07.05.2014

One Shot "Przebacz"






"Nie byłoby na świecie miłości, 
gdyby obdarowywała sobą tylko tych, 
którzy na nią zasługują" ~ Karl Heinrich Waggerl


     W Buenos Aires znajduje się szpital. Na świecie jest ich pełno, więc dlaczego ten jest wyjątkowy? Nie tylko dlatego, że pracują w nim dobrzy i wspaniali lekarze dla których nie są ważne pieniądze, lecz pomoc bliźniemu. Ale również, bo wydarzyła się tu pewna piękna historia pokazująca, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Nawet najgorszą zdradę. Gdy kogoś na prawdę kochamy, przebaczymy mu każdą rzecz. Nawet jeśli jest to trudne, boli, to jednak lepiej wybaczyć. Życie jest bowiem zbyt krótkie, by się na siebie gniewać... 
      Francesca skończyła właśnie swoją zmianę. Pochodziła z północnej części Włoch. Czarnowłosa kobieta była bardzo urodziwa. Miała figurę modelki - której mogła jej pozazdrościć niejedna dziewczyna - duże, czekoladowe oczy oraz nie za duże, ale pełne usta, obecnie pomalowane jasnoróżową szminką. Jej znajomi mówili, że stawała się piękniejsza z każdym rokiem. Miała na sobie ciemne dżinsy, bordowy podkoszulek i czarne trampki. Nie lubiła nosić szpilek. Przy jej stu osiemdziesięciu centymetrach wysokości czułaby się w nich jak olbrzym, byłaby zbyt widoczna, wyróżniająca się. A nie lubiła odstawać.  Nie zakładała również biżuterii. Nie musiała. Jej najpiękniejszą ozdobą był życzliwy uśmiech oraz dobre serce. Zawsze przyjaźnie do wszystkich nastawiona, czuła się szczególnie dobrze wśród starszych pacjentów. Lubiła słuchać historii o ich życiu. To była cała Francesca. 
    Włoszka szła właśnie do samochodu. Czekał już tam na nią jej mąż - Diego. Z pochodzenia był Hiszpanem. Wysoki, opalony, dobrze zbudowany mężczyzna również był lekarzem. Nie zawsze miłym, ale porządnym. Jego największą wadą było to, że lubił się kłócić, czym często przysparzał sobie wiele kłopotów. 
     - Jak ci minął dzień, kochanie? - zapytała męża.
     - Dobrze - jego głos delikatnie zadrżał. Kobieta czuła, że coś było z nim nie tak. Zauważyła, że trzęsą mu się ręce.
     - Czy aby wszystko w porządku?
     - W jak najlepszym.
    I na tym się skończyło. Dalej jechali w ciszy. 
    - Francesca, musimy pogadać - zaczął Diego, gdy znaleźli się już w domu. Zaniepokoił ją jego ton. 
    - Tak?
    - Słuchaj ja już dłużej tak nie mogę. Obiecałem Violettcie, że się nie wygadam. Ale ja... Muszę ci powiedzieć! Nie mogę cię ciągle okłamywać!
    - No to mów - poprosiła.
    - Ja... ja cię zdradziłem. Z Violettą. Nie wiem jak to się stało... Miałem wtedy nocny dyżur. Siedziałem w gabinecie, gdy nagle weszła do niego Viola. Płakała. Mówiła, że chłopak ją rzucił. Podszedłem do niej, powiedziałem żeby się uspokoiła. I wtedy uniosła głowę. Wyglądała tak niewinnie. Musiałem... musiałem ją pocałować. Potem było coraz gorzej. Nie będę ci opowiadał szczegółów. Przepraszam.
     Francescę zatkało. Nie wiedziała co powiedzieć. Tragały nią sprzeczne emocje. Z jednej strony miała ochotę płakać, przytulić się do niego, wybaczyć, z drugiej uderzyć go i uciec. Uciec od niego jak najdalej tylko się da.
     - Zdradziłeś mnie - powtórzyła tępo.     
     - Francesca? - zapytał. Był już coraz bardziej zdenerwowany. Teraz nie tylko trzęsły mu się ręce. Cały się trząsł. Ze strachu jak ona może zareagować.
     - Zdradziłeś mnie... - szepnęła - zdradziłeś mnie z moją najlepszą przyjaciółką... - powiedziała z wyrzutem. Tym razem już głośniej - Ty... - już miała go uderzyć, jednak zdecydowała się  opuścić rękę, która znajdowała się już w powietrzu. Pokręciła głową - Nie ja tak nie mogę. Wracam do rodziców. 

     - Nie - złapał ją za rękę. Drgnęła. Odsunęła go delikatnie, popatrzyła mu w oczy, pokręciła smutno głową i poszła się pakować. Miała tego wszystkiego dość. Gdy tylko zniknęła w sypialni Diego usiadł na sofie, ukrył twarz w dłoniach i płakał. Płakał tak długo, że nie zauważył jak jego żona wychodzi. Gdy smutek przeszedł zastąpił go gniew. Wstał. Podszedł do komody, podniósł doniczkę z kwiatkami i rzucił nią w podłogę. Nieco mu ulżyło. Chciał zniszczyć więcej rzeczy, jednak wiedział, że to nic nie pomorze. Nie sprzątając, pomaszerował do sypialni. Trzasnął wściekle drzwiami i podszedł do szafki z płytami CD. Wyciągnął pierwszą lepszą i włożył do odtwarzacza. Zabrał pilot do niego i powlókł się do łóżka. Rozłożył się na nim, wcisnął przycisk "play" i podkręcił głośność tak, że hałas ranił mu uszy. Zamknął oczy. Całą swoją uwagę skoncentrował na muzyce. Skupił się nie tekście piosenek. Podziałało. Wsłuchany w głośny łomot, nie myślał o niczym innym, i o to właśnie chodziło. Leżał tak i leżał, zaczął już nawet bezbłędnie wtórować wokaliście. Przesłuchał całą płytę co najmniej cztery razy. W końcu zmorzył go sen.
      W tym czasie Francesca była już u rodziców. Przyjęli ją do siebie z otwartymi ramionami. Podobnie jak ich córka byli bardzo ciepli w stosunku do innych. Matka nigdy nie pracowała, cały czas zajmowała się domem raz dwójką dzieci. Francesca miała bowiem brata, Lukę. Był on od niej trzy lata starszy. Miał swój własny bar we Włoszech. Mieszkał tam ze swoją żoną oraz ślicznym, dwuletnim synkiem. Natomiast ojciec dziewczyny kiedyś pracował jako lekarz. To właśnie dlatego jego córka wybrała ten zawód. Poszła w ślady ojca. Oboje bardzo kochają swoją pracę. Są ze sobą bardzo zżyci. Ale nie tylko łączą ich wspólne zainteresowania. Otóż dziewczyna jest kopią swojego ojca. Po matce odziedziczyła jedynie kolor oczu.
     Gdy zobaczyli Fran całą we łzach mocno ją przytulili. Stali tak dodając jej otuchy. Po chwili dziewczyna odsunęła się od nich, uśmiechnęła się smutno i poszła do swojego dawnego pokoju. Jak ona dawno tam nie była. Nic się nie zmieniło. Drewniana podłoga, bladoróżowe ściany, spadzisty sufit, kilka najpotrzebniejszych mebli m.in. szafa, biurko i łóżko stały w tym samym miejscu. Wszystko to przywoływało wspomnienia. Zmęczona tym wszystkim, położyła torbę obok szafy i powlokła się do łóżka. Położyła się na nim i opatuliła szczelnie kołdrą. Poczuła jak kilka pojedynczych łez spływa po jej twarzy. Nigdy nie czuła się gorzej, niż dzisiaj. Czuła się zraniona. Najgorsze jest to, że zraniła ją osoba, którą tak kochała. Nie myślała o niczym innym, jak o wspólnych chwilach spędzonych z nim. Tak bardzo pragnęła się teraz obudzić. Jednak to nie był sen. Była to smutna rzeczywistość. Z przykrością stwierdziła, że to koniec. Koniec miłości. Koniec jej życia. 
     Następnego dnia Diego siedział w swoim gabinecie. Był tak zajęty, że nie zauważył jak jego przyjaciel usiadł przed nim.
     - Mam do ciebie sprawę - zaczął.
    Diego wzdrygnął się. Leon go troszkę przestraszył. Spojrzał znad papierów.
    - Tak?
    - Mam wyjechać do Afganistanu na misję lekarską. No wiesz... Będę zajmował się rannymi. Ale niestety moja mama nagle zachorowała. Niewiele jej zostało... - zająkał się - chciałbym spędzić te ostatnie chwile jej życia razem z nią. Ale żeby tu zostać muszę znaleźć zastępstwo. To pojedziesz za mnie? Zrozumiem jeśli się nie zgodzisz. W końcu masz żonę...
    - Zgadzam się - przerwał mu.
    - Na prawdę? - zapytał z nadzieją w oczach.
    - Tak - uradowany Leon podbiegł do przyjaciele i go wyściskał - to ja biegnę wszystko pozałatwiać. Cześć - wybiegł z gabinetu pozostawiając Diego'a samego. 
    Czy dobrze zrobił zgadzając się na propozycję przyjaciela? On uważa, że tak. Już nie ma nikogo, kto by mógł się o niego martwić, wiec co ma do stracenia? Nic. No właśnie. Nikt nie będzie za nim tęsknił.

**Kilka miesięcy później

     Gdy Francesca dowiedziała się o wyjeździe Diego'a była zrozpaczona. Nie mogła zrozumieć dlaczego wyjechał. Przecież mógł zginąć. Za wszystko obwiniała siebie. Gdyby tylko go zatrzymała, przebaczyła mu, on nadal by tu był. Cały i zdrowy. Tak jednak nie jest. Nie ma go. Nikt nie wie co się z nim dzieje. Co noc dziewczyna modli się, żeby tylko wrócił żywy. Nie może dopuścić do siebie myśli, że go zabraknie. Dopiero teraz zrozumiała jaki on jest dla niej ważny. Mówi się, że odległość to najlepsza próba miłości. Według Fran jej miłość do tego mężczyzna zwyciężyła tą próbę. Tak bardzo za nim tęskni, że nie może wyobrazić sobie dalszego życia bez niego. Kiedyś nie oglądała wiadomości. Teraz robi to co wieczór, sprawdzając czy aby nie ma o nim choćby najmniejszej wzmianki. Do tej pory nie było. Cieszyła się z tego. To znaczy, że nadal żyje.
     W szpitalu jest wszystko po staremu. Oprócz faktu, że już nie odzywa się do Violetty. Zerwała z nią wszelkie kontakty. Nie chce już mieć z nią do czynienia. Dopiero teraz zaczynają dochodzić do niej plotki, iż dziewczyna przespała się z większością facetów z personelu. Francesca się nią brzydzi. Chociaż boli ją, że osoba, którą miała za niemalże siostrę tak ją zraniła, cieszy się, że wyszło jak wyszło. Nie wie co by było gdyby żyła nadal w niewiedzy. Na całe szczęście nikt nie wie o zdradzie Diego'a. Widocznie Viola nie pisnęła ani słówka. Przynajmniej to oszczędzi włoszce przykrości. 
     Francesca biegła właśnie do windy. Spieszyła się na poranny obchód szpitala. Razem z nią w windzie stały dwie pielęgniarki, prowadzące niezwykle ożywioną konwersację. 
     - Przywieźli go dzisiaj rano. Słyszałam, że został postrzelony w lewą nogę.
     - Niewielu wie kim on jest, przez cały czas chodzi w kapturze, zasłaniającym całą jego twarz. 
     - Podobno jest niemową. 
    Drzwi windy otwarły się na piętrze na którym miała wysiądź. Kobiety zaciekawiły ją. Chciała poznać tego tajemniczego pacjenta. Pierwszy raz od kilku miesięcy była zainteresowana życiem w szpitalu. Postanowiła, że po obchodzie spotka się z Camilą. Ona jest największą plotkarą, wie wszystko. Czarnowłosa zaśmiała się pod nosem. Mimo to, lubiła Camilę. Miała piękne, falujące kasztanowe włosy, nieco okrąglejsze kształty i miły głos. Dziewczyna stała się jej nową przyjaciółką. Poznała ją zaraz po wyjeździe Diego'a. To ona była przyczyną tego, że Francesca się w sobie całkowicie nie zamknęła.
      Gdy skończyła obchód udała się do szpitalnej kawiarni. O tej porze nie powinno tam być tłoku. Nie myliła się. Zamówiła kawę i usiadła przy stoliku pod oknem. Upiła pierwszy łyk, gdy dziewczyna dosłownie wparowała do pomieszczenia. Ujrzała przyjaciółkę i szybko do niej podbiegła.
     - Mam nową plotkę - powiedziała z uśmiechem. Ona to nie ma się z czego cieszyć. Francesca zaśmiała się.
     - Czy chodzi ci może o tajemniczego pacjenta? 
     - To ty już wiesz? - upewniła się zrezygnowana - jak dużo?
    Włoszka przekazała jej kilka informacji usłyszanych od pielęgniarek. Okazało się, że właściwie to wszystko.
     - Mogę jedynie dodać, że podobno był już u co najmniej dziesięciu psychologów i żaden mu nie pomógł.
    Francesca zastanowiła się na chwilę. Coś nie dawało jej spokoju. Postrzelona noga. Prawdopodobnie był na wojnie. 
     - Diego - wymówiła szeptem. Momentalnie zbladła. Przeprosiła przyjaciółkę i czym prędzej pobiegła upewnić się czy się nie myliła. Musiała spotkać się z tym pacjentem jak najszybciej. Nie wiedziała jednak w które sali się znajduje, więc najpierw musi zahaczyć o recepcję. Wielkimi krokami powoli zbliżała się do windy. Przycisnęła guzik. Nie mogąc się uspokoić przez cały czas stukała butem. Gdy drzwi się wreszcie otwarły stanęła jak wryta. Przed sobą ujrzała człowieka, którego szukała. Mimo, iż siedział ze spuszczoną głową. Rozpoznała go. To był jej Diego. Żywy. Zauważyła, że strasznie schudł. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to on.
     Mężczyzna uniósł głowę. To co zobaczył całkowicie go zaskoczyło. Ujrzał najpiękniejszą kobietę pod słońcem. Nie było dnia, żeby o niej nie myślał. Przez cały ten czas będąc w Afganistanie wspominał jej uśmiech. To on trzymał go przy życiu. Nie odzywał się do nikogo, tylko dlatego, że bał się, iż się rozpłacze. Jedno słowo mogło rozdrapać wszystkie rany, które tak niedawno zostały zabliźnione. Nie chciał tego. Ból wróciłby wtedy ze zdwojoną siłą. A wtedy już nie tylko byłby tu z postrzeloną nogą. Być może, byłby tu nieżywy. Nie zobaczyłby tej pięknej istoty wpatrującej się w niego tymi niesamowitymi, czekoladowymi oczami. Spoglądał na nią oczarowany, wręcz zahipnotyzowany. Jego zachwytu nie tłumił nawet straszliwy ból w nodze. Te kilka miesięcy rozłąki okazało się nic dla niego nie znaczyć. Nie dbał o to, czy będzie go chciała. Musiał jeszcze raz ją dotknąć. Choćby miałby to być ostatni raz. Był gotowy zrobić dla niej wszystko, nawet poświęcić własne życie. Nie zważając, na nogę wstał z wózka i mimo protestów pielęgniarki wolnym krokiem ruszył w stronę żony. Wyciągnął drżącą rękę w jej stronę Delikatnie pogłaskał ją po policzku. Czuł się świetnie. Nareszcie, jego rany się zagoiły, jego organy wróciły na swoje miejsce. Płuca wypełniały się energicznie powietrzem przesyconym słodką wonią jej perfum. Serce biło mu jak oszalałe. Był wyleczony. Lepiej - przysiągłby, że nigdy nic mu nie dolegało. 
    - Diego... - wyszeptała. Pojedyncza łza wypłynęła z jej oka. Starł ją koniuszkiem palca. 
    - Tęskniłem za tobą - zamknąwszy oczy, przycisnął wargi do jej skroni. Poczuł jak jej ramiona go oplatają. On również ją objął. Teraz już płakali oboje. 
    - Wybaczam ci. Już dłużej nie zniosę tej rozłąki - wyjąkała.
    - Kocham cię - powiedział. Wierzyła mu. Widziała to w jego oczach. Uśmiechnęła się.
    - Ja ciebie... - nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej namiętnym pocałunkiem.

                                                                   *
"Chcesz być szczęśliwy przez chwilę? Zemścij się. 
Chcesz być szczęśliwy na zawsze? Przebacz." ~Henri Lacordaire

_____
One Shot napisany na konkurs u Kathriny ;D
Mój badziew zdobył 3 miejsce xD
Dziękuję ♥
Chociaż uważam, że to za wysokie miejsce ;)

9 komentarzy:

  1. AAAAAAA!
    MÓJ UKOCHANY PARING <333
    DIECESCA 4EVER!
    Ale nie o tym xddd
    Droga "Śliczna"!
    Ten One Shot został napisany bardzo profesjonalnie. Jak prawdziwa pisarka. Niewiele jest takich dziewczyn, jak ty, Śliczno. Gratuluję 3 miejsca w konkursie. Mówię Ci - Zasłużył <3.
    Zapraszam do siebie, ponieważ odblokowałam bloga :)
    www.violettaj.blogspot.com
    Pozdrawiam.
    Życzę weny.
    Czekam na rozdział.
    Lin :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ♥
      Bardzo ci dziękuję :**
      Twój komentarz mnie bardzo wzruszył <3
      Nawet sobie nie myślałam, żeby ktoś tak o mnie napisał :3
      A na twoje bloga wpadnę ;) Z miłą chęcią :*

      Usuń
  2. DIEGO MOIM BOGIEM,NO!
    (nie licząc Sama z Supernaturala,hehe)
    Ale jeśli płakałam na końcówce i w sumie w każdym momencie i każdej sytuacji,to to było genialne!Niech się miłość Leonetty buja.To jest 13908347332403 razy lepsze .-.
    Ale ja wiedziałam,że to będzie Diego,po prostu wiedziałam.Jestem jasnowidzem.Tylko wiesz,ja już tu myślałam,że on łazi w tym kapturze,bo ma coś z twarzą albo cuś,a on się bał po prostu.
    Jesteś po prostu świetna,nie waż się kończyć z pisaniem,bo cię znajdę C:
    Czesio c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♥
      Znajdziesz mnie? Zaczynam się bać :D

      Usuń
  3. Przepraszam że dopiero teraz piszę ale nie miałam czasu.Tak więc rozdział genialny!Twoje słownictwo jest bogate , miło się to czyta.Jak przyszedł ten pacjent to od razu wiedziałam że to był Diego.Na prawdę postarałaś się!Zazdroszczę talentu kochana ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz czego zazdrościć ;D
      Masz większy talent niż ja ♥

      Usuń
  4. Cudowne. W końcówce w głowie miałam ten obraz. Diego wstaje z wózka i jego trzęsąca ręka dotyka policzka Francesca'y. Genialne!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz, to dla mnie wiele znaczy ♥ ♥
Każdy z nich motywuje mnie do pisania kolejnych rozdziałów :**
Czytasz = komentujesz
Im więcej komentarzy tym szybciej rozdział <33