takie jakie zwykle mam w jego obecności. Oparłam się o ścianę, pewna, że gdybym tego nie zrobiła, runęłabym na ziemię.
     Nareszcie drzwi się otwarły. Zaczekał, aż wyjdę pierwsza. Doprawdy, ależ z niego gentleman. Skierowałam się w stronę mojego biurka. Włączyła komputer. Jorge nawet się nie oglądając, wszedł do swojego szklanego biura. Usiadł za biurkiem i zaczął przeglądać stertę papierów.
    Ja również zajęłam się moimi zadaniami. Jednym z nich było zrobienie mu kawy. Podeszłam do ekspresu. Chętnie pił Caffe latte. Uśmiechnęłam się pod nosem. To była również moja ulubiona kawa. Jestem ciekawa czy coś oprócz ulubionej kawy nas jeszcze łączy. Mój uśmiech nieco przygasł. Pewnie nie.
    Pochodzimy z dwóch różnych światów. On - syn właściciela bardzo znanej firmy, bogaty, lubiący się zabawiać z kobietami. Ja - córka zwykłych ludzi, której nic nigdy nie brakowało, ale jednak pozostała cicha i skromna. Mamy różne wymagania względem drugiej osoby. Jego nie interesują związki, mnie nie ciekawią znajomości na jedną noc.
    Wzięłam filiżankę do ręki. Zaniosłam mu ją. Nawet nie podniósł wzroku. Prychnęłam. Rano do mnie przychodzi, a teraz nie zwraca na mnie uwagi. Wróciłam do swojego stanowiska. Nawet nie zauważyłam kiedy wyszedł. Zorientowałam się dopiero, kiedy usłyszałam głos mojego przyjaciela.
     - Cześć, Tini.
     - Cześć - wyszłam zza biurka i mocno go przytuliłam.
     - Przyniosłem pocztę - zaczął - i mam pytanie. Osobiste - powiedział drżącym głosem.
     - Mów - zachęciłam.
     - Umówiłabyś się ze mną?
_____________
Jej i mamy 12 :D
Ktoś się cieszy?
Diego zaprosił Tini na randkę ^^
A Jorge widział ją w samym ręczniku :D
Czekam na wasze opinie ♥
                                                Wystarczająca ilość komentarzy = next

14.09.2014

Capitulo 11

   

   Znajdowaliśmy się w pięciogwiazdkowej włoskiej restauracji "La Parolaccia". Nie mogliśmy iść do byle jakiego lokalu, bo przecież Jorge i Mechi muszą bywać w tych najlepszych. Oboje zaczynali mi działać na nerwy. Ta postawa mojego szefa "nic nie zrobiłem" doprowadza mnie na skraj wytrzymałości. Nawet mnie nie przeprosił. Zachowuje się tak jakby nic nigdy się nie wydarzyło. Jak gdybyśmy w ogóle nie wyjechali. Może to nawet i lepiej, że nie porusza tego tematu? Sama nie wiem jakbym się wtedy zachowała. Znając mnie pewnie bym się rozpłakała. A nie chciałabym by widział, jak się przez niego czuję.
      Mercedes przez cały czas się do niego klei. Nie opuszcza go na krok. Szła z nim przede mną i Diego. Trzymali się za ręce. Czułam się zazdrosna. Nie lubię tego uczucia. Zwłaszcza dlatego, że dotyczy Jorge'a. Co ten mężczyzna ze mną robi?
     Nasz stolik umiejscowiony był przy oknie. Na nim rozłożony był szary obrus, na którym znajdowały się serwetki, sztućce, mały wazon ze świeżymi kwiatami oraz świece. Kremowe ściany idealnie współgrały z szarymi płytkami. Za barem stała ogromna szafka z winem. Pełno butelek wykwintnego napoju. Restauracja była bardzo elegancka, a zarazem przytulna. W powietrzu unosił się zapach włoskich dań. Siedzieliśmy na krzesłach, wykonanych z ciemnego drewna. Ja i Diego, a na przeciwko Jorge i jego "dziewczyna". Spoglądnęłam w kartkę dań. Nie jadłam większości potraw. Nie sądziłam, że włoska kuchnia posiada aż tyle pozycji. Zamówiłam to samo co mój przyjaciel. Nawet nie wiedziałam dokładnie co to było. Wszystko mi jedno.
    Wyjrzałam przez okno. Nagle poczułam jak czyjaś noga ociera się o moją. Spojrzałam na Diego'a. To nie był on. Był pochłonięty rozmową z Mercedes. Znaleźli wspólny język? To trochę dziwne.
     Ona również nie mogła być tą osobą. Pozostaje... Spojrzałam na niego. Przysłuchiwał się rozmowie tamtej dwójki. Uśmiechał się szeroko do blondynki. Dałabym wszystko, za chociażby sekundę tego uśmiechu, skierowananego do mnie.
      W ogóle nie zwracał na mnie uwagi. A jednak jego noga nie przestawała mnie dotykać. Poczułam delikatny dreszcz przebiegający przez moje ciało. Nie odrywałam wzroku od jego twarzy. Był idealny w każdym calu. Te usta, oczy, włosy. Zacisnęłam dłonie w pięści, powstrzymując chęć, dotknięcia go. Jego skóra musi być miękka w dotyku. Widać, że o siebie dba. I ten jednodniowy zarost. Wyglądał oszałamiająco. Nie dziwię się Mercedes, że go nie opuszcza ani na krok. Chociaż zauważyłam, że niejedna się wokół niego kręci. A on pomimo tego, iż ma Mercedes nie spławia ich.
     Trochę mi jej szkoda. Nie chciałabym by mój mężczyzna otwarcie flirtował z innymi kobietami za moimi plecami. To kolejny powód, dla którego nie zdradzam się z moimi uczuciami.
     W końcu kelner przyniósł zamówione jedzenie. Nagle straciłam apetyt. Podniosłam widelec do ust. Nie czułam niczego. Po prostu jadłam. Nie zwracałam uwagi na smak. Nie wiedziałam nawet co jem. Byłam zbyt zaabsorbowana myślą o moim szefie, który siedział przede mną.
     Przez cały ten czas mu się przypatrywałam. Dyskretnie. Żeby niczego nie zauważył. Żeby się nie domyślił, nie zaczął czegoś podejrzewać. Zapomniałam nawet o obecności Diego'a i Mercedes. Byłam tylko ja i moje nierealne marzenie, którym był ON.
     - Martina? - głos mojego przyjaciela wyrwał mnie z zamyślenia.
     - Tak?
     - Już muszę wracać do pracy.
     - Ja też - powiedziałam. Wstałam.
     - Nie musisz - zwrócił się do mnie Jorge. - Do końca dnia masz wolne.
     Spojrzałam na niego zdziwiona. Jaki on miły. Powinnam mu teraz całować stopy. Wcześniej mnie wypuszcza do domu. Jest taki zmienny. W jednej chwili oskarża mnie o chęć przelotnego romansu z nim w roli głównej, a w drugiej daje mi wolne. Gdzie była ta jego wspaniałomyślność kilka dni temu? Gdy przebywałam z nim w jednym pokoju hotelowym. Mógł wtedy być dla mnie taki uprzejmy.
     Nie odezwałam się jednak słowem. Lepiej brać co dają. Już i tak nie mam ochoty na dalszą pracę. Odeszłam z moim przyjacielem w stronę wyjścia, zostawiając ich samych. Rzuciłam Jorge'owi ostatnie tęskne spojrzenie, którego nie dostrzegł, ponieważ szeptał coś do ucha jego towarzyszki.
     Wróciłam z Diego do firmy. Wszedł ze mną do windy i wysiadł na moim piętrze, ponieważ zostawił tam torbę. Trzymał w niej pocztę.
     - Co sądzisz o Mercedes? - zapytałam ni stąd, ni zowąd.
     - Jest całkiem miła.
     - Serio? - zapytałam zdziwiona. W stosunku do mnie była zimna. Zupełne przeciwieństwo tego jaka była do mojego "boskiego" szefa.
     - Tak. Ale jeśli chodzi ci o to kim jest dla Jorge'a to tylko jego dziewczyna na pokaz. On nic do niej nie czuje. Ona natomiast jest nim oczarowana. Nie to co cała zgraja innych kobiet z którymi się umawia. Dla niej nie są ważne jego pieniądze, tylko on sam. Próbowałem jej wytłumaczyć, że to nie ma sensu, ale siostry nigdy nie słuchają swoich braci - znieruchomiałam.
     - Co?! Wy jesteście rodzeństwem?
     - Tak. Muszę już lecieć. Do zobaczenia - rzucił i wszedł do windy. Zdążył mi jeszcze pomachać, zanim drzwi się zamknęły.
      Próbowałam przetrawić jego słowa. Mercedes i Diego są rodzeństwem. Tego się nie spodziewałam. Szczerze mówiąc są do siebie podobni. Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć? Ta ich zażyłość w restauracji teraz nie wydawała mi się taka dziwna. W końcu to brat i siostra.
      Ona jest nim oczarowana. To znaczy, że on się jej podoba i interesuje ją ON. Czyli wpadła podobnie jak ja. Ciekawa jestem czy ona jest w nim zakochana. Bo zauroczenie, a zakochanie to całkowicie dwie inne rzeczy. Tego drugiego się nie pozbędziesz. Będzie z tobą w każdej chwili twojego życia. Nigdy cię nie opuści. A zauroczenie to to samo co fascynacja. Może minąć. Znudzić się. Po sprawie...
       Teraz mam pewność, że Jorge jest typem kobieciarza. Współczuję Mercedes. Mogłabym się z nią nawet zaprzyjaźnić, gdyby nie ta jej postawa. Zimnej i niemiłej. Jednak gdybym to zrobiła, nie mogłabym być z Jorge'm. Nie zrobiłabym czegoś takiego przyjaciółce.
      Zachowuję się tak, jakby on już być mój. Skarciłam się w duchu. Przecież ja go nawet nie pociągam. Te wszystkie jego ruchy, gesty - to tylko gra. Ja w nią nie zagram. Gdy to zrobię, będę tylko cierpieć.
________
Tak wiem krótki :(
Ale dłuższych się nie spodziewajcie.
Będę miała coraz mniej czasu, więc taka długość musi was zadowolić.
Rozdziały postaram się dodawać raz na tydzień. Więcej nie dam rady.
Dziękuję za komentarze ♥ Kocham was ♥
                                        Wystarczająca ilość komentarzy = Capitulo 12

07.09.2014

Capitulo 10

  

   Zostałam upokorzona. Czuję się źle. Nie żałuję, że go uderzyłam. Wręcz przeciwnie. Satysfakcja z tego, że mu się wreszcie postawiłam, była tego warta. Nie zasługuję na niego. Jest zbyt arogancki, humorzasty, nie widzi w sobie nic złego, uważa się za pana idealnego. Pozjadał wszystkie rozumy.
     Jest człowiekiem o wielu twarzach. Każdemu pokazuje inną. Nakłada na siebie maski, by nikt nie dowiedział się kim tak na prawdę jest. Ja go nigdy nie zrozumiem. Przy mnie jedynej potrafi się zmienić z kilkanaście razy w ciągu jednej minuty. Z miłego w szefa w oschłego pana "Ubzdurałaś sobie, że mnie uwiedziesz". Jak on mógł w ogóle tak pomyśleć? Czy on na prawdę sądzi, że byłabym do tego zdolna? Dziewczyna która pozwala mężczyźnie wyłącznie na pocałunki?
     On mnie nie zna, ja też nic o nim nie wiem. I w tym problem. Może gdybyśmy się lepiej poznali, byłby do zniesienia. Ale jeśli będzie mnie dalej tak traktował i myślał, że jestem jedną z panienek, która leci wyłącznie na jego wygląd, pozycję, pieniądze, to z tym skończę. Złożę wymówienie. Nie zniosę dłużej tych jego humorków.
    Jestem wściekła. Nie miałam jeszcze w życiu takiej sytuacji, po której byłam tak zdenerwowana, jak jestem w tym momencie. I to nie tylko przez to co powiedział. Ale również przez to, że zakochałam się w tym palancie. Ugh... Nieźle wpadłam. Sama sobie współczuję.
    Muszę dzisiaj iść do pracy. Znowu go zobaczę. Przez weekend mogłam trochę odetchnąć, ale już pora wrócić do rzeczywistości. Mam ochotę się na nim zemścić i nawet wiem jak. Skoro tak bardzo chce, bym grała z nim w gierkę "Uwiodę cię". Tak się stanie. Dzisiaj będę zachowywać się prowokacyjnie. Pożałuje swoich słów.
    Przeszukałam moją szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. W końcu go znalazłam. Krótkie czarne spodenki podkreślające moje długie nogi, bluzka bez ramiączek, rozszerzana u dołu uwydatniająca mój biust oraz czarne sandały na szpilce. Włosy pokręciłam prostownicą, zrobiłam delikatny makijaż. Przejrzałam się w lustrze. Idealnie.
     Zabrałam torebkę ze stołu i ruszyłam w stronę firmy. Byłam podekscytowana. Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę jego minę. Szłam z szerokim uśmiechem na ustach. Odwaliłam kawał dobrej roboty. Po drodze słyszałam piski oraz gwizdy wielu mężczyzn. Nie obyło się bez komentarzy typu "fajna dupa". Mimo, iż te okrzyki niezbyt mi się podobały, byłam zadowolona.
     Znalazłam się w firmie. Każdy facet podnosił odwracał wzrok od tego co akurat robił i wodził za mną spojrzeniem. Podążyłam w stronę windy. Gdy jej drzwi się otworzyły, weszłam do niej. Mogłam na chwilę odetchnąć. Oparłam się o ścianę. Co ja wyprawiam? Jest już za późno by się wycofać.
      Winda się zatrzymała. Wzięłam ostatni oddech i z niej wyszłam. Jorge siedział w swoim gabinecie. Nie zdziwiło mnie to, ponieważ zwykle przychodził trochę później ode mnie, a ja dzisiaj specjalnie przyszłam dwie godziny później.
      Chwilę mu się przyglądałam. Wyglądał oszałamiająco. Nie mogłam uwierzyć w jego istnienie. Jak można być tak przystojnym? Nie ruszyłam się z miejsca. Podniósł wzrok z nad papierów i na mnie spojrzał. Sprawiał wrażenie osoby, której zabrakło mu słów. Spoglądał na mnie rozszerzonymi oczami. Wstał. Szybkim krokiem ruszył w moją stronę. Uśmiechnął się do siebie. Poruszał się zmysłowo, w sposób mówiący "chcę ciebie. T e r a z".
       Trochę się przestraszyłam. Postanowiłam wyjść mu na przeciw. Gdy spostrzegł, iż idę w jego stronę, przystanął. Złapałam za klamkę. Powoli otworzyłam drzwi. Nie wchodziłam jednak dalej. Rzuciłam krótkie "dzień dobry", zamknęłam z powrotem drzwi i pognałam na moje miejsce przy biurku. Usiadłam. Spojrzałam na jego szklaną siedzibę. Siedział na biurku. Wyglądał na zdziwionego. Chyba się nad czymś zastanawiał. Po dłuższej chwili wstał i podszedł do mnie.
      - Co ty tu robisz? - zapytał łagodnym tonem.
      - Pracuję? - zadałam pytanie retoryczne z lekką ironią.
      - To Martina już tu nie pracuje? - pyta oszołomiony.
      Pokręciłam z niedowierzaniem głową. O co mu znowu chodzi? Czyżby mnie nie poznawał?
      - Zadzwoń do niej - rzucam tylko.
      Mężczyzna wyciągnął telefon z kieszeni spodni i wybrał mój numer. Niecałą sekundę później w pomieszczaniu roznosił się dźwięk dzwonka - piosenki Route 94 "My love". Jorge spoglądał na mnie zaskoczony. Wyciągnęłam telefon z torebki, po czym odwróciłam ekran w jego stronę. Widniał na nim napis: "Dzwoni Szef - Jorge". Przynajmniej nie ustawiłam zdjęcia. A miałam ich pełno. Zrobiłam mu je gdy nie patrzył bądź pobrałam z internetu. Nie trudno było je znaleźć.
      Oszołomiony szatyn oddalił telefon od ucha i opuścił rękę w dół.
      - Martina?! - pyta po dłuższej chwili.
      - Nie, twoja matka - powiedziałam z ironią.
      Schowałam telefon z powrotem do torby. Wróciłam do pracy. On nie wiedząc co powiedzieć, wrócił do swojego biurka.
      Miałam przepisać jakieś ważne informację do programu. Podeszłam więc do wysokiej szafy z dokumentami. Segregator z tymi, których akurat potrzebuję, znajduje się na samym dole. Uśmiechnęłam się do siebie. Na prostych nogach, schyliłam się po niego. Jorge miał doskonały widok na mój zgrabny tyłek. Zostałam w tej pozycji dłużej niż powinnam. Wolno się wyprostowałam. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wróciłam do mojego biurka.
      Po godzinie usłyszałam dźwięk oznajmiający, że winda zatrzymała się na tym piętrze. Wstałam, chcąc zobaczyć kogo tutaj los sprowadza. Ujrzałam mojego przyjaciela - Diego, a obok niego Mercedes. Nie ucieszyłam się z jej obecności. Jorge wyszedł powitać swoją kochankę. Ucałował ją w policzek. Spojrzał wyczekująco na drugiego przybysza. Chyba nie zamierza wrócić do swojej szklanej siedziby. Westchnęłam zrezygnowana. Nie dość, że zabrania mi się z nim spotykać, to jeszcze będzie podsłuchiwał.
      - Cześć Diego - przytuliłam się do niego.
      - Witaj piękna - spojrzałam z nad jego ramienia na mojego szefa.
     Nie wyglądał na zadowolonego. Wręcz przeciwnie. Czy mi się wydaje czy ujrzałam w jego oczach cień zazdrości. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym pocałowałam mojego przyjaciela w policzek. Mogę robić co mi się podoba. Teraz na pewno myśli, że próbuje uwieść ich oboje. Szczerze to zaczyna mnie to bawić. Nawet nie zwracam już uwagi na obecność Mercedes.
      - Co powiesz na wspólny obiad - zapytałam, trzepiąc zalotnie rzęsami, cały czas będąc w objęciach Diego. Rzuciłam okiem na twarz Jorge. Był wściekły.
      - Z przyjemnością.
      - To może pójdziemy w czwórkę - zaproponował pan "idealny".
     Wszyscy skupiliśmy na nim wzrok. Zaskoczyła mnie jego propozycja. Co on znowu knuje?
      - Wspaniały pomysł. Podwójna randa. Podoba mi się - powiedziała ochoczo Mercedes.
     Zanim zdążyłam zaprzeczyć, że to wcale nie będzie randka, ponieważ Diego to nie mój chłopak, wszyscy skierowali się do windy. Podążyłam za nimi. Coraz bardziej mi się to nie podobało.
     Stanęłam pomiędzy moim przyjacielem, a tym, który odkąd zaczęłam tu pracować, nie opuszcza moich myśli. Znowu w tej ciasnej windzie. Na szczęście są tu jeszcze Mercedes i Diego. Czułam na sobie jego spojrzenie. Uniosłam głowę. Gdy tylko to zrobiłam zatonęłam w jego czekoladowych oczach. Były piękne. Uniósł delikatnie kąciki ust, nie spuszczając ze mnie oczu. Nogi miałam jak z waty. Odwróciłam głowę w stronę Diego. On również mi się przyglądał. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Oboje ignorowali obecność drugiej kobiety.
     Cudownie.
 ___________
Tak wiem, Martina miała zrobić co innego, jednak zapomniałam co xD
Dlatego wykorzystałam pomysł Katariny <3
Mimo, iż nie było wystarczającej liczby komentarzy dodaję rozdział ♥
Będą one takiej długości, ponieważ na dłuższe nie mam czasu :(
Czekam na wasze opinie :**
                                                                       Komentujesz = motywujesz

03.09.2014

Capitulo 9

 
     Jorge, po tym co mu powiedziałam, zamilkł. Nie rozumiem jak mógł zapomnieć, by zarezerwować pokój. Dlaczego nie pamiętał, że to on - syn właściciela firmy - jest zastępcą? Czy on w ogóle nie myśli? I to niby ja byłam tą roztrzepaną.
     Przynajmniej już więcej się do mnie nie odezwał. Chodził naburmuszony i tylko przeklinał pod nosem. Dobrze, że nie obarcza mnie winą. Mimo tego, iż nic o tym nie wiedziałam, mógł to zrobić. Już go trochę znam i wiem, że jest zdolny do wszystkiego.
     Objechaliśmy wszystkie lepsze hotele w okolicy i nie znaleźliśmy nigdzie wolnego pokoju. Musieliśmy zatrzymać się w jakimś zajeździe. Nie przeszkadzało mi to. Nigdy nie spałam w luksusowym hotelu, byłam raczej przyzwyczajona do małych, skromnych, kilkoosobowych pokoi. Nie będzie to żadna nowość znowu mieszkać w czymś takim. Może Mercedes byłaby rozczarowana, nie ja. Jednak gdy ujrzałam szczura przebiegającego przez hol, dałabym wszystko by znaleźć się jak najdalej stąd. Cofam wszystko co wcześniej mówiłam. Wolę hotel niż ten zajazd.
     Recepcjonistka dała nam klucze do pokoju dla par. Innego nie było. Nie miałam nic przeciwko. Bałabym się zostać sama w pokoju. Co jeśli tu jest więcej gryzoni?
     Ruszyliśmy w stronę schodów. Mieliśmy nocować na pierwszym piętrze. Gdy doszliśmy pod pokój, Jorge przekręcił klucz w drzwiach. Otworzył. To co ujrzałam przerosło wszelkie moje oczekiwania.
      Odchodząca tapeta, podłoga w niektórych miejscach pozbawiona dywanu, nieszczelne okna, słabe oświetlenie, tylko łóżko wyglądało w miarę dobrze. Mam nadzieję, że nie będzie zarwane. Mój szef przepuścił mnie przodem.
       - To tylko dwie noce i wracamy do domu - oparł, po czym zostawił mnie samą. Poszedł po walizki.
     Usiadłam na posłaniu. Na szczęście jest dobre. Nie będę udawać, że tu mi się podoba. Po krótkiej chwili Jorge wrócił. Nawet się nie rozpakowywaliśmy. Spojrzałam na zegarek. Dwudziesta druga. Jak ten czas szybko zleciał.
     - Powinniśmy iść spać. I tak już nic nie zrobimy - powiedziałam.
     - Nie boisz się? - zapytał.
     - Trochę - przyznałam. - Mógłbyś na chwilę wyjść? Chciałabym się przebrać - wspominałam, że nie ma tutaj osobnej łazienki? Są tylko wspólne prysznice. Nie miałam jednak zamiaru z nich korzystać. Skoro tu wygląda tak źle, boję się co tam mnie może spotkać.
     Jorge wyszedł bez wahania. Zajrzałam do mojej torby. Pomysł skąpej koszuli już niezbyt mi się podoba. Dobrze, że zabrałam dres. Założyłam go. Nie wyglądałam źle. Przynajmniej będzie mi ciepło, chyba. Zawołałam mojego szefa. Wszedł do pokoju. On nie chciał bym wychodziła. Przebierał się przy mnie. Ja jednak odwróciłam się. Nie wiadomo co by mogło się stać, gdybym zobaczyła go w samych bokserkach. Gdy się odwróciłam, ujrzałam idealnie wyrzeźbioną klatkę piersiową. Wstrzymałam oddech. Miał na sobie tylko spodnie dresowe. Wpatrywałam się w niego rozszerzonymi oczami.
     Gdybym w porę nie zorientowała się, że przygląda mi się z uśmiechem, pewnie zaczęłabym się ślinić. Odwróciłam wzrok. Poczułam jak ciepło napływa mi do policzków. Podeszłam do łóżka. Odsunęłam pościel i położyłam się na nim. Jorge uczynił to samo. Przykryłam się. Pomimo grubszego ubrania, było mi zimno. Cała się trzęsłam.
     - Jorge... Zimno mi - powiedziałam, szczękając zębami.
     On przysunął się bliżej mnie, po czym przyciągnął jak najbliżej siebie. Zrobiło mi się cieplej. Czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Zamknęłam oczy. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Potarł ręką moje ramiona. Przeszedł mnie dreszcz, który nie miał nic wspólnego z temperaturą powietrza.
     - Cieplej ci? - zapytał.
     Odwróciłam twarz w jego stronę. W jego oczach widziałam troskę. Uśmiechnęłam się delikatnie. Jego usta znajdowały się niebezpiecznie blisko. Gdybym tak troszkę się przysunęła... Nie zrobiłam tego. Położyłam głowę na jego torsie.
     Nie trudno było mi zasnąć. Gdy był przy mnie, wiedziałam, że nic mi nie grozi.

***

    Rano obudziły mnie ciepłe promienie słońca, wpadające przez okno do mojego... Zaraz. To nie jest mój pokój. Spojrzałam w dół. Obejmowała mnie czyjaś ręka, moje nogi były splątane z Jego nogami, całe moje ciało mocno do Niego przylegało. Moja dłoń spoczywała na jego torsie wraz z moją głową. On... 
    Obrazy z wczorajszego wieczoru zaczęły do mnie napływać. Znajduję się w tym okropnym zajeździe, przytulona do mojego... szefa. To nie powinno mieć miejsca. Tylko ten jego tors, wyglądał tak kusząco. Przejechałam po nim palcami. Czułam zarys mięśni, ciemne włoski. Towarzyszyły mi przy tym podniecenie, ekscytacja, radość. 
      Zanurzyłam dłoń w jego włosach. Tego też, nie powinnam była tego robić, jednak trudno było mi się powstrzymać. Były takie miękkie, gęste, błyszczące. W nim wszystko jest perfekcyjne. Teraz już jestem pewna, że to nie jest zwykłe zauroczenie. Ja się w nim zakochałam...
      Czułam się wspaniale w jego ramionach. Bezpieczna, kochana, potrzebna. On jednak tylko śpi. Nic nie wie o moich uczuciach. Postaram się o to, by tak pozostało. Jedno wyznanie mogłoby zniszczyć wszystko. Zostałabym bez pracy, zraniona, z sercem rozbitym na miliony małych kawałeczków, które trudno będzie złożyć z powrotem. 
     Mój cenny narząd obrał sobie niestety inną drogę, nie chce słuchać rozumu. Tak bardzo bym chciała, by on czuł to samo co ja. Choć rozsądek podpowiada mi, że to nie możliwe, bo przecież ja jestem zwykłą dziewczyną. Niczym szczególnym się nie wyróżniam. On - syn właściciela firmy, zarabiającej miliony, przystojny, mogący mieć każdą, więc dlaczego miałby wybrać akurat mnie? Mimo to, moje serce nadal wierzy, ma nadzieję, by pewnego dnia mój wymarzony mężczyzna, w którym jestem po uszy zakochana, wyznał mi miłość.
    Nagle poczułam, że Jorge zaczął się budzić. Szybko z powrotem położyłam się na moje miejsce, udając, że nadal śpię. Poruszył się niespokojnie, delikatnie mnie z siebie zsuwając. Łóżko zaskrzypiało, zsunął nogi na dół. Wstał. Otworzyłam jedno oko. Podszedł do okna, rozsuwając szare - pewnie kiedyś były białe - zasłonki. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Chwilę mu się przyglądałam. Chyba poczuł na sobie mój wzrok, bo odwrócił się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów.
     - Dzień dobry - powiedziałam, patrząc mu w oczy.
     - To więcej się nie wydarzy - mój uśmiech nieco zbladł, jednak dalej nie opuszczał mojej twarzy. - Ty... my. Wiesz, że to jest niemożliwe prawda?
     - O co ci znowu chodzi?
     - Ubzdurałaś sobie, że mnie uwiedziesz. To całe "zimno mi" było tylko po to, by mnie do ciebie przyciągnąć. Przejrzałem cię. To ci się nie uda - ostatnie słowa wysyczał. 
     Momentalnie zbladłam. Nie uśmiechałam już się. Zamiast tego od mojej twarzy biła wrogość. Że niby ja sobie coś ubzdurałam? Niedoczekanie! Byłam w nim zakochana, ale żeby go uwodzić? On oszalał.
     - Co ty wygadujesz? Myślisz, że byłabym do tego zdolna?!
     - Dziwi mnie tylko jedno, po co ten dres. Mogłabyś się bardziej postarać - tego już nie wytrzymałam.
     Wstałam, szybkim krokiem podeszłam do niego i nie wahając się, uderzyłam go w twarz. Potem odwróciłam się na pięcie i poszłam po moją walizkę. Wzięłam ją do ręki i zostawiłam go samego. Nie odwróciłam się. On nie próbował mnie zatrzymać. Do Buenos Aires wróciłam autobusem.
 ____________
I mamy 9 :**
Rozdziały będą mniej więcej takiej długości bo na dłuższe czasu nie znajdę :(
Postaram się je dodawać jak najczęściej. Gdy kolejny długo się nie będzie pojawiał,
mam nadzieję, że zrozumiecie. Nowa szkoła, klasa, dużo więcej nauki. 
Kocham was ♥ ♥
                                                                       11 Komentarzy = 10 rozdział