17.08.2014

One Shot "Małżeństwo z królem" cz. 1

     Violetta Castillo przygotowywała się na tą chwilę przez osiem lat. Jednak gdy zobaczyła króla stojącego na schodach prowadzących do pałacu, zaczęły jej się trząść ręce. Była potwornie zdenerwowana. Zaskoczył ją jego wygląd. Ostatni raz widziała go dwa lata temu. Teraz wydawał się jej jeszcze przystojniejszy niż wtedy. Wyglądał oszałamiająco w garniturze. Na jego piersi znajdowało się kilka orderów i odznaczeń. Był bardzo przystojnym brunetem. Jego włosy lśniły w blasku słońca.  Leon - bo tak miał na imię - wyglądał na jakieś dwadzieścia siedem lat, ona dwa miesiące temu skończyła dziewiętnaście. Ich rodzice uznali, że to będzie odpowiedni moment na małżeństwo.      
      Samochód, w którym się znajdowała, stanął przed czerwonym dywanem. Po obu stronach znajdowały się barierki, a za nimi tłoczyli się mieszkańcy wyspy. Ktoś otworzył przed nią drzwi. Rozległy się wiwaty. Violetta z wrodzonym wdziękiem wyszła z białej limuzyny. Poprawiła swoją długą, granatową suknię, po czym wolno, z uniesioną głową, ruszyła w stronę swojego przyszłego małżonka. Starała się iść i nie wywrócić. Dobrze jej szło. Nie chciała wywrzeć złego wrażenia na tych wszystkich ludziach. Dotarła do schodów. Wchodząc na nie, uważała, aby się nie potknąć. Chciała już mieć to za sobą. Najchętniej odwróciłaby się na pięcie, wskoczyła z powrotem do luksusowego samochodu i wróciła do domu. Nie mogła jednak tego zrobić.
      Gdy znajdowała się już przed Leonem, spojrzała w jego piękne, czekoladowe oczy, po czym z gracją delikatnie się skłoniła - tak jak ja uczono przez ostatnie kilka miesięcy. Po czym drżącym głosem powiedziała:

      - Wasza wysokość.

      - Droga pani - oparł swym niskim, zmysłowym głosem, uśmiechając się przyjaźnie. Podał jej dłoń.
       Gdy ją ujęła, przeszedł ją miły dreszcz. Zaskoczyło ją to. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek wcześniej jej się to przydarzyło.
         Jej przyszły mąż zgiął się wpół, po czym złożył delikatny pocałunek na jej dłoni.
    - Witaj w domu - w miejscu, gdzie dotknęły ją jego usta, poczuła miłe pieczenie. Próbowała walczyć z występującym z rumieńcem, powiększającym się na jej policzkach. Nie udało jej się. Po chwili jej cała twarz była pokryta szkarłatem.
     Nadal nie mogła w to wszystko uwierzyć. Za dwa tygodnie to on będzie jej mężem. Na pewno ma wiele wielbicielek. Mimo tego, iż wychodzi za niego, nie wiedziała o nim wiele. Nie darzyli się głębokim uczuciem. Violettę to smuciło. Ona starała się go pokochać mimo to. Nie chciała żyć w związku bez miłości. Przychodziło jej to łatwo. Nie trudno było się w nim zakochać. Powalał swoją pewnością siebie. Czuła ten magnetyzm, bijący od jego ciała. Wszystko to budziło w niej emocje, których nie znała.
     Nie puszczając jej dłoni, Leon wprowadził ją do pałacu. Na widok jego wnętrza oniemiała. Jej rodzinny zamek nie był, aż tak pokaźnej wielkości jak ten, w którym teraz zamieszka. Szerokie schody, ogromny żyrandol, wysoki sufit, długie kotary. Wszystko to wyglądało jak z bajki. Podobało jej się tutaj.
     Po chwili znaleźli się w mrocznym korytarzu. Ich buty stukały o marmurową posadzkę. Wreszcie stanęli przed ogromnymi drzwiami. Król powiedział swojemu asystentowi, że chciałby spędzić, ze swoją przyszłą żoną kilka chwil na osobności. Te dwa słowa, przyszła żona, niby nic takiego, a wprawiły kobietę w niewyobrażalny zachwyt. Z trudem powstrzymywała się od łez szczęścia.
     Wprowadził ją do środka, po czym zamknął drzwi. Dziewczyna rozejrzała się po otoczeniu. Znajdowali się w ogromnej bibliotece. Po lewej znajdowały skórzane fotele oraz sofa, a po prawej piętrzyły się półki z książkami. Zbiór był na prawdę pokaźny. Nigdy nie widziała tylu książek.
      - Siadaj - rozkazał król.
      Posłusznie, usiadła na jednym z foteli. Był bardzo wygodny. Leon podszedł natomiast do barku - wcześniej go nie zauważyła. Nalał wody do szklanki, po czym ją jej podał. Szybko ją opróżniła, po czym położyła na małym stoliku, znajdującym się obok jej siedzenia.

      - Przepraszam - wydusiła po dłuższej chwili.

      - Za co? - zapytał zaskoczony, klękając przed nią.
      - Miałam zachowywać się godnie. Zapomniałam, że mieliśmy się odwrócić i pomachać do poddanych. Pomyślą, że jestem źle wychowana.
      - A jesteś?
      - No pewnie, że nie.
      - To się nie przejmuj - wyszeptał.
      Spojrzała niego. Za dwa tygodnie mieli zostać małżeństwem. Leon potrzebował u swego boku małżonki, a co najważniejsze, potomka. Bała się tego. Wszystko to ją przytłoczyło. Z początku ślub miał się odbyć za kilka miesięcy. Lecz ich rodzice, nie widzieli powodu, żeby nie odbył on się wcześniej. Nie spodobało jej się to, ale nie miała w zwyczaju mówić o tym co myśli. Zawsze była posłuszna, spełniała każde polecenie rodziców. Więc dlaczego w tym przypadku miało być inaczej?
     Rozejrzała się po otoczeniu, dopiero teraz sobie uświadomiła, że są sami. Pierwszy raz od kiedy zaaranżowano ich małżeństwo. Dotąd zawsze towarzyszyła im przyzwoitka. Nagle zdała sobie sprawę z jego bliskości. Poczuła jego intensywne spojrzenie. Był tuż obok. Wystarczyło nieznacznie wyciągnąć rękę, by pogłaskać go po policzku, bądź przejechać po tych jego pięknych, miękkich włosach. Kiedy zdała sobie z tego sprawę wpadła w panikę.
     - Przestań przygryzać te wargi. Nie zostanie nic do całowania - zaśmiał się, a w jego oczach pojawiły się wesołe ogniki. Jednak po chwili one zniknęły, zamiast tego jego oczy stały się ciemne. Jakby czegoś spragnione.
      Powoli zaczął się do niej przybliżać. Nigdy przedtem się nie całowała, mimo ich długiego okresu narzeczeństwa, nie robili nic poza trzymaniem się za ręce. Teraz to wszystko miało ulec zmianie. Jej serce zaczęło bić szybkim tempem.
     - Jesteś piękna - szepnął, dotykając jej policzka - nigdy wcześniej się nie całowaliśmy - powiedział to o czym myślała.
     - Teraz nie mamy przyzwoitki.
     - Prawda - uśmiechnął się, po czym pochylił się nad nią. Zamknęła oczy, czuła na sobie jego oddech, który delikatnie pieścił jej twarz. Zaczęła drżeć. Spodobało się to Leonowie. W końcu musnął wargami jej usta.
     Jednak nie było im dane, długo się sobą cieszyć. W tym momencie do pomieszczenia wparowała siostra Leona - Francesca, która uśmiechała się figlarnie.
     - Jeśli już skończyliście, to moglibyście przenieść się do głównego holu. Wszyscy tam czekają.
      Twarz Violetty na powrót stała się czerwona. Nie chciała tam iść. Wolała całować się z narzeczonym. Zbeształa się za tą myśl. Jesteś przyszłą królową, nie możesz lekceważyć gości - powiedziała sobie w myślach.
     - Następnym razem zamknijcie drzwi na klucz - rzuciła ze śmiechem, wychodząc z biblioteki.
     - Przepraszam za nią - mężczyzna zwrócił się do Violetty - następnym razem zastosujemy się do jej poleceń. Idziemy? - pokiwała głową.
     Ujął ją pod ramię, po czym wolnym krokiem ruszyli do holu.

***

      Przez cały wieczór nie odstępowała Leona ani na krok. Poznała wiele osób, jednak najbardziej w pamięć zapadła jej pewna piękna blondynka. Widziała ją kilka razy i zawsze stała sama. Przez cały czas bacznie obserwowała Violettę. Mogła być o dwa lata starsza od niej. Chciała do niej podejść jednak to oznaczałoby odejście od Leona. Szybko, więc zrezygnowała.
     Goście zaczęli wracać do domów. Narzeczeni postanowili udać się do swych komnat. Mężczyzna odprowadził Violettę do jej pokoju. Gdy już się w nim znaleźli, zamknął za nimi drzwi. Tym razem na klucz. Dziewczyna poczuła się jak dziecko dostające lizaka. Odwrócił się do niej.
     - Nie idziesz do siebie? - zapytała.
     - A chcesz, żebym sobie poszedł - zapytał.
     - Wręcz przeciwnie - wymruczała. Zdziwiło to zarówno Leona, jak i samą Violettę. Nigdy tak się nie zachowywała. Mężczyzna uśmiechnął się zadziornie. Szybko do niej podszedł, obejmując ją w talii.
     - Teraz już nikt nam nie przeszkodzi. Boisz się? - pokręciła głową. Nie czuła strachu, raczej podekscytowanie.
     - Wiesz, że nie będę mógł z tobą długo zostać - posmutniała. Jednak nie mogła długo o tym myśleć, bo po chwili wargi Leona wbiły się w jej drobne usta. Ich pocałunki stawały się coraz bardziej głębokie. Gdy już oboje nie mogli oddychać, odsunęli się od siebie. Violetta była cała rozpalona. Chciała więcej. Jednak widziała, że to niemożliwe.
     Pocałowała narzeczonego po raz ostatni. Ten pocałunek był czuły, delikatny. Inny niż poprzednie. Tamte były pełne głodu, każdy z nich był złakniony bliskości drugiej osoby.
    W końcu się pożegnali. Violetta usiadła na łóżku. Ściągnęła niewygodne buty. Bolały ją nogi. Jednak gdy przypomniała sobie ciepłe wargi Leona, błądzące po jej twarzy, całkowicie o tym zapomniała. Przebrała się w piżamę, którą znalazła w jednej z szaf. Nie przywiozła ze sobą ubrań. Dostała zupełnie nowe.
    Położyła się do łóżka. Przejechała delikatnie palcem po swoich, lekko spuchniętych ustach. Myśląc o ukochanym, oddała się w objęcia morfeusza.
_______________
Miał być rozdział. Zaczęłam go pisać, ale mi nie wychodziło. Przez cały czas po głowie chodziła mi ta historia, więc postanowiłam, że napiszę to ;)
Mam nadzieję, że się podoba :D
Ten One Shot będzie bazował na jednej z książek, które czytałam, o tym samym tytule. Jednak nie będzie to skrócona wersja. Mam własny pomysł na tą historię. Dodam kilka wątków, jedne całkowicie usunę, zjawią się nowe postacie. Bardzo proszę o waszą opinię ;*

14.08.2014

Capitulo 7

Rozdział dedykuję Katarinie Verdas, gdyż odkryła dlaczego Jorge pocałował Tini ;D


     Wstałam raptownie na łóżku, od razu otwierając szeroko oczy. Serce waliło mi jak oszalałe. To był jednak tylko sen. Cudowny sen. Pierwszy raz od kilku miesięcy śni mi się co innego, niż wypadek moich rodziców. Zginęli oni w katastrofie samolotu. Poza nimi nie miałam nikogo. Bardzo ich kochałam. Chyba nigdy nie przestanę sobie zadawać pytania, dlaczego oni?

     Początkowo ból po ich stracie był ogromny. Zamknęłam się w sobie, przez kilka tygodni nie wychodziłam z domu, miałam puste spojrzenie. Byłam wrakiem człowieka. Nie miałam już prawie nikogo. Prawie. Jedyną osobą jaka mi została była Lodovica. Moja najlepsza przyjaciółka. Jesteśmy dla siebie jak siostry. To ona była ze mną w tych trudnych chwilach. Pomogła mi wyjść z depresji, która mnie dopadła. Bałam się wszystkiego. Lodo ze mną zamieszkała i pomagała mi we wszystkich czynnościach. Sama nie byłam w stanie nic zrobić. Powoli z jej pomocą powracałam do życia. Dzisiaj jestem już normalną osobą. Gdyby nie ona, nie wiem co by się ze mną teraz działo. Jestem jej ogromnie wdzięczna, za to co zrobiła.
     Jedyną pozostałością po tamtym okresie były koszmary. Dokładniej to jeden, scenariusz był ten sam. Zaczynał się normalnie. Spędzałam czas z rodzicami. Pełno radości. Później moment pożegnania. Moi rodzice kończyli odwiedziny w Buenos Aires, wracali do Madrytu. Wsiedli do samolotu. Po tym jak wzbił się w powietrze spadł. Tak od razu. Jeszcze na lotnisku. Okazało się, że nie sprawdzili go przed startem. Rodziny poległych dostały ogromne odszkodowanie. Nie było mi to jednak potrzebne, nigdy mi niczego nie brakowało. Moja rodzina nie należała do biednych, ja nie stałam się jednak z tego powodu jakimś "rozpieszczonym bachorem", jak to mówią. Swoją część odszkodowania oddałam jednej z fundacji charytatywnych do której za życia należeli moi rodzice.
      Wracając do katastrofy. Wszędzie było pełno dymu, ognia. Oglądałam to wszystko z tarasu widokowego. To był koszmarny widok. A ja musiałam to oglądać co noc, aż do dziś. Byłam na prawdę tym zaskoczona. Moja tęsknota za rodzicami oraz trauma po ich wypadku została zastąpiona tęsknotą za pewnym przystojnym, aczkolwiek humorzastym i myślącym, że może wszystko, mężczyzną. A na dodatek był to mój szef. Jak ja mogłam zauroczyć się w takim kimś? To niedorzeczne. Nie mogę pozwolić, aby to uczucie stało się mocniejsze, chociaż nie wiem jak. Musiałabym zrezygnować z pracy, a to jest niemożliwe. Gdyby nie to, że zatrudnił mnie ojciec Jorge'a, narażając się synowi, od razu bym dała się zwolnić. A tak... Nie mogę go zawieźć.
     Drugim powodem jest to, że nie wiem, czy umiałabym tak łatwo zapomnieć o tych cudownych, błękitnych, jak tunezyjskie morze, oczach. Albo o tym śnieżnobiałym uśmiechu, który zdarza się tak rzadko. I te miękkie usta, które w śnie były takie realistyczne. Mimo tylu wad, jego wygląd jest nieskazitelny.
     Z rozmyślań wyrwał mnie jakiś dźwięk. Podskoczyłam na łóżku przestraszona. Gdy zorientowałam się, że to tylko budzik, zaczęłam się głośno śmiać. Wyłączyłam go po czym wyszłam z łóżka. Wykonałam wszystkie poranne czynności, po czym się ubrałam. Jako, że była sobota i nigdzie nie musiałam wychodzić, zdecydowałam się na przylegające, czarne spodnie dresowe oraz zwykły bordowy podkoszulek. Znalazłam moje cieplutkie, białe kapcie i poszłam do kuchni coś zjeść.
    Nagle sobie o czymś przypomniałam. Bankiet. Nie chcę na niego iść. Będzie tam Jorge z jedną z tych swoich "dziewczyn". Nie chcę tego widzieć. Postanowiłam, że nie pójdę. Ale muszę to jakoś powiedzieć Diego. Zadzwoniłam szybko do niego, wyjaśniłam, że nie mogę z nim iść, bo źle się czuję. Zrozumiał. Ja oczywiście skłamała. Trochę źle się z tym czułam... Przeprosiłam go i już miałam się z nim żegnać gdy mi przerwał.
     - To może wspólnie obejrzymy u ciebie jakiś film? - zapytał z nadzieją. Chyba bardzo mu zależy, żeby się ze mną spotkać. Nie chcąc, żeby chodził smutny, przez podwójne odrzucenie, zgodziłam się.
     - W takim razie będę o osiemnastej. Do zobaczenia - powiedział, po czym się rozłączył.
     Uśmiechnęłam się. Nie dość, że nie będę musiała oglądać Jorge'a z inną, to jeszcze spędzę miły wieczór z moim nowym przyjacielem. Oby on tylko też o mnie myślał jak o przyjaciółce...
     Do jego przyjścia zdążyłam posprzątać całe mieszkanie. Zjadłam obiad, przebrałam się w ciemne dżinsy oraz szarą bluzkę z krótkim rękawkiem w stylu American football z numerem 21 - tego dnia mam urodziny - poszłam jeszcze do sklepu po jakieś łakocie. Popcorn, paluszki, chipsy, napoje i moje ulubione żelki HARIBO. Mniam... Położyłam wszystko na stoliku przed telewizorem, postawiłam tam jeszcze dwie szklanki oraz dwa talerze, ponieważ mam zamiar zamówić pizzę. Diego też na pewno by chciał coś zjeść. A kto nie lubi pizzy? No może Jorge. Nie wygląda mi na takiego co je takie kaloryczne rzeczy. Zbeształam się w myślach. Znowu on nawiedza mój umysł. Tak trudno jest się go pozbyć. Mam nadzieję, że przy Diego'u choć na chwilę o nim zapomnę.
     Usłyszałam dzwonek. Poszłam otworzyć. Uchyliłam drzwi. Mój przyjaciel miał na sobie czarne dżinsy, jasnoszarą bluzkę w kilka granatowych pasków na torsie, na lewym nadgarstku miał kilka rzemyków. Całości dopełniały wysokie, brązowe, ciężkie, zawiązywane buty. W prawej ręce trzymał reklamówkę, a lewą chował za plecami.
      - Cześć - posłałam mu szeroki uśmiech. - Wejdź - Odsunęłam się, żeby mógł spokojnie wejść. Zamknęłam drzwi. Odwróciłam się w jego stronę. Wyciągnął coś zza pleców. Był to bukiet kwiatów. Pomarańczowe tulipany.
      - Nie musiałeś - powiedziałam, odbierając do niego bukiet. Poszłam do kuchni po jakiś wazon. Ucieszył mnie ten miły gest. Diego jest kochany.
      - A tu mam przekąski i pizze - odparł pokazując mi dość dużą torbę, którą już wcześniej zauważyłam.
      - Ty chyba czytasz mi w myślach - uśmiechnął się szelmowsko, ukazując szereg śnieżnobiałych zębów.
      Zaprowadziłam go do salonu. Chłopak przyniósł również film. Nie wiem jaki, bo nie chciał mi pokazać tytułu. Usiedliśmy. Każdy z nas wziął po kawałku. Nacisnęłam "play". Gdy już prawie wszystko ze stołu zniknęło - jesteśmy straszni, tyle jedzenia w niecałą godzinę - wtuliłam się w mężczyznę. Było tak miło. Nie wiadomo kiedy usnęłam w jego ramionach.
***
     Obudziłam się w swoim pokoju. Jak ja się tu znalazłam? Przecież leżałam koło Diego'a. Jego już jednak nie było. Pewnie zasnęłam i mnie tu przyniósł. Miło z jego strony. Delikatnie uniosłam kąciki ust. Nie za bardzo pamiętam wczorajszy film, ale wieczór był cudowny. Jest z niego wspaniały kompan. Coraz bardziej zaczynam go lubić. 
    Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie on, bo kto inny? Może Lodovica? Nie, ona miała wylecieć na kilka dni do swoich rodziców we Włoszech. Zazdroszczę jej odwagi. Ja po tym co ujrzałam, nie odważyłam się wsiąść do samolotu i jeszcze długo tego nie zrobię. Za bardzo się boję.
    Wyszłam z łóżka, założyłam szlafrok, po czym powlokłam się do drzwi wejściowych. Otwarłam je z szerokim uśmiechem. Jednak kiedy tylko ujrzałam mojego gościa, moja twarz przestała wyrażać jakiekolwiek emocje. 
    - Co ty tu robisz? - zapytałam, nie dając po sobie poznać, co jego widok ze mną robi. Przyszedł w bordowych spodniach, białej bluzce oraz dżinsowej koszuli. Na nogach nosił szare, skórzane conversy. 
    - Przyszedłem, bo nie było cię wczoraj na bankiecie.
    - Źle się czułam.
    - Byłaś z Diego - zmrużył oczy.
    - Skąd wiesz? - zapytałam zaskoczona. 
    - Ja wiem wszystko - wycedził. 
    - To jest moje życie, mogę umawiać się z kim chce! - krzyknęłam wściekła. Moja cała sympatia do niego nagle się gdzieś ulotniła.
    - To fakt, ale nie z nim!
    - Nie będziesz mi mówił co ma robić! I dlaczego mnie nachodzisz?
    - Mówiłem ci już, że chciałem zapytać dlaczego nie przyszłaś.
    - Teraz już wiesz, żegnam - rzuciłam i szybko zamknęłam drzwi. Miałam tego dość. Kim on jest, żeby tu przychodzić? Szefowie zwykle nie odwiedzają swoich pracowników. Może się o mnie martwił? Przecież to głupie. I skąd wiedział, że wczorajszy wieczór spędziłam z Diego? Nic z tego nie rozumiem...
   
________
Yeah :D Już mamy 7 ;*
Byłby wcześniej, ale dzisiaj mija rok od dodania pierwszego rozdziału :P
Chciałabym zorganizować pierwszy konkurs na One Shota, ale nie wiem czy warto. To zależy od tego ile osób się zgłosi, więc jeśli moglibyście zagłosować w ankiecie po lewej byłabym wdzięczna. 
Dziękuję wam za te wszystkie komentarze, tylu obserwatorów, wyświetlenia ♥
Dziękuję wszystkim czytelnikom za to, że to w ogóle czytają ♥
Gdyby nie wy, nie miałabym po co pisać. 
♥ KOCHAM WAS ♥
I zachęcam do zagłosowania w ankiecie na TAK ;*
Na prawdę chciałabym poczytać wasze prace, czytam blogi większości z was, resztę nadrabiam i podziwiam was za to jak wspaniale piszecie <33 Dlatego jeśli wzięlibyście udział, byłabym bardzo wdzięczna. Jeśli będą co najmniej cztery TAK'i konkurs się odbędzie. Także serdecznie zapraszam ♥

10.08.2014

Capitulo 6

  
    
       - Co ja sobie wyobrażam? To ona tu wparowała i myślała, że może wszystko. Ja jej tylko powiedziałam, że cię nie ma i nie może wchodzić do twojego gabinetu. Następnym razem zapraszaj swoje panienki gdy jesteś w biurze, albo w ogóle ich tu nie przyprowadzaj - powiedziałam na jednym wydechu.          
     Zostawiłam go i pojechałam windą na dół. Wyglądał na zszokowanego. Chyba nie sądził, że się mu postawię. I dobrze. Niech nie myśli, że może mną pomiatać. Przysługują mi przecież jakieś prawa.
     Gdy już znalazłam się na parterze, skierowałam się do wyjścia. Musiałam pooddychać świeżym powietrzem. Może świeże to nie za dobre określenie. Czasami tęsknie za moją małą rodzinną miejscowością. Ten spokój, brak przepychu, każdy się znał, nikt nie musiał udawać. To było niepotrzebne. Tu, w mieście nie wiesz, czy ktoś kogo spotkasz, jest taki na co dzień, czy tylko udaje. Pełno tu tych co udają tych z "wyższych sfer" a tak na prawdę są tacy jak ty i nic ich nie wyróżnia.
     Stałam tak chwilkę, gdy ktoś zasłonił mi oczy.
     - Zgadnij kto to - szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się delikatnie.
     - Diego... - wyszeptałam. Opuścił ręce, po czym odwrócił mnie twarzą do siebie.
     - Witaj piękna. Nie było cię rano.
     - Zaspałam - odpowiedziałam zmieszana. Zaśmiał się pod nosem.
     - Nie martw się, nikomu nie powiem. Ale musisz dla mnie coś zrobić - popatrzyłam na niego z ciekawością - pójdziesz ze mną na bankiet - wyszeptał.
     Zaskoczył mnie. Lubiłam go, ale czy na tyle, by pójść z nim? Jorge na pewno już miał z kim iść. Wystarczy, że kiwnie palcem, a już ma w czym wybierać. Znowu to dziwne uczucie. Martina! Nie możesz być zazdrosna!
      - Dobrze - zgodziłam się. Nie wiem jednak dlaczego. Bo tego na prawdę chcę, a może dlatego, żeby Jorge był zazdrosny. Chociaż nie ma o co. On i tak mnie nie lubi...
      - Będę u ciebie o siódmej. Podaj mi tylko swój adres - zapisałam mu go w telefonie. Nie rozmawialiśmy długo, ponieważ każdy musiał wrócić do swoich obowiązków.
      Niespiesznie wróciłam na moje stanowisko. Mój - wybuchowy i zmieniający co chwilę humor -  szef rozmawiał z kimś przez telefon. Usiadłam na moim fotelu. Do końca dnia nie wezwał mnie do siebie. Gdy wybiła druga zabrałam moje rzeczy, musiałam jeszcze zanieść mu tą durną kartkę.
      Akurat stał odwrócony tyłem. Po cichu wślizgnęłam się do jego gabinetu. Położyłam kartkę na biurku, po czym równie cicho wyszłam. Szybkim krokiem ruszyłam do windy, nie mówiąc mu nawet dowidzenia. Gdy już się za mną zamknęła, odetchnęłam z ulgą. Wróciłam do domu.
   
***

     Bankiet. Dzisiaj. Westchnęłam. Idę z Diego. W co ja się wpakowałam? Gdybym się z nim nie umówiła mogłabym w ogóle nie iść. Ale musiałam się zgodzić, żeby Jorge był zazdrosny. Owszem, Diego mi się podoba, ale nie tak ja on. Wystarczy, że go raz zobaczę, a miękną mi kolana. Gdy na mnie spojrzy cała drżę. Tego wszystkiego nie ma przy Diego. Ja mu się chyba bardzo podobam. Nie chcę go zranić. A teraz daję mu nadzieję. Co ja zrobiłam?
     Ubrałam czarną sukienkę, sięgającą mi do połowy uda. Była obcisła, z koroną u góry. Wysokie czerwone szpilki oraz małe kolczyki. Nie chciałam się zbytnio malować, więc przejechałam tylko mascarą po rzęsach, usta pomalowałam błyszczykiem. Włosy delikatnie pokręciłam.Gdy byłam gotowa, przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam całkiem nieźle. Usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie Diego. Zabrałam jeszcze małą torebkę zawieszaną na ramię i poszłam otworzyć. 
     - WOW - powiedział, gdy mnie zobaczył. Poczułam, że się rumienię.
     - Nie przesadzaj, ty też wyglądasz bardzo dobrze - miał na sobie szare spodnie, białą koszulę, czarny krawat oraz marynarkę w tym samym kolorze. Włosy miał zaczesane do tyłu. 
     Zamknęłam drzwi. Ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Po chwili byliśmy już na miejscu. W drzwiach stał ochroniarz, który sprawdzał zaproszenia. Wyciągnęłam moje. Pokazałam mu je. Weszłam do środka. Bankiet znajdował się w jednym z tutejszych hoteli. Sala była ogromna. Mężczyźni mieli na sobie garnitury, kobiety zjawiskowe sukienki. W końcu sali ujrzałam Jorge. Na jego widok moje serce zamarło, by po chwili zacząć bić w szybkim tempie. Myślałam, że oszaleję. Wszyscy tu byli na czarno bądź szaro. On zdecydował się na kolor granatowy. Wyglądał oszałamiająco. 
    Posmutniałam, gdy zobaczyłam u jego boku Mercedes. Blondynka miała na sobie czerwoną sukienkę. Wyglądała o wiele razy lepiej niż ja. Nie mogłam się z nią równać. Nie chcąc dłużej na nich patrzeć, pociągnęłam Diego'a na parkiet, znajdujący się po lewej stronie.
    Przetańczyliśmy kilka piosenek, cały czas się śmiejąc. Dobrze czuję się w jego towarzystwie, nie ma tego niepotrzebnego skrępowania. 
    Nagle poczułam na sobie czyjeś dłonie i nie były to dłonie Diego'a.
    - Odbijamy - ktoś wyszeptał mi do ucha. Wszędzie rozpoznam ten głos. Zamarłam. Spojrzałam na mojego obecnego partnera. Nie był zły. Odwróciłam się. Tak jak myślałam stał tam Jorge i jego śliczna blondynka. Spoglądała na mnie morderczym wzrokiem. Chyba jej się nie podoba, że je "chłopak" będzie tańczył z inną. 
     Jorge wziął mnie w objęcia, pozostawiając Mercedes i Diego samych. Przycisnął mnie mocno do siebie. Moje ciało chciało być jeszcze bliżej niego, serce nierównomiernie biło, w miejscach, w których mnie dotykał czułam przyjemne pieczenie i te dreszcze. Jego oddech pieścił moją twarz. Robiło mi się coraz bardziej gorąco. 
      - I jak ci się podoba? - zapytał niskim, uwodzicielskim głosem.
      - Moożee być... - wyjąkałam.
      - Tylko może? - zaśmiał się cicho. Jak ja kochałam ten uśmiech - zaraz będzie jeszcze lepiej - wyszeptał wprost do mojego ucha, po czym zaczął wodzić nosem w stronę moich ust. Gdy już tam dotarł, złożył na nich delikatny pocałunek. Cała zesztywniałam.
      - Rozluźnij się - powiedział wprost w moje usta. Zaczął jeździć swoją jedną dłonią po moich plecach, drugą głaskał mnie po policzku. Znowu mnie pocałował. Tym razem poddałam się przyjemności. Jego usta były takie miękkie. Wiedział jak doprowadzić kobietę do szaleństwa. Słodkiego szaleństwa.

czytasz = komentujesz