4.08.2016

Capitulo 54


Odsyłam was do kilku ostatnich komentarzy pod poprzednią notką ;)
Chcę wiedzieć co wy na ten temat sądzicie.

     Odgłosy klaksonów samochodowych wyrwały mnie ze snu. Otworzyłam jedno oko. Słońce ciepłymi promieniami wlewało się przez okno do pokoju. Przewróciłam się na drugi bok, chcąc jeszcze chwilę pospać, jednak przez dźwięki korku ulicznego nie było mi to dane. Podniosłam leżący na szafce telefon i spojrzałam na jego wyświetlacz. Pod zegarkiem, który wyświetlał godzinę dziesiątą, ujrzałam powiadomienie o nieodebranym SMS-ie. Weszłam w niego, nie patrząc na nadawcę. Moim oczom ukazały się trzy krótkie słowa, w które nie mogłam przestać się wpatrywać.  

     Miłego dnia, skarbie. 

     S k a r b i e. To słowo odbijało się echem w mojej głowie przez kolejne kilka minut. Nie spodziewałam się, że do mnie napisze. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że wczorajszy wieczór nie był tylko snem. Powoli zaczęły do mnie napływać obrazy z naszego spotkania. 
     Jego wyznania. 
     Moja ucieczka, jeśli mogę tak to nazwać. 
     Jego zapewnienie, że chce naszego dziecka.
     Zaczęłam mu odpisywać, ale po chwili pokręciłam głową i wszystko skasowałam. Gdzieś wewnątrz mnie chciałam mu wybaczyć, ale bolało mnie to, że przespał się z Blair. Na samą tylko myśl, że ją dotykał, czułam obrzydzenie. Ta rana była zbyt świeża, bym mogła o niej tak po prostu zapomnieć. 
     Z ogromnym wysiłkiem podniosłam się z łóżka. Od razu przebrałam się w tak zwane ubrania po domu - zwykłe czarne leginsy i jeszcze zwyklejszy jednokolorowy, znoszony już T-shirt. Nie zerknęłam w ozdobne lustro, zamontowane na drzwiach szafy. Dokładnie widziałam co w nim zobaczę. Martinę Stoessel, niczym się nie wyróżniającą, zwykłą szatynkę. Dziewczynę, która tylko chciała znaleźć miłość swojego życia. Dziewczynę, która była zakochana po uszy we własnym aroganckim szefie, który przysporzył jej niemało cierpienia, ale pomimo tego, nie potrafiła przestać o nim myśleć. 
    Wczoraj ten szef wyznał, że mnie kocha. Ja na temat moich uczuć nie powiedziałam mu nic. Nie potrafiłam. Owszem, później dałam się ponieść emocjom. Wciąż czułam smak jego wilgotnych ust. Ale to nie znaczy, że o wszystkim od razu zapomnę. 
    Bez pośpiechu zaparzyłam herbatę i zrobiłam śniadanie. Nie skupiałam myśli na niczym konkretnym. Można powiedzieć, że miałam pustkę w głowie i wcale mi to nie przeszkadzało. 
     Usiadłam na krześle. Na stoliku przede mną leżała kanapka, a obok niej laptop. Załączyłam urządzenie, jednocześnie jedząc. Tyle razy w szkole powtarzali nam, by nie jeść przed komputerem, ale kto by się tym przejmował.
     Weszłam na popularną stronę z ogłoszeniami o pracy. Wybrałam właściwą dla siebie kategorię i zaczęłam przeglądać liczne oferty. Przez ostatnie kilka tygodni znajdywałam sobie wymówki, by tego nie robić. Ale pora w końcu przestać i coś znaleźć, bo niedługo nie będę miała czym płacić za rachunki.  
     Wykonałam kilka telefonów. Parę firm było mną zainteresowanych, więc od razu umówiłam się z nimi na rozmowy kwalifikacyjne. Jedna z nich nie chciała czekać ani dnia dłużej, więc za kilka godzin czekała mnie pierwsza z nich. Zadowolona, że zaczynam coś robić ze swoim życiem, zabrałam się za domowe porządki.

***

     Stałam przed lustrem, oglądając się z każdej strony. Miałam jeszcze trochę czasu do wyjścia. Wygładziłam czarną, plisowaną spódniczkę i poprawiłam kołnierzyk prostej, białej koszuli. Mojego stroju dopełniły czarne szpilki i bransoletka od Jorge'a, którą rzadko kiedy ściągałam. Byłam do niej przywiązana.
     Zgarnęłam jeszcze z komody złote kolczyki i zapinając jeden z nich, przeszłam do salonu. Nie spodziewałam się ujrzeć, siedzącego wygodnie na kanapie, Jorge. Dlatego gdy go zobaczyłam, potknęłam się, a moja noga wygięła się pod dziwnym kątem. Syknęłam z bólu. Szatyn spojrzał na mnie i widząc co się właśnie stało, wstał i szybko do mnie podszedł. Złapał mnie pod ramię i pomógł w dojść do sofy. 
     Uklęknął przede mną, zdjął szpilkę z mojej nogi i ujął ją w obie dłonie, oglądając ją dokładnie.
     - Jak tu wszedłeś? 
     - Zaczyna puchnąć - stwierdził, ignorując moje pytanie. - Ale przeżyjesz. Wygląda na zwyczajne skręcenie, chociaż nie zaszkodzi by obejrzał to lekarz. 
     - Poradzę sobie jakoś.
     - Miałaś udany dzień? - zapytał, odrywając wzrok od mojej kostki.  
     - Owszem, dopóki się tutaj nie pojawiłeś.
     - Przykro mi - spojrzałam mu prosto w oczy. 
     Oczy, które sprawiały, że uginały się pode mną kolana za każdym razem, gdy na mnie patrzył. Oczy, w których krył się smutek. 
     - Och, nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało - zaśmiałam się i poruszyłam kostką, by pokazać mu o co mi chodzi. 
     Skrzywiłam się. To jednak nie był dobry pomysł.
     - No tak - pokiwał głową i zaczął pocierać ręką moją nogę, jakby chcąc sprawić by ból zelżał. - To z dzisiejszej kolacji nic nie wyjdzie. Ale może jutro?
     - Kolacja brzmi nieźle. A teraz powiesz mi jak tu wszedłeś?
     - To będzie moja tajemnica - widząc jego szelmowski uśmiech, mimowolnie się uśmiechnęłam. 
     Był taki rozluźniony. Brakowało mi tego od dłuższego czasu. 
     - Jorge!
     - No co? Masz może jakiś lód? - mistrz zmiany tematu. 
     - W zamrażalce powinny być jakieś mrożonki. 
     Wstał i na chwilę zostawił mnie samą. W tym czasie obejrzałam moją kostkę. Przez najbliższe kilka tygodni mogę zapomnieć o szpilkach. 
      Mężczyzna wrócił z paczką mrożonych truskawek w ręce. 
     - Niczego lepszego nie znalazłem - powiedział i położył paczkę na opuchliźnie. - Mogę wiedzieć gdzie się wybierałaś?
     - Nie ważne - nie chciałam mu tego mówić.
     - Tini, znowu zaczynasz? - westchnęłam zrezygnowana. Czy on musi o wszystkim wiedzieć?
     - Ja... szukam nowej pracy. Jestem umówiona na spotkanie - jego twarz stężała, a ja automatycznie pożałowałam swojej szczerości. 
     - Wiesz, że dalej możesz pracować u mnie. 
     - Nie wiem czy bym potrafiła - odparłam cicho.
     - Nie będę cię do niczego zmuszał, ale pamiętaj, że w mojej firmie zawsze znajdzie się dla ciebie miejsce. 
     - Dziękuję - rzuciłam słabo. 
     - To na którą masz tą rozmowę?
     Spojrzałam na zegarek na jego ręce.
     - Za jakieś pół godziny. 
     - Podwiozę Cię. Nie wiem czy w tym stanie dasz radę dojść tam sama. Podaj mi tylko adres.


Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba. Dzisiaj nie będę się rozpisywać. 
Do następnego :*
KOCHAM WAS ♥ ♥

22.06.2016

Ważne info

     Rozdział nie pojawi się jeszcze przez tydzień. Miał być w ten piątek, ale blogger zawalił i usunął mi cały rozdział. Wystarczyło go tylko trochę poprawić. Jestem strasznie zła. Siedziałam nad nim kilka ostatnich dni, ale nic nie zrobię :( 
     Mam nadzieję, że zrozumiecie i poczekacie jeszcze tydzień. 
     Kocham Was ♥♥♥

17.04.2016

Capitulo 53

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjh-phFyFKwJrHDDJde1QE7haK-Mh_wmdCHxNmbxQZbfjL2i_zHsiJrxF7Blvq7TAnFOiP5Z6dLIfeyPT4uEWiEOgE9cJ-gbaJ3xFLl7VLg1efE4GXgegj_tPHY93H2SKmYDYRZ5Hl_wbg/s1600/tumblr_nqluxnzc0x1t34wjao3_400.gif
     Rozdział dedykuję Kate
 
     Moje serce przestało bić, a w płucach zabrakło powietrza. Czułam się jakby ktoś zadał mi cios, od którego straciłam zdolność oddychania.    
     - Proszę, powiedz, że żartujesz - powiedziałam, zabierając swoją dłoń z jego.
     - Chciałbym - wyszeptał, uciekając wzrokiem przed moim spojrzeniem, przepełnionym niewyobrażalnym bólem. - Mówię Ci to, bo chcę oczyścić między nami atmosferę.
     - Równie dobrze mogłeś mi w ogóle tego nie mówić - zdołałam wydusić przez boleśnie zaciśnięte gardło.
     Zdrada była tak okrutnie perfidna, że nie potrafiłam dopuścić do siebie myśli, że to się dzieje naprawdę. To niemożliwe. Jednak z każdą kolejną chwilą, gdy dłużej wpatrywałam się w siedzącego naprzeciw mężczyznę o nieprzeciętnej urodzie, prawda powoli do mnie docierała, rozdzierając mnie od środka.
     - Źle się z tym czułem - przyznał. - Pewnie uważasz, że jestem draniem bez serca. Po części się z tobą zgadzam. Ale staram się jak mogę by Cię odzyskać. Nie cieszysz się z tego, że przyznałem Ci się do błędu? Że zamiast ukryć prawdę, dzielę się nią z tobą?
     - Och, czyli teraz z wdzięczności mam Ci się rzucić w ramiona? - prychnęłam.
     - Proszę, nie utrudniaj mi tego - jego szczęka mocniej się zacisnęła.
     - Jak mogłeś? - odparłam z wyrzutem. - Następnym razem kiedy nie będzie się między nami układało, również rzucisz się w ramiona pierwszej lepszej?
     Jego twarz spochmurniała. Nie zaprzeczę, że nie czułam satysfakcji na widok skruchy i udręki, która położyła się cieniem na jego twarzy.
     - Tini, to nie tak.
     - W takim razie jak?
     - Ja... ja cię kocham - wymamrotał.
     Od dawna marzyłam, by usłyszeć z jego ust te dwa słowa. Teraz jednak, kiedy padły, znaczyły tak niewiele.
     - Mówisz mi to, bo tak naprawdę czujesz czy robisz to po to, żeby mnie zatrzymać?
     Jego oczy zrobiły się okrągłe jak spodki.
     - Jak możesz tak nawet myśleć? Nigdy nie wyznałbym komuś takich słów w wyniku desperacji. Ja naprawdę coś do ciebie czuję. Niezależnie od tego, jakie to może budzić wątpliwości, proszę, nie umniejszaj moich uczuć do ciebie. Ja naprawdę cię kocham.
     - Jakoś trudno mi w to uwierzyć - potrząsnęłam głową i wstałam z krzesła, gotowa opuścić lokal.
     Nie mogłam dłużej słuchać jego wyjaśnień, kłamstw, próby złagodzenia napiętej atmosfery jaka była między nami.
     - Do diabła! - usłyszałam gniewne warknięcie szatyna za moimi plecami, a tuż po nim dźwięk odsuwanego krzesła.
    Przyspieszyłam kroku, będąc pewna, że jeśli się pospieszę to mnie nie zatrzyma. W końcu musiał jeszcze uregulować rachunek. Gdy otworzyłam z impetem drzwi, owionął mnie, dający ukojenie lekki wiatr. Wyszłam na zewnątrz i stanęłam pośrodku chodnika, dając sobie chwilę na zebranie myśli. W głowie miałam jeszcze większy mętlik, niż zanim tutaj przyszłam. Czułam się oszukana i upokorzona. Jak on mógł? Zamrugałam kilkakrotnie, starając powstrzymać się od wybuchnięcia płaczem. 
     Zaczęłam żałować swojej decyzji. Co ja sobie myślałam? Czego się spodziewałam? On nigdy się nie zmieni. Jego natura kobieciarza będzie dawała o sobie znać na każdym kroku. Teraz już wiedziałam, dlaczego Blair odebrała wtedy telefon. 
     Rozejrzałam się dookoła, poszukując taksówki. Na moje nieszczęście żadnej w pobliżu nie było. Westchnęłam zrezygnowana. Będę musiała wrócić do domu pieszo. Zaczęłam więc iść wolno w odpowiednim kierunku. 
     Tymczasem coś kazało mi spojrzeć za siebie. Gdy odwróciłam głowę, ujrzałam Jorge rozglądającego się nerwowo po ulicy. Skręciłam w pierwszą uliczkę, mając nadzieję, że nie zdążył mnie zauważyć. 
     - Tini! 
     Krzyknęłam zaskoczona, czując jego dłoń na ramieniu. Odwróciłam się w jego stronę.
     - Nie możesz po prostu odpuścić?
     - A co wtedy będzie ze mną? Z nami? Z naszym dzieckiem?
     Nie odpowiedziałam. Nie miałam na to siły.
     - Zamierzasz je usunąć? - zapytał cicho.
     Moja dłoń automatycznie powędrowała w stronę brzucha. Już dawno podjęłam tą decyzję. Nie wiadomo co by się działo, nie zabiłabym własnego dziecka.
     - Nigdy - odpowiedziałam pewnie.
     - To dobrze - pozwolił sobie na lekki uśmiech. - Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
     - Nic nie jest dobrze! Nie rozumiesz tego? Po raz kolejny mnie zraniłeś! - rzuciłam oskarżycielsko.
     - Żałuję tego.
    Machnięciem ręki zlekceważyłam jego słowa.
     - To nie wystarczy. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie Ci zaufać.
     - A myślisz, że mi nie jest ciężko - w jego oczach zapalił się płomień. - Myślisz, że nie boli mnie twój widok z innymi mężczyznami? Clement, Diego...
     - Ale ja nigdy z nimi nie spałam! - krzyknęłam, dając tym samym upust rozszalałym emocjom.
     Wtedy podszedł do mnie zdecydowanie, a ja instynktownie zrobiłam kilka kroków w tył, zanim nie uderzyłam plecami w ścianę budynku. Znalazłam się w potrzasku.
     Złapał mnie i otoczył moje rozdygotane ciało ramionami. Dotyk podziałał na mnie obezwładniająco. Próbowałam odsunąć go od siebie. Bezskutecznie. Zdruzgotana trwałam w jego objęciach.
     - Proszę, puść...
     Niespodziewanie uderzył swoimi wargami o moje, łącząc je w namiętnym pocałunku. Krew uderzyła mi do głowy. Jego dłoń sunęła od mojego biodra, przez zagłębienie w talii, aż w końcu dotarła do policzka, pieszcząc go delikatnie. Poczułam dreszcze na plecach - takie same, które czułam za każdym razem, gdy mnie dotykał. Moje ciało nie potrafiło mu się oprzeć. Była to moja słabość, której Jorge nie zawahał się wykorzystać. Zdecydowałam się na odwzajemnienie pocałunku. Nie miałam nic do stracenia. Smakowaliśmy nawzajem swój ból, smutek, gorycz i gniew.
     - Wybaczysz mi? - zapytał, na chwilę odrywając swoje usta od mojej twarzy.
     Tysiące myśli przebiegło przez moją głowę bardzo szybko. Kochałam go, ale w tej chwili nie chciałam o tym myśleć. W tej chwili nie liczyło się to co zrobił, to jak mnie ranił.
     - Nie wiem - mruknęłam i przyciągnęłam go mocniej do siebie.
    Desperacko pragnęłam jego bliskości. Czułam jego miękką skórę, wsłuchiwałam się w nierówne bicie serca. Zatopiłam dłoń w jego włosach, za którymi tak tęskniłam. 
    Mocniej zacieśnił uścisk na mojej talii. Ludzie przystawali i przyglądali się nam. Nie obchodziło mnie to. W tej chwili byliśmy tylko my.  

____________
Mam nadzieję, że nie jesteście źli za nieregularność w dodawaniu rozdziałów. Staram się jak tylko mogę, by znaleźć chwilę czasu na napisanie czegoś na bloga. Przepraszam za długość, ale chciałam jak najszybciej opublikować ten rozdział. Już i tak długo na niego czekaliście.

Dziękuję wszystkim, którzy tutaj są ♥
Kocham Was ♥

PS: Jeśli chcielibyście przypomnieć sobie początki historii Jortini z tego bloga to zapraszam na mojego WATTPADA, gdzie publikuje to opowiadanie od początku (trochę poprawione, ale treść pozostaje ta sama xD).