14.09.2015

Capitulo 46


Rozdział dedykuję Hana'ie

    W nocy prawie w ogóle nie spałam. Przekręcałam się z boku na bok, dryfując pomiędzy jawą, a snem. Tuż przed siódmą, postanowiłam w końcu wstać. Przetarłam oczy, z których większa część opuchlizny zdążyła już zejść. 
     Wygrzebując się z łóżka, poczułam, że na mojej szyi znajduje się jakiś kabel. Ach tak, słuchawki od iPoda, przy którego słuchaniu musiałam zasnąć. Muzyka wciąż była podkręcona cały regulator, po to by zagłuszyć myśli. Wyłączyłam ją, a urządzenie schowałam do szuflady. 
     Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic, nie zdejmując bransoletki, którą dostałam od Jorge'a zaledwie kilkanaście dni temu. Miałam wrażenie, że od tamtego momentu minęła cała wieczność. 
     Wczoraj, po wyjściu Galana, który pocieszał mnie do późna, wyjęłam ją z pudełka na biżuterię i co chwila przejeżdżałam po niej opuszkami palców, przypominając sobie dotyk jego dłoni na moim rozgrzanym ciele. 
     Odkręciłam gorącą wodę, starając się utrzymać na nogach i nie upaść na kafelki. Umyłam również włosy, które po wysuszeniu, związałam w wysoki kok.
     Udałam się do kuchni. Zrobiłam sobie kawę i usiadłam na jednym z krzeseł przy stole. Przede mną leżało wypełnione do połowy wypowiedzenie. Napisanie go wydawało mi się dobrym pomysłem. Wczoraj długo nad tym myślałam, aż w końcu zdecydowałam, że będzie to najlepsze rozwiązanie. Popijając kawę, uzupełniłam puste rubryki. 
     Sprawdziłam godzinę. Dochodziła za piętnaście ósma. Nie chcąc się spóźnić, zabrałam jeszcze batonik zbożowy i z torebką w jednej ręce wyszłam z mieszkania.

***

    Miałam przejść przez ulicę, gdy zobaczyłam Jorge'a idącego z Blair. Trzymał rękę na jej smukłych plecach i prowadził do jego czarnego, eleganckiego samochodu. Ona się uśmiechała, natomiast jego twarz była nieprzenikniona. Zaszokowana nie mogłam się ruszyć, ani odwrócić wzroku. Stałam na środku zatłoczonego chodnika, a mój żołądek zwijał się z żalu, złości i gniewu. Czułam się tragicznie.
      Blanco otworzył przed blondynką drzwi od strony pasażera. Zanim wsiadła do środka, dłonią musnęła jego policzek. Jego reakcja zaskoczyła mnie. Poczułam jak robi mi się nie dobrze, na widok jego szelmowskiego uśmiechu. 
      Mężczyzna obszedł samochód, ani razu nie spoglądając w moją stronę. Nie minęła ani minuta, a zniknęli na końcu ulicy. Kiedy oszołomienie minęło, wygładziłam spódnicę, wzięłam głęboki oddech i jak gdyby nic się nie wydarzyło, spokojnym krokiem ruszyłam w stronę wejścia do budynku. 
     
     Odpowiadanie na maile i dzwonienie do kilku miejsc trochę oderwało moje myśli od tego, co się wydarzyło podczas ostatniej doby. Po jakiejś godzinie od mojego przybycia, usłyszałam dźwięk windy. Jej drzwi się rozsunęły. Podniosłam wzrok znad monitoria i moim oczom ukazał się nie kto inny jak Jorge.
     Miał na sobie nieskazitelny ciemny dwurzędowy garnitur, idealnie zestawiony z odrobiną koloru w postaci czerwonego, jedwabnego krawata. Wydawał się spokojny i rozluźniony. Natomiast ja cała się spięłam.
     - Dzień dobry, panie Blanco - wróciłam do napoczętego e'maila, mając cichą nadzieję, że powita mnie wyłącznie krótkim skinieniem głowy.
     Tymczasem on podszedł do mojego biurka, oparł się dłońmi o jego blat i cierpliwie czekał, aż odwrócę wzrok od monitora.
     - Czyżby? Dzień dobry, panno Stoessel? Byłby dobry, gdybyś odbierała moje telefony - rzucił z wyrzutem, na co zmierzyłam go zimnym spojrzeniem.
     - Odebrałabym, gdybym była pewna, że to ty dzwonisz, a nie Blair - odparłam z ulgą stwierdzając, że głos mi nie drży.
     Szatyn kilkakrotnie zamrugał powiekami, nie wiedząc co powiedzieć. Uśmiechnęłam się triumfalnie. Gdy po chwili otrząsnął się z zaskoczenia, wszedł do swojego biura, z głośnym hukiem zatrzaskując za sobą drzwi.

     Po kilku godzinach pracy przy komputerze, drzwi windy ponownie się otwierają. Wzięłam głęboki oddech przed odwróceniem się do gościa z wymuszonym uśmiechem. Nie spodziewałam się ujrzeć Diego'a z dwoma parującymi kubkami, które trzymał w rękach.
     - Cześć, Tini - postawił kubki na moim biurku. - Cafe latte dla ciebie i czarna kawa dla mnie - wiedział dokładnie co lubię.
     - Dziękuję.
     - Nie ma za co - sięgnął do swojej torby. - Tu jest poczta dla Jorge'a. Niestety przyszedłem tylko, żeby Ci to dać. Muszę już iść. Przełożony na mnie czeka.
     - Nie ma sprawy. Jeszcze raz dziękuję za kawę. Do zobaczenia - uśmiech zniknął z mojej twarzy, dopiero, gdy drzwi windy się za nim zamknęły.
     Poczta. A to oznacza, że muszę do niego iść. Przełknęłam głośno ślinę. Nie miałam na to ochoty, ale jeśli muszę oprócz listów dam mu coś jeszcze.
     Otworzyłam szafkę i wyciągnęłam z niej torebkę, w której znajdowała się teczka z wypowiedzeniem i kluczyki do mieszkania szatyna. Złożyłam dokument i włożyłam go do pustej koperty wraz z kluczykami. Bransoletkę, która obecnie ozdabiała mój nadgarstek, postanowiłam sobie zostawić.
     Odetchnęłam głęboko kilka razy, zapewniając samą siebie, że dobrze robię. Wstałam z krzesła, podeszłam pod szklane drzwi biura Jorge'a i nacisnęłam klamkę. Wchodząc do środka, czułam jak mój żołądek wywraca się do góry nogami.
     Mężczyzna podniósł głowę znad papierów i spojrzał na mnie pytająco.
     - Poczta - odparłam, wzruszając ramionami.
     Podeszłam bliżej niego i położyłam mu na biurku kilka kopert. Ku mojemu niezadowoleniu, zaczął je przeglądać. Jak mogłam się domyślić, zaciekawiła go ta, która nie była zaadresowana. Otworzył ją, wysypując zawartość na blat.
     - Co to jest? - zapytał, nie odrywając spojrzenia od złożonej kartki.
     - Kluczyki - odpowiedziałam, wykorzystując to, że na mnie nie patrzył.
     Na jego twarzy zauważyłam cień zarostu. Zaskoczył mnie. Do tej pory był zawsze idealnie ogolony. Marynarka wisiała na oparciu jego krzesła. Rękawy białej koszuli były lekko podwinięte, a krawat poluzowany.
     - Nie o nie mi chodzi - gdy tylko rozłożył wypowiedzenie, jego twarz stała się kredowobiała. Przez chwilę patrzył to na mnie, to na dokument, nie mogąc zdecydować co bardziej go wytrąciło z równowagi.
     - Nie możesz odejść.
     - Nie? To patrz - odwróciłam się na pięcie, z zamiarem wyjścia z pomieszczenie.
     Niestety Jorge był szybszy. Zanim zdążyłam podejść do drzwi, podszedł do mnie, a jego ręka zacisnęła się wokół mojego ramienia, brutalnie mnie odwracając. Straciłam równowagę, uderzając w jego klatkę piersiową. Wykorzystał to, zawijając dłonie wokół mojej talii. Podniosłam głowę i spojrzałam prosto w jego szmaragdowe oczy.
     - Zostaw mnie.
     - Najpierw mnie wysłuchaj.
     - Nie. Puść...
     Nagle pocałował mnie. Jego miękkie usta przywarły do moich. Zanim zorientowałam się, co się dzieje wzmocnił uścisk tak, żebym nie mogła się ruszyć. Nie mogłam go powstrzymać. Przez krótką chwilę nawet nie chciałam. Zaczęłam też chyba przez ułamek sekundy odwzajemniać jego pocałunek, ponieważ przyciągnie między nami było ogromne.
     Było w tym coś desperackiego. Jakby mnie potrzebował, bez względu na wszystko, właśnie teraz. Jednak to był koniec, te drzwi zostały zamknięte. Nie miało znaczenia, ze byłam w nim szaleńczo zakochana. Liczyło się to, że mnie oszukał. 
     Położyłam ręce na jego twarzy i spróbowałam go od siebie odsunąć. 
     - Jeszcze nie skończyłem...
     - Ale ja tak! - rozwścieczona strzeliłam go w twarz z całej siły, aż odwrócił głowę. - Puść mnie. Nie chcę Cię więcej widzieć. Chcę żebyś wiedział, że sam jesteś sobie winien. To przez to jak mnie cholernie źle potraktowałeś, rozwaliłeś moje serce na milion małych kawałeczków.
     - Przestań - jego głos był cichszy niż szept.
     - Nie, to ty przestań.
     - Martina, proszę. Nie odchodź. Zostań. Potrzebuję cię.
     - Tak jak wczoraj potrzebowałeś towarzystwa Blair - zadrwiłam. - To koniec. Nie dzwoń do mnie, nie przychodź. Zachowuj się tak jakbyśmy się nigdy nie spotkali - to mówiąc, zostawiłam go samego z czerwonym śladem na policzku.
___________
W końcu. Nie miałam w ogóle na niego pomysłu. Przyznam się, że źle mi się go pisało, dlatego nie zdziwię się, gdy wam się nie spodoba.

17.08.2015

Capitulo 45

Rozdział dedykuję Sheili

       Odwróciłam się, aby móc spojrzeć jej prosto w twarz.
     - No co? Nie możesz mieć o to do mnie pretensji - jej uśmiech złagodniał. - Jest piękny i bogaty. To połączenie, któremu nie można się oprzeć.
     - Czy ja się nie przesłyszałam? Czyli zależy ci tylko na jego pieniądzach - prychnęłam z odrazą, kręcąc głową.
     - Nie. Tu nie chodzi o pieniądze, a o jego sposób bycia. 
     - Miał ci się oświadczyć.
     - Tak, a ja głupia uciekłam. Uważam to za największą pomyłkę swojego życia - oznajmiła, sięgając dłonią do szyi, dotykając jej długimi palcami. - Byłam młoda i w pewien sposób Jorge mnie przerażał. Ale dopiero we Francji zdałam sobie sprawę, że popełniłam ogromny błąd.
     - I przyjechałaś tutaj, chcąc go naprawić? 
     Jej odpowiedź była szybka:
     - Tak.
     - Zdajesz sobie sprawę, że on ma dziewczynę?
     - To nie jest dla mnie problemem. Powinnaś wiedzieć, Martino - zaczęła, patrząc na mnie dużymi, jasnoniebieskimi oczami - że Jorge powiedział mi jak ważną rolę odgrywasz w jego życiu. Jednak to mi wcale nie przeszkadza. Już raz mnie pokochał, drugi to tylko kwestia czasu - gdy tylko te słowa opuściły jej usta, zamarłam.
     Nie byłam w stanie wydusić ani słowa. Blair zaskoczyła mnie. Chciałam być silna. Chciałam pokazać blondynce, że jej słowa nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Ale nie potrafiłam tego zrobić. Jedyne na co było mnie stać, to odejść i zachować resztki godności.
     - Przepraszam - rzuciłam i rozejrzałam się za ukochanym.
     Po chwili dostrzegłam go przy barze. Ruszyłam więc w tamtym kierunku. 
     Dotarłam do niego akurat w momencie, kiedy odwracał się od barmana z dwiema szklaneczkami w dłoniach. Złapałam jedną z nich i wychyliłam z takim rozmachem, że zabolały mnie zęby, gdy uderzyły o nie kostki lodu.
     - Tini - zaczął z nutką napomnienia, chociaż na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
     - Wychodzę - oznajmiłam beznamiętnie, odstawiając pustą szklankę na ladę. 
     Jorge gwałtownie nabrał powietrza, a jego twarz stała się bledsza. Chociaż może to wina oświetlenia...
     - Co? Dlaczego? Zrobiłem coś nie tak?
     - Nie, Jorge, nic nie zrobiłeś - zadrwiłam.
     - O co ci chodzi? - złapał mnie za ramię.
     - O co mi chodzi? To nie ja cię okłamuję. Mówiłeś, że związki to nie twoja bajka. Że nigdy wcześniej żadna kobieta, nie wyzwoliła w tobie takich emocji jak ja. A właśnie przed chwilą dowiedziałam się, że prawie się zaręczyłeś.
     Teraz miałam pewność, że to nie światło sprawiło, ze twarz szatyna stała się kredowobiała. Zacisnął zęby i spojrzał za mnie, wściekle lustrując kogoś wzrokiem. Mogłam się domyślić, że chodzi o Blair.
     - Martino - w jego ustach moje imię brzmiało spokojnie i zmysłowo. - Ja... ja nie potrafię Ci tego wyjaśnić - podszedł bliżej i końcówkami palców przesunął po moim ramieniu. 
     Pod wpływem jego dotyku, na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Prawie poddałam się temu uczuciu, jednak w ostatniej chwili zdążyłam się opamiętać. Zmierzyłam go wzrokiem i odsunęłam się minimalnie. 
     - Nie rozumiem co mi chcesz wyjaśniać. To jest proste. Okłamałeś mnie - powiedziałam z wyrzutem.
     - O co ci chodzi, Tini? - złapał moje ramię. - To nie jest powód, byś tak po prostu wyszła.
     - Nie jest? - wpatrywałam się w miejsce, w którym jego ręka mnie trzymała. - Ufałam ci. Obiecałeś, że mnie nie skrzywdzisz. 
     - Nie skrzywdziłem Cię - jego twarz była opanowana, a głos cichy i spokojny. 
     Gdyby ktokolwiek przyglądał się naszej rozmowie, nie byłby w stanie domyślić się, jak wielkie napięcie rosło między nami. Ale ja widziałam furię w jego oczach. 
     - To dlaczego czuję się wykorzystana i niepotrzebna? - zapytałam, po dłuższej chwili wahania. 
     - Tyle razy ci powtarzałem, że cię potrzebuję. Blair to przeszłość - przerwał, by po chwili dodać: -Tylko ty się liczysz.
     - Ale to nie zmienia faktu, że mnie okłamałeś. W tej chwili nie mogę na ciebie patrzeć. Przykro mi - odwróciłam się i prawie biegiem ruszyłam ku wyjściu.
     Tym razem mnie nie zatrzymał. Jego dłoń nie odnalazła mojego ramienia. Z jednej strony byłam za to wdzięczna. W końcu sama tego chciałam. Ale z drugiej strony coś mnie zabolało.
     Pozwoliłam, by łzy opuściły moje oczy, zmywając makijaż. Czarne smugi spływały po moich policzkach, aby po chwili spocząć na moim ubraniu, zostawiając po sobie ciemne plamy. Zamglony wzrok utrudniał mi widoczność. Jednak to nie powstrzymało mnie przed opuszczeniem lokalu.

***

       Blair to przeszłość. Te słowa krążyły w mojej głowie od jakiś kilkudziesięciu minut. Tylko ty się liczysz. Tak bardzo chciałabym w to uwierzyć, ale nie potrafię.
     Strach jest silniejszy ode mnie. A jeżeli to wszystko kłamstwa? Jeżeli tak naprawdę byłam jakimś rodzajem pocieszenia? Nigdy nie powiedział mi co tak naprawdę do mnie czuje. Potrzebuję Cię. I nic więcej.
     Spojrzałam w lustro. Opuszkami palców dotknęłam swojego policzka. W odbiciu widziałam zupełnie inną osobę. Nie byłam tą samą Martiną. Odkąd poznałam Jorge'a stałam się bardziej pewna siebie, świadoma swoich kobiecych wdzięków. Wcześniej nie zależało mi na zwróceniu uwagi płci przeciwnej. Wręcz przeciwnie. Starałam się być jak najmniej widoczna.
     - Martina? Wszystko w porządku?
     - Tak - podeszłam do drzwi, otworzyłam je i wyszłam na korytarz, stając przed szatynem. - W jak najlepszym.
     - Na pewno? - zapytał, a ja nie mogłam go siebie dłużej oszukiwać.
     Po raz kolejny tego wieczoru dałam upust swoim emocjom. Mężczyzna widząc to, otoczył mnie ramionami. Słone łzy moczyły jego koszulę, ale nie skomentował tego. Jedną dłonią przyciskał mnie do siebie, a drugą delikatnie gładził mokre włosy.
      - Będzie dobrze.

***

     Siedziałam na kanapie, trzymając w dłoni kubek z gorącym kakao i czekałam, aż Clement skończy rozmawiać przez telefon. Gdyby nie on i jego refleks prawdopodobnie by mnie tutaj teraz nie było.

     Będąc już na zewnątrz klubu, zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu jakiejś taksówki. Dostrzegłam jedną po drugiej stronie jezdni. Ruszyłam w tamtym kierunku, nie rozglądając się. Czego po chwili pożałowałam.
     To działo się zbyt szybko. Nie zdołałam nawet zrobić trzech kroków, gdy usłyszałam ostry pisk opon samochodu, który potrąciłby mnie, gdyby nie czyjaś ręka, która mnie w porę odciągnęła. W powietrzu rozbrzmiał głośny dźwięk klaksonu, który ranił moje uszy jeszcze bardziej niż głośna muzyka wewnątrz klubu.
     - Co ty robisz?! - uderzyło mnie mocne uczucie, że gdzieś już kiedyś słyszałam te słowa, w podobnej sytuacji.
     To był moment, w którym poznałam Jorge'a. To on skierował w moją stronę te same słowa. Na to wspomnienie łzy zaczęły szybciej toczyć się po mojej twarzy, chociaż nie sądziłam, że jest to możliwe. 
     - Przepraszam - wymamrotałam, nie przestając płakać.
     Mężczyzna, który mnie uratował, odwrócił mnie twarzą do siebie. Odgarnął włosy z twarzy i uniósł podbródek.
     -  Martina?

     - Martina? O czym myślisz? - zapytał, chowając telefon do kieszeni.
     - Chyba raczej o kim - poprawiłam.
     - Zadzwoń do niego.
     - To chyba nie jest najlepszy pomysł - burknęłam.
     - Zadzwoń do niego - powtórzył, podając mi mój telefon.
     Westchnęłam z rezygnacją i w kontaktach wyszukałam Jorge'a. Przed naciśnięciem słuchawki, zawahałam się. Co ja mam mu tak naprawdę powiedzieć? Tymczasem Clement widząc, że chcę zrezygnować z jego pomysłu, kliknął zadzwoń za mnie.
      Nie mogąc już tego cofnąć, przyłożyłam telefon do ucha. Po trzech sygnałach ktoś odebrał.
     - Halo?
    Ale to nie był mój ukochany. 

8.07.2015

Capitulo 44


Rozdział dedykuję Crazy D. ♥

     Moja uwaga wyostrzyła się, gdy zobaczyłam dokąd zmierzamy. Kobieta stojąca obok Kenedy, gdy kątem oka zauważyła Blanco, odwróciła się twarzą w jego stronę. 
     Poczułam jak przedramię mojego ukochanego zesztywniało pod moimi palcami w chwili, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Od razu wiedziałam dlaczego. Kimkolwiek była ta dziewczyna, była głęboko zakochana w Jorge'u. Miała to wypisane na twarzy. Jej nieziemsko błękitne oczy mówiły same za siebie. 
      Jej piękno było powalającego. Tak wyszukane, że aż nierealistyczne. Jasne włosy, gęste i kręcone sięgały jej do ramion. Sukienka miała ten sam chłodny odcień co jej oczy. Jej skóra była naturalnie opalona na złoty kolor, a ciało smukłe, o perfekcyjnych liniach.
     - Blair - przywitał ją, a naturalna chrypka w jego głosie stała się jeszcze wyraźniejsza. 
     Puścił mnie i chwycił jej dłonie. Zabolało. 
     - Nie mówiłaś, że wracasz. 
     - Nie chciałam Ci mówić o tym przez telefon. To miała być niespodzianka - kąciki jej ust uniosły się, tworząc niewielki uśmiech. 
     W tamtym momencie czułam się niepotrzebna, zbędna. Myślałam, że jestem jedyną kobietą, z którą szatyn chce na prawdę być. Ale patrząc na tą dwójkę, miałam wrażenie, że nic poza nimi się nie liczy. Musiałam przyznać, że pasowali do siebie. Razem tworzyli niesamowitą parę. Poczułam ukłucie zazdrości. Całkowicie ignorowali obecność innych ludzi, a moją w szczególności, przez co czułam się fatalnie. Co ja sobie myślałam? Że będę tą jedyną? Zamknęłam oczy, wybuchając gorzkim śmiechem. 
     Mój śmiech najwyraźniej przypomniał szatynowi o mojej osobie, bo puścił dłonie blondynki i przyciągnął mnie do siebie. 
     - Blair, to jest Martina. Martina, to jest Blair, moja była dziewczyna.
     - Przyjaciele Jorge'a są moimi przyjaciółmi - powiedziała z uśmiechem.
     - Mam nadzieję, ze dotyczy to także jego dziewczyn - jej uśmiech nieco zbladł.
     - Zwłaszcza dziewczyn - wycedziła. - Pozwolisz, że porwę go na parkiet. Tak dawno z nim nie tańczyłam.
     - Oczywiście - mój głos, o dziwo, był spokojny. 
      Ja wręcz przeciwnie. W środku cała wrzałam z emocji, głównie negatywnych. Jorge wziął Blair pod ramię i odszedł z nią w stronę tańczącego tłumu, zostawiając mnie w towarzystwie Kenedy. Cała sytuacja była niezwykle krępująca. Dziewczyna, stojąca obok mnie, wyglądała na mocno zdołowaną. 
     Przyjrzałam się jej uważniej i wtedy zrozumiałam skąd ta nowa fryzura. Blair miała prawie identyczną. Jedyną różnicą było to, że włosy Kenedy były idealnie proste. O dziwo, współczułam jej. 
     Stałyśmy chwilę w ciszy, wymieniając niezręczne spojrzenia, gdy w końcu postanowiłam się odezwać:
     - Do twarzy ci w nowej fryzurze. 
     Spojrzała na mnie, zaciskając mocno usta. Jednak po chwili westchnęła z rezygnacją i przeczesała je palcami.
     - Dziękuję, ale Jorge pewnie tego i tak nie zauważył. I nie zauważy od kiedy ona postanowiła wrócić.
     - Nie rozumiem. 
     - Mówię o Blair - przyjrzała się badawczo mojej twarzy. - To ty nie wiesz co pomiędzy nimi było. Ona i Jorge byli o krok od zaręczyn - wyszeptała.
     - Nie wiedziałam o tym - odparłam, kręcąc głową. 
     Czułam jak cała energia ze mnie wyparowuje. Okłamał mnie. Mówił, że nie bawi się w związki. Że jestem jedyną kobietą, która może liczyć na zaangażowanie z jego strony. Że nigdy wcześniej z żadną nie był.
     - Kiedy w końcu Jorge miał się zdecydować na ten krok - ciągnęła - Blair zerwała z nim i uciekła z bogatym francuzem do Europy - nie wiem dlaczego, ale w tym momencie przyszedł mi do głowy Clement. Czy to dlatego Jorge tak bardzo go nienawidzi? Bo to on ukradł mu dziewczynę? - Ale ich związek nie potrwał długo. Po kilku tygodniach postanowili się rozstać. Blair długo zwlekała z powrotem. Ale jak widać w końcu postanowiła wrócić, naprawić swój błąd i spróbować jeszcze raz. Matka Jorge'a ma jej to za złe. Jednak jego ojciec nadal ją uwielbia, dlatego podczas twojego pobytu w ich domu, mogłaś odnieść wrażenie, że woli ciebie niż mnie. To jednak tylko gra. Jego faworytką jest nasza kochana blondi. Za to Ruggero nie przepada za żadną dziewczyną swojego brata. Oprócz ciebie. 
     Poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Na myśl przychodziło mi jedno - to wszystko było niczym jakiś chory konkurs. Każdy z członków rodziny Blanco ma swoją faworytkę. Wyboru może jednak dokonać tylko Jorge. Jak na razie jestem na przegranej pozycji. 
     Skierowałam spojrzenie w stronę parkietu - mężczyzna mojego życia w mocnym uścisku, wirujący z kobietą, którą musiał kiedyś kochać. Zraniła go i od tego czasu nie jest zdolny do miłości. Ale teraz wróciła i pragnie go odzyskać.
     Skręcało mnie z zazdrości, gdy widziałam ich przytulonych do siebie. Ona roześmiana z rękoma zarzuconymi na jego szyję, nachylała twarz jak najbliżej jego, a on trzymał dłonie niebezpiecznie nisko na jej plecach. Nawet ze mną tak nie tańczył. Wtedy przypomniałam sobie o tajemniczych telefon. Pewnie były od niej. 
     Odwróciłam od nich wzrok i ponownie dzisiejszego wieczoru przyjrzałam się Kenedy. Stała obok mnie w milczeniu i podobnie jak ja przed chwilą przypatrywała się tańczącej parze. Widoczne na jej twarzy przygnębienie było równie wielkie jak moje, co uświadomiło mi, jakim zagrożeniem dla mojego związku może stać się Blair. Czy przez ten cały czas na prawdę marzył tylko o niej? Czy to ona spowodowała, że nie dopuszczał do siebie zbyt blisko innych kobiet? 
     Chciałam stąd wyjść. Po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść. Chciałam, żeby Jorge uświadomił sobie, że zniknęłam. Żeby poczuł potrzebę ruszenia za mną, znalezienia mnie. Chciałam, aby odczuł chociaż odrobinę tego bólu, który ja czułam, wywołanego przez wyobrażenie, że czułam się niepotrzebna. 
     Nagle ktoś dotknął mojego ramienia. To była Kenedy. 
     - Powinnaś usiąść. Jesteś bardzo blada - wiedziałam, że oddycham zbyt gwałtownie, a mój puls niebezpiecznie przyspieszył. 
     - Masz rację - przytaknęłam i skierowałam się w stronę naszego stolika, zostawiając ją samą. 
     - Czyż oni nie wyglądają wspaniale? - podsłuchałam rozmowę dwójki przypadkowych osób. - Idealnie się do siebie dopasowali. 
     Ucisk w żołądku sugerował mi, że mogli rozmawiać o Jorge'u i Blair. Nie chcąc tego dłużej słuchać, przyspieszyłam.        

***

     - Tu się schowałaś. 
     Uniosłam wzrok na stojącego nade mną Jorge'a. Oczywiście Blair nadal była uwieszona jego ramienia i po raz kolejny musiałam zobaczyć, jak efektownie wyglądają jako para. Byli po prostu niewyobrażalnie piękni. 
     Blondynka usiadła obok mnie, a Jorge pogładził mój policzek koniuszkami palców. 
     - Idę tylko po drinki. Zaraz wrócę. 
     - Bardzo się cieszę, że cię poznałam, Martino - powiedziała, gdy tylko szatyn zniknął nam z oczu. Miałam wrażenie, że nie mówiła tego szczerze. - Jorge tyle mi o tobie opowiadał.
     - Nie zdążył chyba za wiele powiedzieć. Nie było was tylko chwilę. 
     - Rozmawiamy ze sobą niemal codziennie - uśmiechnęła się, a ja dostrzegłam w jej uśmiechu cień złośliwości. - Jesteśmy przyjaciółmi od dawna. 
     - Słyszałam, że byliście nawet więcej niż przyjaciółmi - zadrwiłam, kręcąc głową. 
     Blair zareagowała na ten komentarz grymasem niezadowolenia, a mnie przyszło do głowy, że zamierzała ukryć przede mną prawdę o niej i o moim szefie. Zastanawiałam się czy to była wyłącznie jej decyzja czy może robiła to na prośbę Blanco'a. A może oboje zdecydowali, że nie powinnam się o tym dowiedzieć? Skąd brały się te wszystkie gierki i tajemnice, jeśli rzekomo nie mieli nic do ukrycia?
     - Tak, masz rację - przyznała z wyraźną niechęcią. - Ale to było tak dawno temu. 
     - Nadal go kochasz - to nie było pytanie, jednak blondynka postanowiła na nie odpowiedzieć. 
     - Tak. 
__________
Witam was w środowy poranek :D
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał ♥
Poznajecie nową postać - Blair.
Oj namiesza dziewczyna :D