17.08.2015

Capitulo 45

Rozdział dedykuję Sheili

       Odwróciłam się, aby móc spojrzeć jej prosto w twarz.
     - No co? Nie możesz mieć o to do mnie pretensji - jej uśmiech złagodniał. - Jest piękny i bogaty. To połączenie, któremu nie można się oprzeć.
     - Czy ja się nie przesłyszałam? Czyli zależy ci tylko na jego pieniądzach - prychnęłam z odrazą, kręcąc głową.
     - Nie. Tu nie chodzi o pieniądze, a o jego sposób bycia. 
     - Miał ci się oświadczyć.
     - Tak, a ja głupia uciekłam. Uważam to za największą pomyłkę swojego życia - oznajmiła, sięgając dłonią do szyi, dotykając jej długimi palcami. - Byłam młoda i w pewien sposób Jorge mnie przerażał. Ale dopiero we Francji zdałam sobie sprawę, że popełniłam ogromny błąd.
     - I przyjechałaś tutaj, chcąc go naprawić? 
     Jej odpowiedź była szybka:
     - Tak.
     - Zdajesz sobie sprawę, że on ma dziewczynę?
     - To nie jest dla mnie problemem. Powinnaś wiedzieć, Martino - zaczęła, patrząc na mnie dużymi, jasnoniebieskimi oczami - że Jorge powiedział mi jak ważną rolę odgrywasz w jego życiu. Jednak to mi wcale nie przeszkadza. Już raz mnie pokochał, drugi to tylko kwestia czasu - gdy tylko te słowa opuściły jej usta, zamarłam.
     Nie byłam w stanie wydusić ani słowa. Blair zaskoczyła mnie. Chciałam być silna. Chciałam pokazać blondynce, że jej słowa nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Ale nie potrafiłam tego zrobić. Jedyne na co było mnie stać, to odejść i zachować resztki godności.
     - Przepraszam - rzuciłam i rozejrzałam się za ukochanym.
     Po chwili dostrzegłam go przy barze. Ruszyłam więc w tamtym kierunku. 
     Dotarłam do niego akurat w momencie, kiedy odwracał się od barmana z dwiema szklaneczkami w dłoniach. Złapałam jedną z nich i wychyliłam z takim rozmachem, że zabolały mnie zęby, gdy uderzyły o nie kostki lodu.
     - Tini - zaczął z nutką napomnienia, chociaż na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
     - Wychodzę - oznajmiłam beznamiętnie, odstawiając pustą szklankę na ladę. 
     Jorge gwałtownie nabrał powietrza, a jego twarz stała się bledsza. Chociaż może to wina oświetlenia...
     - Co? Dlaczego? Zrobiłem coś nie tak?
     - Nie, Jorge, nic nie zrobiłeś - zadrwiłam.
     - O co ci chodzi? - złapał mnie za ramię.
     - O co mi chodzi? To nie ja cię okłamuję. Mówiłeś, że związki to nie twoja bajka. Że nigdy wcześniej żadna kobieta, nie wyzwoliła w tobie takich emocji jak ja. A właśnie przed chwilą dowiedziałam się, że prawie się zaręczyłeś.
     Teraz miałam pewność, że to nie światło sprawiło, ze twarz szatyna stała się kredowobiała. Zacisnął zęby i spojrzał za mnie, wściekle lustrując kogoś wzrokiem. Mogłam się domyślić, że chodzi o Blair.
     - Martino - w jego ustach moje imię brzmiało spokojnie i zmysłowo. - Ja... ja nie potrafię Ci tego wyjaśnić - podszedł bliżej i końcówkami palców przesunął po moim ramieniu. 
     Pod wpływem jego dotyku, na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Prawie poddałam się temu uczuciu, jednak w ostatniej chwili zdążyłam się opamiętać. Zmierzyłam go wzrokiem i odsunęłam się minimalnie. 
     - Nie rozumiem co mi chcesz wyjaśniać. To jest proste. Okłamałeś mnie - powiedziałam z wyrzutem.
     - O co ci chodzi, Tini? - złapał moje ramię. - To nie jest powód, byś tak po prostu wyszła.
     - Nie jest? - wpatrywałam się w miejsce, w którym jego ręka mnie trzymała. - Ufałam ci. Obiecałeś, że mnie nie skrzywdzisz. 
     - Nie skrzywdziłem Cię - jego twarz była opanowana, a głos cichy i spokojny. 
     Gdyby ktokolwiek przyglądał się naszej rozmowie, nie byłby w stanie domyślić się, jak wielkie napięcie rosło między nami. Ale ja widziałam furię w jego oczach. 
     - To dlaczego czuję się wykorzystana i niepotrzebna? - zapytałam, po dłuższej chwili wahania. 
     - Tyle razy ci powtarzałem, że cię potrzebuję. Blair to przeszłość - przerwał, by po chwili dodać: -Tylko ty się liczysz.
     - Ale to nie zmienia faktu, że mnie okłamałeś. W tej chwili nie mogę na ciebie patrzeć. Przykro mi - odwróciłam się i prawie biegiem ruszyłam ku wyjściu.
     Tym razem mnie nie zatrzymał. Jego dłoń nie odnalazła mojego ramienia. Z jednej strony byłam za to wdzięczna. W końcu sama tego chciałam. Ale z drugiej strony coś mnie zabolało.
     Pozwoliłam, by łzy opuściły moje oczy, zmywając makijaż. Czarne smugi spływały po moich policzkach, aby po chwili spocząć na moim ubraniu, zostawiając po sobie ciemne plamy. Zamglony wzrok utrudniał mi widoczność. Jednak to nie powstrzymało mnie przed opuszczeniem lokalu.

***

       Blair to przeszłość. Te słowa krążyły w mojej głowie od jakiś kilkudziesięciu minut. Tylko ty się liczysz. Tak bardzo chciałabym w to uwierzyć, ale nie potrafię.
     Strach jest silniejszy ode mnie. A jeżeli to wszystko kłamstwa? Jeżeli tak naprawdę byłam jakimś rodzajem pocieszenia? Nigdy nie powiedział mi co tak naprawdę do mnie czuje. Potrzebuję Cię. I nic więcej.
     Spojrzałam w lustro. Opuszkami palców dotknęłam swojego policzka. W odbiciu widziałam zupełnie inną osobę. Nie byłam tą samą Martiną. Odkąd poznałam Jorge'a stałam się bardziej pewna siebie, świadoma swoich kobiecych wdzięków. Wcześniej nie zależało mi na zwróceniu uwagi płci przeciwnej. Wręcz przeciwnie. Starałam się być jak najmniej widoczna.
     - Martina? Wszystko w porządku?
     - Tak - podeszłam do drzwi, otworzyłam je i wyszłam na korytarz, stając przed szatynem. - W jak najlepszym.
     - Na pewno? - zapytał, a ja nie mogłam go siebie dłużej oszukiwać.
     Po raz kolejny tego wieczoru dałam upust swoim emocjom. Mężczyzna widząc to, otoczył mnie ramionami. Słone łzy moczyły jego koszulę, ale nie skomentował tego. Jedną dłonią przyciskał mnie do siebie, a drugą delikatnie gładził mokre włosy.
      - Będzie dobrze.

***

     Siedziałam na kanapie, trzymając w dłoni kubek z gorącym kakao i czekałam, aż Clement skończy rozmawiać przez telefon. Gdyby nie on i jego refleks prawdopodobnie by mnie tutaj teraz nie było.

     Będąc już na zewnątrz klubu, zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu jakiejś taksówki. Dostrzegłam jedną po drugiej stronie jezdni. Ruszyłam w tamtym kierunku, nie rozglądając się. Czego po chwili pożałowałam.
     To działo się zbyt szybko. Nie zdołałam nawet zrobić trzech kroków, gdy usłyszałam ostry pisk opon samochodu, który potrąciłby mnie, gdyby nie czyjaś ręka, która mnie w porę odciągnęła. W powietrzu rozbrzmiał głośny dźwięk klaksonu, który ranił moje uszy jeszcze bardziej niż głośna muzyka wewnątrz klubu.
     - Co ty robisz?! - uderzyło mnie mocne uczucie, że gdzieś już kiedyś słyszałam te słowa, w podobnej sytuacji.
     To był moment, w którym poznałam Jorge'a. To on skierował w moją stronę te same słowa. Na to wspomnienie łzy zaczęły szybciej toczyć się po mojej twarzy, chociaż nie sądziłam, że jest to możliwe. 
     - Przepraszam - wymamrotałam, nie przestając płakać.
     Mężczyzna, który mnie uratował, odwrócił mnie twarzą do siebie. Odgarnął włosy z twarzy i uniósł podbródek.
     -  Martina?

     - Martina? O czym myślisz? - zapytał, chowając telefon do kieszeni.
     - Chyba raczej o kim - poprawiłam.
     - Zadzwoń do niego.
     - To chyba nie jest najlepszy pomysł - burknęłam.
     - Zadzwoń do niego - powtórzył, podając mi mój telefon.
     Westchnęłam z rezygnacją i w kontaktach wyszukałam Jorge'a. Przed naciśnięciem słuchawki, zawahałam się. Co ja mam mu tak naprawdę powiedzieć? Tymczasem Clement widząc, że chcę zrezygnować z jego pomysłu, kliknął zadzwoń za mnie.
      Nie mogąc już tego cofnąć, przyłożyłam telefon do ucha. Po trzech sygnałach ktoś odebrał.
     - Halo?
    Ale to nie był mój ukochany. 

8.07.2015

Capitulo 44


Rozdział dedykuję Crazy D. ♥

     Moja uwaga wyostrzyła się, gdy zobaczyłam dokąd zmierzamy. Kobieta stojąca obok Kenedy, gdy kątem oka zauważyła Blanco, odwróciła się twarzą w jego stronę. 
     Poczułam jak przedramię mojego ukochanego zesztywniało pod moimi palcami w chwili, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Od razu wiedziałam dlaczego. Kimkolwiek była ta dziewczyna, była głęboko zakochana w Jorge'u. Miała to wypisane na twarzy. Jej nieziemsko błękitne oczy mówiły same za siebie. 
      Jej piękno było powalającego. Tak wyszukane, że aż nierealistyczne. Jasne włosy, gęste i kręcone sięgały jej do ramion. Sukienka miała ten sam chłodny odcień co jej oczy. Jej skóra była naturalnie opalona na złoty kolor, a ciało smukłe, o perfekcyjnych liniach.
     - Blair - przywitał ją, a naturalna chrypka w jego głosie stała się jeszcze wyraźniejsza. 
     Puścił mnie i chwycił jej dłonie. Zabolało. 
     - Nie mówiłaś, że wracasz. 
     - Nie chciałam Ci mówić o tym przez telefon. To miała być niespodzianka - kąciki jej ust uniosły się, tworząc niewielki uśmiech. 
     W tamtym momencie czułam się niepotrzebna, zbędna. Myślałam, że jestem jedyną kobietą, z którą szatyn chce na prawdę być. Ale patrząc na tą dwójkę, miałam wrażenie, że nic poza nimi się nie liczy. Musiałam przyznać, że pasowali do siebie. Razem tworzyli niesamowitą parę. Poczułam ukłucie zazdrości. Całkowicie ignorowali obecność innych ludzi, a moją w szczególności, przez co czułam się fatalnie. Co ja sobie myślałam? Że będę tą jedyną? Zamknęłam oczy, wybuchając gorzkim śmiechem. 
     Mój śmiech najwyraźniej przypomniał szatynowi o mojej osobie, bo puścił dłonie blondynki i przyciągnął mnie do siebie. 
     - Blair, to jest Martina. Martina, to jest Blair, moja była dziewczyna.
     - Przyjaciele Jorge'a są moimi przyjaciółmi - powiedziała z uśmiechem.
     - Mam nadzieję, ze dotyczy to także jego dziewczyn - jej uśmiech nieco zbladł.
     - Zwłaszcza dziewczyn - wycedziła. - Pozwolisz, że porwę go na parkiet. Tak dawno z nim nie tańczyłam.
     - Oczywiście - mój głos, o dziwo, był spokojny. 
      Ja wręcz przeciwnie. W środku cała wrzałam z emocji, głównie negatywnych. Jorge wziął Blair pod ramię i odszedł z nią w stronę tańczącego tłumu, zostawiając mnie w towarzystwie Kenedy. Cała sytuacja była niezwykle krępująca. Dziewczyna, stojąca obok mnie, wyglądała na mocno zdołowaną. 
     Przyjrzałam się jej uważniej i wtedy zrozumiałam skąd ta nowa fryzura. Blair miała prawie identyczną. Jedyną różnicą było to, że włosy Kenedy były idealnie proste. O dziwo, współczułam jej. 
     Stałyśmy chwilę w ciszy, wymieniając niezręczne spojrzenia, gdy w końcu postanowiłam się odezwać:
     - Do twarzy ci w nowej fryzurze. 
     Spojrzała na mnie, zaciskając mocno usta. Jednak po chwili westchnęła z rezygnacją i przeczesała je palcami.
     - Dziękuję, ale Jorge pewnie tego i tak nie zauważył. I nie zauważy od kiedy ona postanowiła wrócić.
     - Nie rozumiem. 
     - Mówię o Blair - przyjrzała się badawczo mojej twarzy. - To ty nie wiesz co pomiędzy nimi było. Ona i Jorge byli o krok od zaręczyn - wyszeptała.
     - Nie wiedziałam o tym - odparłam, kręcąc głową. 
     Czułam jak cała energia ze mnie wyparowuje. Okłamał mnie. Mówił, że nie bawi się w związki. Że jestem jedyną kobietą, która może liczyć na zaangażowanie z jego strony. Że nigdy wcześniej z żadną nie był.
     - Kiedy w końcu Jorge miał się zdecydować na ten krok - ciągnęła - Blair zerwała z nim i uciekła z bogatym francuzem do Europy - nie wiem dlaczego, ale w tym momencie przyszedł mi do głowy Clement. Czy to dlatego Jorge tak bardzo go nienawidzi? Bo to on ukradł mu dziewczynę? - Ale ich związek nie potrwał długo. Po kilku tygodniach postanowili się rozstać. Blair długo zwlekała z powrotem. Ale jak widać w końcu postanowiła wrócić, naprawić swój błąd i spróbować jeszcze raz. Matka Jorge'a ma jej to za złe. Jednak jego ojciec nadal ją uwielbia, dlatego podczas twojego pobytu w ich domu, mogłaś odnieść wrażenie, że woli ciebie niż mnie. To jednak tylko gra. Jego faworytką jest nasza kochana blondi. Za to Ruggero nie przepada za żadną dziewczyną swojego brata. Oprócz ciebie. 
     Poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Na myśl przychodziło mi jedno - to wszystko było niczym jakiś chory konkurs. Każdy z członków rodziny Blanco ma swoją faworytkę. Wyboru może jednak dokonać tylko Jorge. Jak na razie jestem na przegranej pozycji. 
     Skierowałam spojrzenie w stronę parkietu - mężczyzna mojego życia w mocnym uścisku, wirujący z kobietą, którą musiał kiedyś kochać. Zraniła go i od tego czasu nie jest zdolny do miłości. Ale teraz wróciła i pragnie go odzyskać.
     Skręcało mnie z zazdrości, gdy widziałam ich przytulonych do siebie. Ona roześmiana z rękoma zarzuconymi na jego szyję, nachylała twarz jak najbliżej jego, a on trzymał dłonie niebezpiecznie nisko na jej plecach. Nawet ze mną tak nie tańczył. Wtedy przypomniałam sobie o tajemniczych telefon. Pewnie były od niej. 
     Odwróciłam od nich wzrok i ponownie dzisiejszego wieczoru przyjrzałam się Kenedy. Stała obok mnie w milczeniu i podobnie jak ja przed chwilą przypatrywała się tańczącej parze. Widoczne na jej twarzy przygnębienie było równie wielkie jak moje, co uświadomiło mi, jakim zagrożeniem dla mojego związku może stać się Blair. Czy przez ten cały czas na prawdę marzył tylko o niej? Czy to ona spowodowała, że nie dopuszczał do siebie zbyt blisko innych kobiet? 
     Chciałam stąd wyjść. Po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść. Chciałam, żeby Jorge uświadomił sobie, że zniknęłam. Żeby poczuł potrzebę ruszenia za mną, znalezienia mnie. Chciałam, aby odczuł chociaż odrobinę tego bólu, który ja czułam, wywołanego przez wyobrażenie, że czułam się niepotrzebna. 
     Nagle ktoś dotknął mojego ramienia. To była Kenedy. 
     - Powinnaś usiąść. Jesteś bardzo blada - wiedziałam, że oddycham zbyt gwałtownie, a mój puls niebezpiecznie przyspieszył. 
     - Masz rację - przytaknęłam i skierowałam się w stronę naszego stolika, zostawiając ją samą. 
     - Czyż oni nie wyglądają wspaniale? - podsłuchałam rozmowę dwójki przypadkowych osób. - Idealnie się do siebie dopasowali. 
     Ucisk w żołądku sugerował mi, że mogli rozmawiać o Jorge'u i Blair. Nie chcąc tego dłużej słuchać, przyspieszyłam.        

***

     - Tu się schowałaś. 
     Uniosłam wzrok na stojącego nade mną Jorge'a. Oczywiście Blair nadal była uwieszona jego ramienia i po raz kolejny musiałam zobaczyć, jak efektownie wyglądają jako para. Byli po prostu niewyobrażalnie piękni. 
     Blondynka usiadła obok mnie, a Jorge pogładził mój policzek koniuszkami palców. 
     - Idę tylko po drinki. Zaraz wrócę. 
     - Bardzo się cieszę, że cię poznałam, Martino - powiedziała, gdy tylko szatyn zniknął nam z oczu. Miałam wrażenie, że nie mówiła tego szczerze. - Jorge tyle mi o tobie opowiadał.
     - Nie zdążył chyba za wiele powiedzieć. Nie było was tylko chwilę. 
     - Rozmawiamy ze sobą niemal codziennie - uśmiechnęła się, a ja dostrzegłam w jej uśmiechu cień złośliwości. - Jesteśmy przyjaciółmi od dawna. 
     - Słyszałam, że byliście nawet więcej niż przyjaciółmi - zadrwiłam, kręcąc głową. 
     Blair zareagowała na ten komentarz grymasem niezadowolenia, a mnie przyszło do głowy, że zamierzała ukryć przede mną prawdę o niej i o moim szefie. Zastanawiałam się czy to była wyłącznie jej decyzja czy może robiła to na prośbę Blanco'a. A może oboje zdecydowali, że nie powinnam się o tym dowiedzieć? Skąd brały się te wszystkie gierki i tajemnice, jeśli rzekomo nie mieli nic do ukrycia?
     - Tak, masz rację - przyznała z wyraźną niechęcią. - Ale to było tak dawno temu. 
     - Nadal go kochasz - to nie było pytanie, jednak blondynka postanowiła na nie odpowiedzieć. 
     - Tak. 
__________
Witam was w środowy poranek :D
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał ♥
Poznajecie nową postać - Blair.
Oj namiesza dziewczyna :D

29.06.2015

Capitulo 43

     

     Słowa matki mojego szefa, a zarazem chłopaka sprawiły, że nie mogłam ruszyć się z miejsca. Stałam jak sparaliżowana i z głośno bijącym sercem czekałam na dalszy rozwój wydarzeń, mając niemałą nadzieję, że tylko się przesłyszałam.
     - Jaka katastrofa? - jednak mój słuch jest niezawodny.
     - W wiadomościach mówili o katastrofie samolotu linii Nowy York - Buenos Aires. Wśród osób, które zginęły, znajdowała się dwójka osób o nazwisku Comello. Pomyślałam, że mogą być to twoi rodzice. 
     - To niemożliwe. Po pierwsze moja mama nigdy nie wsiadłaby do samolotu, a po drugie rozmawiałam z nią kilka minut przed wyjściem - spojrzałam na nią zaskoczona, ściskając mocniej dłoń mojego chłopaka. Czułam jak moje serce zalewa fala ulgi. 
     - Więc to zwykłe nieporozumienie - kobieta machnęła ręką i usiadła na krześle, które odsunął dla niej jej mąż.
     W tym momencie byłam na prawdę szczęśliwa. Nie przeszkadzała mi nawet obecność pani Blanco. Cieszyłam się, że rodzice Lodovici są cali i zdrowi, a ja nie muszę się dłużej zadręczać myślami o przekazaniu mojej przyjaciółce przykrych wiadomości, które okazały się być zwykłą pomyłką.
     - Gdzie Rugerro? - zapytał Jorge, siadając po mojej prawej stronie.
     - Pojechał na lotnisko, odebrać Kenedy.
     - Kenedy? Miało jej tu nie być - rzucił szatyn, przez zaciśnięte zęby.
     - Jorge, przestań. Ona ma takie samo prawo do zjedzenia z nami rodzinnej kolacji, jak ta twoja dziewczyna i jej przyjaciółeczka.
     - To ty mamo przestań! I jeszcze raz nazwiesz Martinę "tą moją dziewczyną" to...
     - To co? - rzuciła z chytrym uśmieszkiem, jakby nie sądziła, że jej syn byłby do czegokolwiek zdolny.
     Kobieta nie doczekała się odpowiedzi, ponieważ do naszego stolika podszedł kelner, podając nam karty dań. W tym momencie głowy wszystkich odwróciły się w stronę wejścia do restauracji. Podążyłam za ich spojrzeniami. Moim oczom ukazał się brat Jorge'a oraz piękna brunetka. Chwilę trwało zanim zdałam sobie sprawę, że jest to Kenedy, ponieważ ścięła włosy do ramion, z czym zresztą było jej do twarzy.
     Wyglądała doskonale - smukła i szykowna w białej, koktajlowej sukience. Buty w tym samym kolorze dodawały jej kilka centymetrów, wydłużając jej i tak już długie nogi. Rozglądała się na boki w poszukiwaniu... czegoś. Mogłam się tylko domyślać, że chodzi jej o mojego chłopaka.
      Nie pomyliłam się. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, gdy tylko jej spojrzenie go odnalazło, jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech.
     Podeszła do naszego stolika i nie spuszczając oczu z szatyna, wymamrotała słowa przywitania, po czym usiadła na wolnym krześle obok mojego mężczyzny. Ruggero patrzył na tą scenę z nieukrywaną irytacją. Mnie również ta kobieta denerwowała. To było jak rzucenie wyzwania.
     - Cześć Tini - na słowa Ruggero wstałam, aby go przytulić.
     On odwzajemnił uścisk, a potem odsunął się na odległość ramienia i przyglądał mi się uważnie. Zmarszczył brwi i odwrcił się w stronę Jorge'a.
     - Jorge - rzucił.
     Potem jego wzrok zatrzymał się na mojej przyjaciółce.
     - Rugge, to jest Lodovica. Lodovica, Ruggero - przedstawiłam ich sobie.
     
***

     Kelner przyniósł nam drugą butelkę czerwonego wina, gdy nagle Kenedy zaproponowała pójście do klubu. 
     - Wspaniały pomysł. Przyda wam się odrobina zabawy - zabrała głos pani Blanco, podnosząc pełny kieliszek do ust. 
     - No nie wiem - mruknął mój chłopak. 
     - Jorge, nie zaczynaj. 
     - Właśnie, bracie. Nawet wiem, do którego klubu możemy się wybrać. Ulicę stąd jest jeden, który cieszy się całkiem dobrą opinią.
     Pomimo dezaprobaty Jorge'a, po chwili wszyscy - ja, szatyn, Rugge, Lodo oraz pomysłodawczyni, Kenedy - wstaliśmy od stołu i pożegnawszy się z państwem Blanco, wyszliśmy na zewnątrz restauracji. 
     Uderzył we mnie podmuch zimnego powietrza. W ciągu kilku godzin, pogoda diametralnie się zmieniła. Szum wiatru nie przynosił delikatnego orzeźwienia, tylko potargane włosy i gęsią skórkę. Potarłam ręce, chcąc je trochę rozgrzać. Jorge, widząc to, zdjął swoją marynarkę i okrył moje ramiona. Podziękowałam mu ciepłym uśmiechem i wtuliłam się w jego ciało. Przyciągnął mnie do siebie bliżej i tak szliśmy, aż pod same drzwi lokalu. 
     Ruggero załatwił nam darmowe wejście, ponieważ dobrze znał właściciela. Przeszliśmy obok masywnego wykidajło i poszliśmy się w górę po schodach do jednej z sal. Uderzył we mnie głośny strumień muzyki. Usiedliśmy w jednym z boksów, czekając na rozkręcenie imprezy - parkiet był pusty, chociaż dookoła kręciło się sporo ludzi. 
     Gdy bracia poszli po napoje, telefon Lodovici zadzwonił. Dziewczyna powiedziała tylko, że to ważne i poszła do łazienki, licząc, że tam będzie trochę ciszej. Wróciła po kilku minutach, w tym samym czasie co Jorge i Rugge, oznajmiając, że niestety, ale musi wracać do domu. 
     - Wielka szkoda. Liczyłem na jeden taniec - oznajmił Rugge, siadając na kanapie, na przeciwko Kenedy. 
     - Może innym razem - uśmiechnęła się i po chwili już jej nie było. 
     - No to może ty, Kenedy, ze mną zatańczysz?
     - Ale tam nikogo nie ma. 
     - Nie daj się prosić - dziewczyna westchnęła i podążyła za mężczyzną na parkiet. 
     - Zostaliśmy sami - szatyn wymruczał wprost do mojego ucha. 
     Zadrżałam, czując jak jego oddech uderza o moją skórę. Przejechał dłonią po moim udzie, przygryzając czuły płatek mojego ucha. Jęknęłam cicho na to doznanie i zanurzyłam palce w jego miękkich włosach, mierzwiąc je i układając w różnych kierunkach. 
     Zaśmiałam się cicho, kiedy jeden z kosmyków nie opadł, a jedynie ułożył się na czole chłopaka, w bliżej nieokreślonym kształcie. Uniosłam dłoń, odgarniając go. Zadowolona z uzyskanego efektu, zajęłam się innym kosmykiem, lekko za niego ciągnąc, aż z ust Blanco'a wyrwało się ciche mruknięcie. 
     Pocałował mnie za uchem. Jęknęłam w odpowiedzi, co wyraźnie usatysfakcjonowało szatyna. Składał delikatne jak puch pocałunki na linii mojej szczęki, wyznaczając drogę do ust. Gdy jego wargi miały w końcu spotkać się z moimi, odsunął się ode mnie.
     - Dlaczego przerwałeś? - jęknęłam niezadowolona.
     On tylko się zaśmiał i pociągnął mnie w stronę tańczących ludzi.
      
***

     Schodząc z parkietu, złowiłam spojrzeniem stojącą z boku Kenedy. Obok niej stała niesamowita blondynka, z którą rozmawiała. Jorge zwolnił na chwilę, ale zaraz powrócił do poprzedniego tempa. Zlustrowałam podłogę, przekonana, że chciał ominąć coś na podłodze, gdy nagle cicho powiedział.
     - Chciałbym Cię komuś przedstawić.
__________
W końcu się doczekaliście. Na prawdę przepraszam was za tak długą przerwę. Musiałam odpocząć, wszystko przemyśleć. Jednym z powodów były również moje lenistwo i brak weny :(
To się więcej nie powinno powtórzyć.
Dziękuję tym cierpliwym, co nadal tu są i przeczytali powyższy rozdział ♥ ♥