16.05.2015

Capitulo 42


Rozdział dedykuję Aleksandrze Wodzińskiej oraz Brithany, która razem ze mną napisała początek poniższego rozdziału. Dziękuję ♥

     Włożyłam czarne botki od Louboutina i spojrzałam na swoje lustrzane odbicie. Postawiłam na luźny ubiór, w końcu wybieram się do Lodovici. Nadal uważam dziewczynę za swoją przyjaciółkę, z drugiej strony myślę, jak musi być jej ciężko. Gdyby wtedy ten kretyn nie przyszedł do mojego domu - przeszło mi przez myśl.
    Chwyciłam torebkę i wyszłam na świeże powietrze. Zapowiadał się słoneczny dzień. Skierowałam się w stronę domu czarnowłosej, myśląc, jak się z tego wszystkiego wytłumaczyć. Z Diego łączy mnie wyłącznie przyjaźń i nic głębszego. Z mojej strony chłopak nie ma na co liczyć. Jednak Lodo... mam wrażenie, że jest nim nadal zauroczona, choć nie chce się do tego przyznać.
    Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam dom włoszki. Podeszłam bliżej. Zadzwonić czy nie? - podświadomość obudziła się w mniej odpowiednim momencie. W końcu odważyłam się przycisnąć pstryczek. Rozbrzmiał piskliwy odgłos dzwonka. Usłyszałam kroki, aż drzwi się otworzyły. W nich stanęła osoba, z którą okropnie bałam się rozmawiać. Nogi miałam jak z waty. Lodovica odchrząknęła i popatrzyła się na mnie spod byka. Przeczuwam, że raczej nie wpuści mnie do swojego mieszkania.
      - Cześć Lodo, przyszłam... - przerwała mi i otworzyła usta w celu mówienia:
      - Nie interesuje mnie, z jakiego powodu zawracasz mi głowę. Nie mam zamiaru Cię słuchać. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! - trzasnęła drzwiami przed nosem.
       Jest trudniej, niż przeczuwałaś - przewróciłam oczami i zignorowałam słowa podświadomości. Zadzwoniłam kolejny raz. Cisza. Zaczęłam mocno pukać, a raczej walić. Nie kontrolowałam swoich emocji. A jeśli coś jej się stało? - na pewno nic się nie stało.
     Wyjrzałam przez okienko, które prowadziło do mieszkania dziewczyny. Rozmawiała z kimś przez czarnego Samsunga, który jest opakowany w jaskrawe czerwone etui. Gdy zaczęła odwracać się w moją stronę, szybko rzuciłam się na bok - z dala od okna. Żeby nie pomyślała, że ją podglądam. Na moje nieszczęście Lodovica zdążyła mnie zauważyć.
      - Tini, wiem, że tam jesteś. Wyjdź - zostałam jeszcze chwilę w ukryciu. Westchnęła. - Porozmawiajmy - czy ja się przesłyszałam?!
     Moja najlepsza przyjaciółka prosi o rozmowę. Troszkę się przesunęłam. Tak, że po chwili stałam przed Lodo. Miała skrzyżowane ręce na wysokości piersi i obserwowała mnie przenikliwym spojrzeniem.
     - Zapraszam do środka - machnęła dłonią w celu zaproszenia.
     Spojrzałam na jej twarz, na usta pomalowane wiśniowym błyszczykiem. Widziałam w nich cień uśmiechu. Przekroczyłam próg "królestwa" czarnowłosej. Na półkach znajdowały się książki z kolorowymi okładkami, a na ścianach udało mi się dostrzec zdjęcia z dzieciństwa. Rozsadowiłam się na skórzanej kanapie, która o dziwo, była z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału.
     - Coś do picia? - zapytała.
     - Tak, herbaty - odpowiedziałam z uśmiechem.
     Zmieszała się i poszła do kuchni. Moją uwagę przykuł włączony telewizor, na którym właśnie "leciały" wiadomości.
      - Wczoraj rozbił się samolot Nowy York - Buenos Aires. Nie doniesiono nam wszystkich informacji. Z tego co wiadomo od wydawnictwa News Time, rannych zostało 50 osób. Prawdopodobnie nie żyje 10 osób, w tym znane małżeństwo Comello... - Comello, Comello...
     Zaraz. Nie mogę w to uwierzyć. Wygląda na to, że rodzice Lodo nie żyją. Nagle wszystko zaczęło do mnie wracać. Wspomnienia, które przez chwilę zostały przeze mnie zapomniane, przewijały się w mojej głowie niczym film, którego nie potrafiłam zatrzymać. Oczami wyobraźni wciąż widziałam ich wypadek. Ból po stracie rodziców był ogromny. Nie chciałam, aby Lodovica przechodziła to samo co ja. Jednak to było nieuniknione.
      Do mych oczu zaczęły napływać słone łzy. Szybko się jednak otrząsnęłam i wytarłam kciukiem dowody, które mogą dać mojej przyjaciółce do myślenia. Wzięłam pilot do ręki i przełączyłam na inny kanał.
     To straszne, jak teraz mam spojrzeć Lodovice prosto w oczy? Nie. Nie mogę tego wyjawić. To zostanie między Tobą, a mną - słuchałam uważnie głosu dobiegającego z mojej głowy.
     - Martina, wszystko gra? Jesteś okropnie blada - przecież nie powiem jej "Lodo, bo tak się składa, że twoi rodzice zginęli w katastrofie samolotowej i cieżko było mi to ukrywać."
     - Martina, słuchasz mnie?! Pytałam się czy słodzisz. Po za tym miałaś mi powiedzieć, skąd znasz Diego - powiedziała, po czym lekko się uśmiechnęła i spuściła głowę.
      Otworzyła usta w celu mówienia, ale jej przerwałam.
       - Poznałam bruneta pierwszego dnia w nowej pracy. On nic dla mnie nie znaczy. Przecież mam Jorge'a - niepewnie sięgnęłam po filiżankę z gorącym trunkiem.
     - Przepraszam Cię, Tinita. Za ostro zareagowałam. Teraz, gdy na to patrzę, powód naszej kłótni wydaje się być błahy, nic nieznaczący. Ale mogłaś mi chociaż powiedzieć, że znasz faceta, który pozbawił mnie dziewictwa - zakrztusiłam się herbatą.
     - Słuchaj, to ja powinnam Cię przeprosić. Obiecujesz, że już nie będziemy się kłócić? - w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
     Nie wiadomo, przez jaki czas będę musiała ukrywać śmierć rodzicieli Comello. Będzie to cholernie trudne. W każdym momencie może się o tym dowiedzieć z telewizji, gazet, internetu. Postanowiłam, że na dzisiaj oszczędzę jej zmartwień. Powiem jej o tym jutro, ale to nie znaczy, że powinna przebywać teraz sama. Wpadłam na genialny pomysł.
      - Chciałabyś pójść ze mną na kolację z rodzicami i bratem Jorge'a?
      - Po co? Wygląda mi to na rodzinne spotkanie. Przeszkadzałabym tylko.
      - Przestań - pokręciłam głową, słysząc jej słowa. - Jesteś moją przyjaciółką.
      - Co nie zmienia faktu, że to ma być rodzinne spotkanie - odparła, podkreślając dwa ostatnie słowa.
      - Jesteś moją rodziną - wzruszyłam ramionami. - Więc tym bardziej powinnaś zgodzić się ze mną pójść.
      - Zgoda - odetchnęłam z ulgą.
     
***

     Po drodze do mieszkania mojego chłopaka, wpadłam do mojego domu po parę ubrań. Nie mogłam przecież pójść w tym co aktualnie miałam na sobie - strój wygodny, aczkolwiek sportowy. 
     Gdy wyszłam z kamienicy, dostrzegłam taksówkę jadącą w moją stronę. Podbiegłam do końca chodnika i ją zatrzymałam. Podałam kierowcy nazwę ulicy i rozsiadłam się wygodnie na tylnym siedzeniu. 
     Będąc pod wieżowcem Jorge'a, zapłaciłam za podwózkę i ruszyłam w stronę wejścia. Drzwi otworzył mi portier, posyłając w moją stronę promienny uśmiech. Przeszłam przez hol, wysadzany marmurowymi płytkami i antycznymi meblami, zdobionymi, potężną ilością białych lilii. Wsiadłam do windy i udałam się na odpowiednie piętro. 
     Stojąc pod drzwiami, wyciągnęłam z torebki klucz, który dostałam od szatyna dzisiaj rano. Ujął moje serce tym gestem. Wiedziałam, że był to przełomowy krok w naszym związku. 
     Nacisnęłam klamkę i moim oczom ukazał się salon, gdzie na sofie siedział rozparty właściciel ogromnego mieszkania. Wyglądał tak zmysłowo i ponętnie. Mimowolnie oblizałam usta. W obu dłoniach trzymał kieliszek jakiegoś alkoholu, w którym utkwił wzrok. Odchrząknęłam znacząco. Uniósł głowę i gdy tylko zorientował się kto przed nim stoi, odłożył naczynie na stolik i ruszył w moją stronę. 
      Złapał mnie w pasie, przywierając do moich ust w gorącym pocałunku. Zdecydowanie zbyt krótkim. Oderwał się ode mnie i przejechał dłonią po moim policzku, przyglądając się uważnie mojej twarzy.
      - Tęskniłem - szepnął. Jego wpatrzone we mnie oczy błyszczały, a na ustach błąkał się leniwy, seksowny uśmiech. 
      - Ja też - muszę poruszyć t e n temat. Teraz. - Jorge...
       Zapadła cisza tak krótka jak jedno uderzenie serca - Tak?
      - Lodovica pojedzie z nami na kolację. 
      - Dobrze.
      - Zgadzasz się? - spojrzałam na niego podejrzliwie. - Tak po prostu? - westchnął, odwracając wzrok.      
      - Oglądałem wiadomości - powiedział, po chwili. - Przykro mi - nie wiedziałam, jakim cudem, wciąż udawało mi się powstrzymać potok łez. 
      - Ona nie wie... - szepnęłam, ukrywając twarz w zagłębieniu szyi ukochanego. 
      On przycisnął mnie mocniej do siebie. Jedną ręką gładził moje plecy, a drugą wsunął do moich włosów. Brodę oparł na czubku mojej głowy. Wdychałam jego zapach, tak wyraźny, tak kojący. 
      - Jak to?
      - Nie potrafię jej tego powiedzieć.
      - Musisz.
      - Wiem. Zrobię to. Jutro.
      - Tini, przedłużanie tego nie zmniejszy jej cierpienia.
      - Zdaję sobie z tego sprawę. 

***

       Cała nasza trójka stała przed szklanymi drzwiami do restauracji. Widziałam w nich swoje odbicie. Wyglądałam dobrze. Nawet bardzo. Zdecydowałam się na czarną sukienkę bez ramiączek z asymetrycznym dołem, która doskonale eksponowała moje długie nogi. Odetchnęłam głęboko, chcąc mieć już wszystko za sobą.
        Mój chłopak przytrzymał przed nami drzwi. Weszłam pierwsza. Zaczęłam szukać wzrokiem rodziców Jorge'a. Nie musiałam długo się rozglądać. Siedzieli na wprost mnie. Złapałam ukochanego za rękę i razem z Lodovicą niespiesznie ruszyliśmy w ich kierunku. 
       - Martina - żeński głos z przesadną radością przywitał mnie. - Miło cię znowu widzieć. Jorge, cudownie wyglądasz. A to kto? - zapytała, wskazując niedbale ręką na naszą czarnowłosą towarzyszkę. 
      - Lodovica Comello, moja przyjaciółka.
      - Comello? Czyli to twoi rodzice zginęli w dzisiejszej katastrofie? - zamarłam. 
________
Witam was w sobotni wieczór.
Tym razem na rozdział musieliście czekać 3 tygodnie.
Mogłabym teraz zacząć się tłumaczyć, ale po co?
Już nie tylko brak czasu jest tutaj problemem, ale również brak chęci do pisania.
A wszystko przez napływające wiadomości i komentarze "kiedy next?".
To naprawdę nie motywuje do pisania. Wręcz przeciwnie.
Sprawia, że wszystkiego mi się odechciewa.
Mam nadzieję, że od teraz nie będziecie mnie popędzać ;)
Dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem ♥
Cieszę się, że to co piszę wam się podoba ^^
Do następnego ;* ;*

35 komentarzy:

  1. Przybywam, Milko ;**
    Bardzo dziękuję za dedykację, to była taka "drobna" przysługa. O motyla noga! Ta mama Jorge to wygadana jest xD Rodzice Lodo nie żyją, a ona tak po prostu o tym mówi ;(((
    Nie wiem, co jeszcze dodać...
    Tak samo jak Ciebie, złapało mnie brak weny i czasu kurde blaszka ;(((
    Pogrążam się jeszcze bardziej, jak wrak człowieka 8))
    Czekam na następny rozdział! <4

    Kiss,
    Brithany

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co. Tu. Robi. Ten. Kom. ??
      Nie chciał się, uparty, opublikować -,-
      Dziś wchodzę i paczam, a tu TEN KOM!

      Usuń
  2. Cudowny rozdział.
    Normalnie perełka.
    Ach...
    Wiadomości.
    Na pewno wszyscy je kochamy.
    Nie że ją popędzam czy coś, ale mam takie zaniki pamięci że myślałam, że Jorge będzie w samolocie.
    W sumie....
    To było by całkiem zabawne.
    Taaa...
    Wiem...
    Ja I mój humor.
    Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?
    Taka jestem i już.
    Dobrze że Lodoś wybaczyła Tiniś.
    W końcu są najlepszymi przyjaciółkami.
    A przyjaźń jest wieczna.
    Nic i nigdy jej nie zniszczy.
    Czy ja mam coś jeszcze...?
    Nope.
    Chyba nope.
    Więc kończę.
    Pozdrawiam cieplutko :*
    ElimelGamePL aka Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. Lel....
    Jorge taki supcio i wgl...
    Na początku myślałam że jego rodzice także zginęli w katastrofie lotniczej ale później jak ją pocałował to już nie xD
    Lodo zginęli rodzice... Jak smutno. Tak mi przykro :'(
    Moja ukochana idolka jest sierotą...
    Tini nie chce jej powiedzieć :/
    ale rodzice Jorge ją wyręczają niestety
    Chociaż i tak musiałaby się dowiedzieć. Lepiej późno niż wcale jak to mówią.
    Szkoda tylko że od kogoś obcego dla niej a nie np. Od Tini lub Diego ewentualnie od Xabiego
    Jedyny plus w całej tej sytuacji to to że Jorge kocha Martine i że BFF się pogodziły.

    Kocham.
    Crazy ;*

    Czekam na next :D
    +Sorry że nie skomentowałam poprzedniego. Zapomniałam :( Dlatego żeby teraz tego uniknąć komentuje od razu ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Wielki powrót ME! ♥

      Jezus ...
      Tak bardzo szkoda mi Lodo :c
      Będą szczera płakać mi sie chciało, jak czytałam ten moment :c
      Tak bardzo wrażliwa Sydney :c
      Ej ale serio... miałam płakać :C
      (bardzo dołujący komentarz xD)

      Jorguś jak zawsze wie jak pocieszyć. Taki z niego zajebisty chłopak ♥ Jak też takiego chcę -.- Czemu on musi być zajęty :c Why? :c

      W gorszy sposób dowiedzieć się Lodo nie mogła! No na prawdę ... chamko! Tini tyle się "nastarała" żeby jej tego nie powiedzieć, a tutaj SURPRISE. Czekam na reakcję Comello . Już widzę to niedowierzanie, myślenie że to żart aż w końcu łzy.


      Czekam na next ♥
      Sydney ;*

      Usuń
  5. Gdzieś tam mój komentarz się jeszcze nie pojawił, dlatego dodam koma bez żadnych ceregieli ;3

    W telewizji lecą sobie wiadomości, rodzice Dudu nie żyją, a Violetta ukrywa to przed nią ;-;
    Kobieto, będzie jeszcze gorzej jak jej nie powiesz. I jeszcze ten gościu tak wyjechał z tym swoim przywitaniem -.-
    Serio dobrego wychowania - takich rzeczy się nie mówi na pierwsze powitanie ;3

    Dobra, ochrzaniłam już wszystkich, pora kogoś pochwalić. Zgadnij kogo ?
    Tak, Jorge !
    Kurde, on od razu powiedział Vils, żeby powiedziała Lodo, że jej rodzice nie żyją. Jak czytam momenty kiedy pomiędzy Jortini jest tak cukierkowo to normalnie żałuj, że nie widzisz mojej twarzy. TAAAAKI uśmiech ! ♥
    Dlatego bardzo lubię czytać twojego bloga - może wzruszyć a może i doprowadzić do śmiechu ;D

    Wiem, że denerwuje Cię to, że piszemy "kiedy next ?" itd. ale jak się już nie możemy doczekać to tak właśnie jest ;-; Ale to chyba dobrze, nie ? Widać, że lubimy czytać twoje rozdziały ;*

    No kochana, czekamy na następny i tym razem przynajmniej JA nie napiszę żadnego koma z treścią "kiedy next ?". Obiecuję ♥

    Zachwycona i szczęśliwa
    Olivie xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym "kiedy next" nie chodziło o cb ;)
      W ogóle nie chodziło mi o takie pojedyncze "kiedy next"?
      Ale jeśli widzisz od jednej osoby w wiadomościach SPAM tych dwóch słów to już nie jest fajne.
      Dziękuję za komentarz ♥
      Cieszę się, że mój blog wywołuje uśmiech na twojej twarzy ^^
      Kocham Cię ♥

      Usuń
    2. Och, ja ciebie też honey ;* ♥

      Usuń
  6. Witam :)
    Przybywam po przeczytaniu wspaniałego rozdziału :D
    Może czekaliśmy na niego trochę, ale całkowicie się opłacało ;)
    Fajnie, że Martina i Lodo już porozmawiały i już się pogodziły bo to na prawdę cudowne przyjaciółki.
    Rodzice Lodo zginęli katastrofie lotniczej O.O
    O biedna i Tini jej jeszcze nic nie mówiła, ale mama Jorge ją uprzedziła i teraz Lodo może być zła i załamana :(
    A Jorge tak tęsknił za Tini *-* Słodziaki moje kochane <3
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę czasu, weny i chęci do pisania :)
    Kocham Cię <333

    OdpowiedzUsuń
  7. Hejka super rozdział
    Czekam na kolejny
    Pozdrawiam Marcela

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny, genialny, genialny. Śliczna nie karz nam znowu czekać 3 tygodnie

    OdpowiedzUsuń
  9. Elo morelo xD
    Aj co ja pisze ... Witaj :^
    Jestem tutaj po raz pierwszy ale po przeczytaniu dwóch, trzech rozdziałów ze spokojem mogę stwierdzić że MASZ NIEPRAWDOPODOBNY TALENT
    Dziewczyno piszesz tak leciutko i płynnie że nie da się tutaj nie zajrzeć
    Trafiłam na twojego bloga przypadkiem ale zostanę tutaj :^
    Styl pisania, fabuła, wszystko jest idealne :^
    Te uczucia jakie bohaterowie przeżywają potrafisz tak wspaniale opisać że emocje działają strasznie
    Ty ogółem piszesz fenomenalnie
    Rozdział taki diamencik :^
    Jest CUDOWNY
    C
    U
    D
    N
    Y
    Para : Jortini tak dla odmiany :^
    Zazwyczaj czytałam blogi o Leonetcie a tu taka niespodzianka
    Kocham obydwie pary bardzo mocno ;^
    Rodzice Lodovici nie żyją . Straszna wiadomość
    Boże ojciec Jorge takie powitanie to trzeba współczuć a nie pytać się o to
    A najgorsze że ona nic nie wiedziała i dowiedziała się od nieznanej osoby
    Martina trzeba jej to było to powiedzieć
    Ale rozumiem cię , to trudne bardzo trudne
    No cóż mogę rzec czekam na kolejną perełkę
    I ludziska musicie być wytrwali . Ona też potrzebuje czasu itp
    To do następnego
    Całuje !

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniały ;*
    Jak dobrze, że Tini i Lodo, pogodziły się :D
    Kurcze, ale ta katastrofa lotnicza, niespodziewałam się czegoś takiego. Dlaczego Martina nie powiedziała tego swojej przyjaciółce? Dowiedziała się z ust obcej osoby :(
    Czekam na kolejny rozdział ;*
    Weny! ♥

    Pozdrawiam,
    Rachel ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurde ... miałam nie pisać kiedy next ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się przecież nie stało :*
      A kolejny rozdział dopiero po wystawieniu ocen :/ czyli jakoś za tydzień powinien się pojawić.

      Usuń
    2. Nic się przecież nie stało :*
      A kolejny rozdział dopiero po wystawieniu ocen :/ czyli jakoś za tydzień powinien się pojawić.

      Usuń
    3. Nic się przecież nie stało :*
      A kolejny rozdział dopiero po wystawieniu ocen :/ czyli jakoś za tydzień powinien się pojawić.

      Usuń
  12. Cudowny rozdział <3
    Trafiłam tu przez przypadek, ale zostane na dłużej <3

    Zapraszam też do siebie
    http://mozemylatacniemajacskrzydel.blogspot.com

    <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mogę się już doczekać twojego kolejnego dzieła ^^ !
    Uwielbiam je :*
    Dlatego pytam . Kiedy next ? *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał być tydzień temu, ale wynikły pewne komplikacje :/
      Dodam go najpóźniej w poniedziałek :*

      Usuń
  14. Zarąbiste! ;D Mam nadzieję że niebawem dodasz kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za każdy komentarz, to dla mnie wiele znaczy ♥ ♥
Każdy z nich motywuje mnie do pisania kolejnych rozdziałów :**
Czytasz = komentujesz
Im więcej komentarzy tym szybciej rozdział <33