8.07.2015

Capitulo 44


Rozdział dedykuję Crazy D. ♥

     Moja uwaga wyostrzyła się, gdy zobaczyłam dokąd zmierzamy. Kobieta stojąca obok Kenedy, gdy kątem oka zauważyła Blanco, odwróciła się twarzą w jego stronę. 
     Poczułam jak przedramię mojego ukochanego zesztywniało pod moimi palcami w chwili, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Od razu wiedziałam dlaczego. Kimkolwiek była ta dziewczyna, była głęboko zakochana w Jorge'u. Miała to wypisane na twarzy. Jej nieziemsko błękitne oczy mówiły same za siebie. 
      Jej piękno było powalającego. Tak wyszukane, że aż nierealistyczne. Jasne włosy, gęste i kręcone sięgały jej do ramion. Sukienka miała ten sam chłodny odcień co jej oczy. Jej skóra była naturalnie opalona na złoty kolor, a ciało smukłe, o perfekcyjnych liniach.
     - Blair - przywitał ją, a naturalna chrypka w jego głosie stała się jeszcze wyraźniejsza. 
     Puścił mnie i chwycił jej dłonie. Zabolało. 
     - Nie mówiłaś, że wracasz. 
     - Nie chciałam Ci mówić o tym przez telefon. To miała być niespodzianka - kąciki jej ust uniosły się, tworząc niewielki uśmiech. 
     W tamtym momencie czułam się niepotrzebna, zbędna. Myślałam, że jestem jedyną kobietą, z którą szatyn chce na prawdę być. Ale patrząc na tą dwójkę, miałam wrażenie, że nic poza nimi się nie liczy. Musiałam przyznać, że pasowali do siebie. Razem tworzyli niesamowitą parę. Poczułam ukłucie zazdrości. Całkowicie ignorowali obecność innych ludzi, a moją w szczególności, przez co czułam się fatalnie. Co ja sobie myślałam? Że będę tą jedyną? Zamknęłam oczy, wybuchając gorzkim śmiechem. 
     Mój śmiech najwyraźniej przypomniał szatynowi o mojej osobie, bo puścił dłonie blondynki i przyciągnął mnie do siebie. 
     - Blair, to jest Martina. Martina, to jest Blair, moja była dziewczyna.
     - Przyjaciele Jorge'a są moimi przyjaciółmi - powiedziała z uśmiechem.
     - Mam nadzieję, ze dotyczy to także jego dziewczyn - jej uśmiech nieco zbladł.
     - Zwłaszcza dziewczyn - wycedziła. - Pozwolisz, że porwę go na parkiet. Tak dawno z nim nie tańczyłam.
     - Oczywiście - mój głos, o dziwo, był spokojny. 
      Ja wręcz przeciwnie. W środku cała wrzałam z emocji, głównie negatywnych. Jorge wziął Blair pod ramię i odszedł z nią w stronę tańczącego tłumu, zostawiając mnie w towarzystwie Kenedy. Cała sytuacja była niezwykle krępująca. Dziewczyna, stojąca obok mnie, wyglądała na mocno zdołowaną. 
     Przyjrzałam się jej uważniej i wtedy zrozumiałam skąd ta nowa fryzura. Blair miała prawie identyczną. Jedyną różnicą było to, że włosy Kenedy były idealnie proste. O dziwo, współczułam jej. 
     Stałyśmy chwilę w ciszy, wymieniając niezręczne spojrzenia, gdy w końcu postanowiłam się odezwać:
     - Do twarzy ci w nowej fryzurze. 
     Spojrzała na mnie, zaciskając mocno usta. Jednak po chwili westchnęła z rezygnacją i przeczesała je palcami.
     - Dziękuję, ale Jorge pewnie tego i tak nie zauważył. I nie zauważy od kiedy ona postanowiła wrócić.
     - Nie rozumiem. 
     - Mówię o Blair - przyjrzała się badawczo mojej twarzy. - To ty nie wiesz co pomiędzy nimi było. Ona i Jorge byli o krok od zaręczyn - wyszeptała.
     - Nie wiedziałam o tym - odparłam, kręcąc głową. 
     Czułam jak cała energia ze mnie wyparowuje. Okłamał mnie. Mówił, że nie bawi się w związki. Że jestem jedyną kobietą, która może liczyć na zaangażowanie z jego strony. Że nigdy wcześniej z żadną nie był.
     - Kiedy w końcu Jorge miał się zdecydować na ten krok - ciągnęła - Blair zerwała z nim i uciekła z bogatym francuzem do Europy - nie wiem dlaczego, ale w tym momencie przyszedł mi do głowy Clement. Czy to dlatego Jorge tak bardzo go nienawidzi? Bo to on ukradł mu dziewczynę? - Ale ich związek nie potrwał długo. Po kilku tygodniach postanowili się rozstać. Blair długo zwlekała z powrotem. Ale jak widać w końcu postanowiła wrócić, naprawić swój błąd i spróbować jeszcze raz. Matka Jorge'a ma jej to za złe. Jednak jego ojciec nadal ją uwielbia, dlatego podczas twojego pobytu w ich domu, mogłaś odnieść wrażenie, że woli ciebie niż mnie. To jednak tylko gra. Jego faworytką jest nasza kochana blondi. Za to Ruggero nie przepada za żadną dziewczyną swojego brata. Oprócz ciebie. 
     Poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Na myśl przychodziło mi jedno - to wszystko było niczym jakiś chory konkurs. Każdy z członków rodziny Blanco ma swoją faworytkę. Wyboru może jednak dokonać tylko Jorge. Jak na razie jestem na przegranej pozycji. 
     Skierowałam spojrzenie w stronę parkietu - mężczyzna mojego życia w mocnym uścisku, wirujący z kobietą, którą musiał kiedyś kochać. Zraniła go i od tego czasu nie jest zdolny do miłości. Ale teraz wróciła i pragnie go odzyskać.
     Skręcało mnie z zazdrości, gdy widziałam ich przytulonych do siebie. Ona roześmiana z rękoma zarzuconymi na jego szyję, nachylała twarz jak najbliżej jego, a on trzymał dłonie niebezpiecznie nisko na jej plecach. Nawet ze mną tak nie tańczył. Wtedy przypomniałam sobie o tajemniczych telefon. Pewnie były od niej. 
     Odwróciłam od nich wzrok i ponownie dzisiejszego wieczoru przyjrzałam się Kenedy. Stała obok mnie w milczeniu i podobnie jak ja przed chwilą przypatrywała się tańczącej parze. Widoczne na jej twarzy przygnębienie było równie wielkie jak moje, co uświadomiło mi, jakim zagrożeniem dla mojego związku może stać się Blair. Czy przez ten cały czas na prawdę marzył tylko o niej? Czy to ona spowodowała, że nie dopuszczał do siebie zbyt blisko innych kobiet? 
     Chciałam stąd wyjść. Po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść. Chciałam, żeby Jorge uświadomił sobie, że zniknęłam. Żeby poczuł potrzebę ruszenia za mną, znalezienia mnie. Chciałam, aby odczuł chociaż odrobinę tego bólu, który ja czułam, wywołanego przez wyobrażenie, że czułam się niepotrzebna. 
     Nagle ktoś dotknął mojego ramienia. To była Kenedy. 
     - Powinnaś usiąść. Jesteś bardzo blada - wiedziałam, że oddycham zbyt gwałtownie, a mój puls niebezpiecznie przyspieszył. 
     - Masz rację - przytaknęłam i skierowałam się w stronę naszego stolika, zostawiając ją samą. 
     - Czyż oni nie wyglądają wspaniale? - podsłuchałam rozmowę dwójki przypadkowych osób. - Idealnie się do siebie dopasowali. 
     Ucisk w żołądku sugerował mi, że mogli rozmawiać o Jorge'u i Blair. Nie chcąc tego dłużej słuchać, przyspieszyłam.        

***

     - Tu się schowałaś. 
     Uniosłam wzrok na stojącego nade mną Jorge'a. Oczywiście Blair nadal była uwieszona jego ramienia i po raz kolejny musiałam zobaczyć, jak efektownie wyglądają jako para. Byli po prostu niewyobrażalnie piękni. 
     Blondynka usiadła obok mnie, a Jorge pogładził mój policzek koniuszkami palców. 
     - Idę tylko po drinki. Zaraz wrócę. 
     - Bardzo się cieszę, że cię poznałam, Martino - powiedziała, gdy tylko szatyn zniknął nam z oczu. Miałam wrażenie, że nie mówiła tego szczerze. - Jorge tyle mi o tobie opowiadał.
     - Nie zdążył chyba za wiele powiedzieć. Nie było was tylko chwilę. 
     - Rozmawiamy ze sobą niemal codziennie - uśmiechnęła się, a ja dostrzegłam w jej uśmiechu cień złośliwości. - Jesteśmy przyjaciółmi od dawna. 
     - Słyszałam, że byliście nawet więcej niż przyjaciółmi - zadrwiłam, kręcąc głową. 
     Blair zareagowała na ten komentarz grymasem niezadowolenia, a mnie przyszło do głowy, że zamierzała ukryć przede mną prawdę o niej i o moim szefie. Zastanawiałam się czy to była wyłącznie jej decyzja czy może robiła to na prośbę Blanco'a. A może oboje zdecydowali, że nie powinnam się o tym dowiedzieć? Skąd brały się te wszystkie gierki i tajemnice, jeśli rzekomo nie mieli nic do ukrycia?
     - Tak, masz rację - przyznała z wyraźną niechęcią. - Ale to było tak dawno temu. 
     - Nadal go kochasz - to nie było pytanie, jednak blondynka postanowiła na nie odpowiedzieć. 
     - Tak. 
__________
Witam was w środowy poranek :D
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał ♥
Poznajecie nową postać - Blair.
Oj namiesza dziewczyna :D

29.06.2015

Capitulo 43

     

     Słowa matki mojego szefa, a zarazem chłopaka sprawiły, że nie mogłam ruszyć się z miejsca. Stałam jak sparaliżowana i z głośno bijącym sercem czekałam na dalszy rozwój wydarzeń, mając niemałą nadzieję, że tylko się przesłyszałam.
     - Jaka katastrofa? - jednak mój słuch jest niezawodny.
     - W wiadomościach mówili o katastrofie samolotu linii Nowy York - Buenos Aires. Wśród osób, które zginęły, znajdowała się dwójka osób o nazwisku Comello. Pomyślałam, że mogą być to twoi rodzice. 
     - To niemożliwe. Po pierwsze moja mama nigdy nie wsiadłaby do samolotu, a po drugie rozmawiałam z nią kilka minut przed wyjściem - spojrzałam na nią zaskoczona, ściskając mocniej dłoń mojego chłopaka. Czułam jak moje serce zalewa fala ulgi. 
     - Więc to zwykłe nieporozumienie - kobieta machnęła ręką i usiadła na krześle, które odsunął dla niej jej mąż.
     W tym momencie byłam na prawdę szczęśliwa. Nie przeszkadzała mi nawet obecność pani Blanco. Cieszyłam się, że rodzice Lodovici są cali i zdrowi, a ja nie muszę się dłużej zadręczać myślami o przekazaniu mojej przyjaciółce przykrych wiadomości, które okazały się być zwykłą pomyłką.
     - Gdzie Rugerro? - zapytał Jorge, siadając po mojej prawej stronie.
     - Pojechał na lotnisko, odebrać Kenedy.
     - Kenedy? Miało jej tu nie być - rzucił szatyn, przez zaciśnięte zęby.
     - Jorge, przestań. Ona ma takie samo prawo do zjedzenia z nami rodzinnej kolacji, jak ta twoja dziewczyna i jej przyjaciółeczka.
     - To ty mamo przestań! I jeszcze raz nazwiesz Martinę "tą moją dziewczyną" to...
     - To co? - rzuciła z chytrym uśmieszkiem, jakby nie sądziła, że jej syn byłby do czegokolwiek zdolny.
     Kobieta nie doczekała się odpowiedzi, ponieważ do naszego stolika podszedł kelner, podając nam karty dań. W tym momencie głowy wszystkich odwróciły się w stronę wejścia do restauracji. Podążyłam za ich spojrzeniami. Moim oczom ukazał się brat Jorge'a oraz piękna brunetka. Chwilę trwało zanim zdałam sobie sprawę, że jest to Kenedy, ponieważ ścięła włosy do ramion, z czym zresztą było jej do twarzy.
     Wyglądała doskonale - smukła i szykowna w białej, koktajlowej sukience. Buty w tym samym kolorze dodawały jej kilka centymetrów, wydłużając jej i tak już długie nogi. Rozglądała się na boki w poszukiwaniu... czegoś. Mogłam się tylko domyślać, że chodzi jej o mojego chłopaka.
      Nie pomyliłam się. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, gdy tylko jej spojrzenie go odnalazło, jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech.
     Podeszła do naszego stolika i nie spuszczając oczu z szatyna, wymamrotała słowa przywitania, po czym usiadła na wolnym krześle obok mojego mężczyzny. Ruggero patrzył na tą scenę z nieukrywaną irytacją. Mnie również ta kobieta denerwowała. To było jak rzucenie wyzwania.
     - Cześć Tini - na słowa Ruggero wstałam, aby go przytulić.
     On odwzajemnił uścisk, a potem odsunął się na odległość ramienia i przyglądał mi się uważnie. Zmarszczył brwi i odwrcił się w stronę Jorge'a.
     - Jorge - rzucił.
     Potem jego wzrok zatrzymał się na mojej przyjaciółce.
     - Rugge, to jest Lodovica. Lodovica, Ruggero - przedstawiłam ich sobie.
     
***

     Kelner przyniósł nam drugą butelkę czerwonego wina, gdy nagle Kenedy zaproponowała pójście do klubu. 
     - Wspaniały pomysł. Przyda wam się odrobina zabawy - zabrała głos pani Blanco, podnosząc pełny kieliszek do ust. 
     - No nie wiem - mruknął mój chłopak. 
     - Jorge, nie zaczynaj. 
     - Właśnie, bracie. Nawet wiem, do którego klubu możemy się wybrać. Ulicę stąd jest jeden, który cieszy się całkiem dobrą opinią.
     Pomimo dezaprobaty Jorge'a, po chwili wszyscy - ja, szatyn, Rugge, Lodo oraz pomysłodawczyni, Kenedy - wstaliśmy od stołu i pożegnawszy się z państwem Blanco, wyszliśmy na zewnątrz restauracji. 
     Uderzył we mnie podmuch zimnego powietrza. W ciągu kilku godzin, pogoda diametralnie się zmieniła. Szum wiatru nie przynosił delikatnego orzeźwienia, tylko potargane włosy i gęsią skórkę. Potarłam ręce, chcąc je trochę rozgrzać. Jorge, widząc to, zdjął swoją marynarkę i okrył moje ramiona. Podziękowałam mu ciepłym uśmiechem i wtuliłam się w jego ciało. Przyciągnął mnie do siebie bliżej i tak szliśmy, aż pod same drzwi lokalu. 
     Ruggero załatwił nam darmowe wejście, ponieważ dobrze znał właściciela. Przeszliśmy obok masywnego wykidajło i poszliśmy się w górę po schodach do jednej z sal. Uderzył we mnie głośny strumień muzyki. Usiedliśmy w jednym z boksów, czekając na rozkręcenie imprezy - parkiet był pusty, chociaż dookoła kręciło się sporo ludzi. 
     Gdy bracia poszli po napoje, telefon Lodovici zadzwonił. Dziewczyna powiedziała tylko, że to ważne i poszła do łazienki, licząc, że tam będzie trochę ciszej. Wróciła po kilku minutach, w tym samym czasie co Jorge i Rugge, oznajmiając, że niestety, ale musi wracać do domu. 
     - Wielka szkoda. Liczyłem na jeden taniec - oznajmił Rugge, siadając na kanapie, na przeciwko Kenedy. 
     - Może innym razem - uśmiechnęła się i po chwili już jej nie było. 
     - No to może ty, Kenedy, ze mną zatańczysz?
     - Ale tam nikogo nie ma. 
     - Nie daj się prosić - dziewczyna westchnęła i podążyła za mężczyzną na parkiet. 
     - Zostaliśmy sami - szatyn wymruczał wprost do mojego ucha. 
     Zadrżałam, czując jak jego oddech uderza o moją skórę. Przejechał dłonią po moim udzie, przygryzając czuły płatek mojego ucha. Jęknęłam cicho na to doznanie i zanurzyłam palce w jego miękkich włosach, mierzwiąc je i układając w różnych kierunkach. 
     Zaśmiałam się cicho, kiedy jeden z kosmyków nie opadł, a jedynie ułożył się na czole chłopaka, w bliżej nieokreślonym kształcie. Uniosłam dłoń, odgarniając go. Zadowolona z uzyskanego efektu, zajęłam się innym kosmykiem, lekko za niego ciągnąc, aż z ust Blanco'a wyrwało się ciche mruknięcie. 
     Pocałował mnie za uchem. Jęknęłam w odpowiedzi, co wyraźnie usatysfakcjonowało szatyna. Składał delikatne jak puch pocałunki na linii mojej szczęki, wyznaczając drogę do ust. Gdy jego wargi miały w końcu spotkać się z moimi, odsunął się ode mnie.
     - Dlaczego przerwałeś? - jęknęłam niezadowolona.
     On tylko się zaśmiał i pociągnął mnie w stronę tańczących ludzi.
      
***

     Schodząc z parkietu, złowiłam spojrzeniem stojącą z boku Kenedy. Obok niej stała niesamowita blondynka, z którą rozmawiała. Jorge zwolnił na chwilę, ale zaraz powrócił do poprzedniego tempa. Zlustrowałam podłogę, przekonana, że chciał ominąć coś na podłodze, gdy nagle cicho powiedział.
     - Chciałbym Cię komuś przedstawić.
__________
W końcu się doczekaliście. Na prawdę przepraszam was za tak długą przerwę. Musiałam odpocząć, wszystko przemyśleć. Jednym z powodów były również moje lenistwo i brak weny :(
To się więcej nie powinno powtórzyć.
Dziękuję tym cierpliwym, co nadal tu są i przeczytali powyższy rozdział ♥ ♥ 

16.05.2015

Capitulo 42


Rozdział dedykuję Aleksandrze Wodzińskiej oraz Brithany, która razem ze mną napisała początek poniższego rozdziału. Dziękuję ♥

     Włożyłam czarne botki od Louboutina i spojrzałam na swoje lustrzane odbicie. Postawiłam na luźny ubiór, w końcu wybieram się do Lodovici. Nadal uważam dziewczynę za swoją przyjaciółkę, z drugiej strony myślę, jak musi być jej ciężko. Gdyby wtedy ten kretyn nie przyszedł do mojego domu - przeszło mi przez myśl.
    Chwyciłam torebkę i wyszłam na świeże powietrze. Zapowiadał się słoneczny dzień. Skierowałam się w stronę domu czarnowłosej, myśląc, jak się z tego wszystkiego wytłumaczyć. Z Diego łączy mnie wyłącznie przyjaźń i nic głębszego. Z mojej strony chłopak nie ma na co liczyć. Jednak Lodo... mam wrażenie, że jest nim nadal zauroczona, choć nie chce się do tego przyznać.
    Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam dom włoszki. Podeszłam bliżej. Zadzwonić czy nie? - podświadomość obudziła się w mniej odpowiednim momencie. W końcu odważyłam się przycisnąć pstryczek. Rozbrzmiał piskliwy odgłos dzwonka. Usłyszałam kroki, aż drzwi się otworzyły. W nich stanęła osoba, z którą okropnie bałam się rozmawiać. Nogi miałam jak z waty. Lodovica odchrząknęła i popatrzyła się na mnie spod byka. Przeczuwam, że raczej nie wpuści mnie do swojego mieszkania.
      - Cześć Lodo, przyszłam... - przerwała mi i otworzyła usta w celu mówienia:
      - Nie interesuje mnie, z jakiego powodu zawracasz mi głowę. Nie mam zamiaru Cię słuchać. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! - trzasnęła drzwiami przed nosem.
       Jest trudniej, niż przeczuwałaś - przewróciłam oczami i zignorowałam słowa podświadomości. Zadzwoniłam kolejny raz. Cisza. Zaczęłam mocno pukać, a raczej walić. Nie kontrolowałam swoich emocji. A jeśli coś jej się stało? - na pewno nic się nie stało.
     Wyjrzałam przez okienko, które prowadziło do mieszkania dziewczyny. Rozmawiała z kimś przez czarnego Samsunga, który jest opakowany w jaskrawe czerwone etui. Gdy zaczęła odwracać się w moją stronę, szybko rzuciłam się na bok - z dala od okna. Żeby nie pomyślała, że ją podglądam. Na moje nieszczęście Lodovica zdążyła mnie zauważyć.
      - Tini, wiem, że tam jesteś. Wyjdź - zostałam jeszcze chwilę w ukryciu. Westchnęła. - Porozmawiajmy - czy ja się przesłyszałam?!
     Moja najlepsza przyjaciółka prosi o rozmowę. Troszkę się przesunęłam. Tak, że po chwili stałam przed Lodo. Miała skrzyżowane ręce na wysokości piersi i obserwowała mnie przenikliwym spojrzeniem.
     - Zapraszam do środka - machnęła dłonią w celu zaproszenia.
     Spojrzałam na jej twarz, na usta pomalowane wiśniowym błyszczykiem. Widziałam w nich cień uśmiechu. Przekroczyłam próg "królestwa" czarnowłosej. Na półkach znajdowały się książki z kolorowymi okładkami, a na ścianach udało mi się dostrzec zdjęcia z dzieciństwa. Rozsadowiłam się na skórzanej kanapie, która o dziwo, była z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału.
     - Coś do picia? - zapytała.
     - Tak, herbaty - odpowiedziałam z uśmiechem.
     Zmieszała się i poszła do kuchni. Moją uwagę przykuł włączony telewizor, na którym właśnie "leciały" wiadomości.
      - Wczoraj rozbił się samolot Nowy York - Buenos Aires. Nie doniesiono nam wszystkich informacji. Z tego co wiadomo od wydawnictwa News Time, rannych zostało 50 osób. Prawdopodobnie nie żyje 10 osób, w tym znane małżeństwo Comello... - Comello, Comello...
     Zaraz. Nie mogę w to uwierzyć. Wygląda na to, że rodzice Lodo nie żyją. Nagle wszystko zaczęło do mnie wracać. Wspomnienia, które przez chwilę zostały przeze mnie zapomniane, przewijały się w mojej głowie niczym film, którego nie potrafiłam zatrzymać. Oczami wyobraźni wciąż widziałam ich wypadek. Ból po stracie rodziców był ogromny. Nie chciałam, aby Lodovica przechodziła to samo co ja. Jednak to było nieuniknione.
      Do mych oczu zaczęły napływać słone łzy. Szybko się jednak otrząsnęłam i wytarłam kciukiem dowody, które mogą dać mojej przyjaciółce do myślenia. Wzięłam pilot do ręki i przełączyłam na inny kanał.
     To straszne, jak teraz mam spojrzeć Lodovice prosto w oczy? Nie. Nie mogę tego wyjawić. To zostanie między Tobą, a mną - słuchałam uważnie głosu dobiegającego z mojej głowy.
     - Martina, wszystko gra? Jesteś okropnie blada - przecież nie powiem jej "Lodo, bo tak się składa, że twoi rodzice zginęli w katastrofie samolotowej i cieżko było mi to ukrywać."
     - Martina, słuchasz mnie?! Pytałam się czy słodzisz. Po za tym miałaś mi powiedzieć, skąd znasz Diego - powiedziała, po czym lekko się uśmiechnęła i spuściła głowę.
      Otworzyła usta w celu mówienia, ale jej przerwałam.
       - Poznałam bruneta pierwszego dnia w nowej pracy. On nic dla mnie nie znaczy. Przecież mam Jorge'a - niepewnie sięgnęłam po filiżankę z gorącym trunkiem.
     - Przepraszam Cię, Tinita. Za ostro zareagowałam. Teraz, gdy na to patrzę, powód naszej kłótni wydaje się być błahy, nic nieznaczący. Ale mogłaś mi chociaż powiedzieć, że znasz faceta, który pozbawił mnie dziewictwa - zakrztusiłam się herbatą.
     - Słuchaj, to ja powinnam Cię przeprosić. Obiecujesz, że już nie będziemy się kłócić? - w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
     Nie wiadomo, przez jaki czas będę musiała ukrywać śmierć rodzicieli Comello. Będzie to cholernie trudne. W każdym momencie może się o tym dowiedzieć z telewizji, gazet, internetu. Postanowiłam, że na dzisiaj oszczędzę jej zmartwień. Powiem jej o tym jutro, ale to nie znaczy, że powinna przebywać teraz sama. Wpadłam na genialny pomysł.
      - Chciałabyś pójść ze mną na kolację z rodzicami i bratem Jorge'a?
      - Po co? Wygląda mi to na rodzinne spotkanie. Przeszkadzałabym tylko.
      - Przestań - pokręciłam głową, słysząc jej słowa. - Jesteś moją przyjaciółką.
      - Co nie zmienia faktu, że to ma być rodzinne spotkanie - odparła, podkreślając dwa ostatnie słowa.
      - Jesteś moją rodziną - wzruszyłam ramionami. - Więc tym bardziej powinnaś zgodzić się ze mną pójść.
      - Zgoda - odetchnęłam z ulgą.
     
***

     Po drodze do mieszkania mojego chłopaka, wpadłam do mojego domu po parę ubrań. Nie mogłam przecież pójść w tym co aktualnie miałam na sobie - strój wygodny, aczkolwiek sportowy. 
     Gdy wyszłam z kamienicy, dostrzegłam taksówkę jadącą w moją stronę. Podbiegłam do końca chodnika i ją zatrzymałam. Podałam kierowcy nazwę ulicy i rozsiadłam się wygodnie na tylnym siedzeniu. 
     Będąc pod wieżowcem Jorge'a, zapłaciłam za podwózkę i ruszyłam w stronę wejścia. Drzwi otworzył mi portier, posyłając w moją stronę promienny uśmiech. Przeszłam przez hol, wysadzany marmurowymi płytkami i antycznymi meblami, zdobionymi, potężną ilością białych lilii. Wsiadłam do windy i udałam się na odpowiednie piętro. 
     Stojąc pod drzwiami, wyciągnęłam z torebki klucz, który dostałam od szatyna dzisiaj rano. Ujął moje serce tym gestem. Wiedziałam, że był to przełomowy krok w naszym związku. 
     Nacisnęłam klamkę i moim oczom ukazał się salon, gdzie na sofie siedział rozparty właściciel ogromnego mieszkania. Wyglądał tak zmysłowo i ponętnie. Mimowolnie oblizałam usta. W obu dłoniach trzymał kieliszek jakiegoś alkoholu, w którym utkwił wzrok. Odchrząknęłam znacząco. Uniósł głowę i gdy tylko zorientował się kto przed nim stoi, odłożył naczynie na stolik i ruszył w moją stronę. 
      Złapał mnie w pasie, przywierając do moich ust w gorącym pocałunku. Zdecydowanie zbyt krótkim. Oderwał się ode mnie i przejechał dłonią po moim policzku, przyglądając się uważnie mojej twarzy.
      - Tęskniłem - szepnął. Jego wpatrzone we mnie oczy błyszczały, a na ustach błąkał się leniwy, seksowny uśmiech. 
      - Ja też - muszę poruszyć t e n temat. Teraz. - Jorge...
       Zapadła cisza tak krótka jak jedno uderzenie serca - Tak?
      - Lodovica pojedzie z nami na kolację. 
      - Dobrze.
      - Zgadzasz się? - spojrzałam na niego podejrzliwie. - Tak po prostu? - westchnął, odwracając wzrok.      
      - Oglądałem wiadomości - powiedział, po chwili. - Przykro mi - nie wiedziałam, jakim cudem, wciąż udawało mi się powstrzymać potok łez. 
      - Ona nie wie... - szepnęłam, ukrywając twarz w zagłębieniu szyi ukochanego. 
      On przycisnął mnie mocniej do siebie. Jedną ręką gładził moje plecy, a drugą wsunął do moich włosów. Brodę oparł na czubku mojej głowy. Wdychałam jego zapach, tak wyraźny, tak kojący. 
      - Jak to?
      - Nie potrafię jej tego powiedzieć.
      - Musisz.
      - Wiem. Zrobię to. Jutro.
      - Tini, przedłużanie tego nie zmniejszy jej cierpienia.
      - Zdaję sobie z tego sprawę. 

***

       Cała nasza trójka stała przed szklanymi drzwiami do restauracji. Widziałam w nich swoje odbicie. Wyglądałam dobrze. Nawet bardzo. Zdecydowałam się na czarną sukienkę bez ramiączek z asymetrycznym dołem, która doskonale eksponowała moje długie nogi. Odetchnęłam głęboko, chcąc mieć już wszystko za sobą.
        Mój chłopak przytrzymał przed nami drzwi. Weszłam pierwsza. Zaczęłam szukać wzrokiem rodziców Jorge'a. Nie musiałam długo się rozglądać. Siedzieli na wprost mnie. Złapałam ukochanego za rękę i razem z Lodovicą niespiesznie ruszyliśmy w ich kierunku. 
       - Martina - żeński głos z przesadną radością przywitał mnie. - Miło cię znowu widzieć. Jorge, cudownie wyglądasz. A to kto? - zapytała, wskazując niedbale ręką na naszą czarnowłosą towarzyszkę. 
      - Lodovica Comello, moja przyjaciółka.
      - Comello? Czyli to twoi rodzice zginęli w dzisiejszej katastrofie? - zamarłam. 
________
Witam was w sobotni wieczór.
Tym razem na rozdział musieliście czekać 3 tygodnie.
Mogłabym teraz zacząć się tłumaczyć, ale po co?
Już nie tylko brak czasu jest tutaj problemem, ale również brak chęci do pisania.
A wszystko przez napływające wiadomości i komentarze "kiedy next?".
To naprawdę nie motywuje do pisania. Wręcz przeciwnie.
Sprawia, że wszystkiego mi się odechciewa.
Mam nadzieję, że od teraz nie będziecie mnie popędzać ;)
Dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem ♥
Cieszę się, że to co piszę wam się podoba ^^
Do następnego ;* ;*