29.10.2014

Capitulo 20

   
     Rozglądnęłam się po samolocie w poszukiwaniu miejsca 15A. Okazało się, że siedzę przy oknie. Przełknęłam ślinę. No cóż... Mówi się trudno. Kogo ja oszukuję? Robię dobrą minę do złej gry. Tak naprawdę targają mną negatywne emocje.
       Chociaż nie. Jest jedno pozytywne uczucie jakie się we mnie tli. M I Ł O Ś Ć. Miłość do mojego aroganckiego szefa. 
       Usiadłam. Od razu zaczęłam wyobrażać sobie różne scenariusze katastrofy, które przerwał głos pasażera, który zajął miejsce obok mnie. 
      - Cześć. Jestem Clement - przywitał mnie szerokim uśmiechem, prezentując rząd perfekcyjnie białych zębów.
      Muszę przyznać, że był bardzo przystojny i świetnie zbudowany. Pod obcisłym T-shirt'em mogłam dostrzec zarys wspaniale umięśnionego ciała. Miał ciemnobrązowe włosy i oczy o niemalże tej samej barwie. 
      - Martina - przedstawiłam się, uśmiechając się do niego ciepło.
      - Pierwszy lot?
      - Dlaczego tak uważasz? - zapytałam, szczerze tym faktem zaciekawiona.
      Nowo poznany zaczynał mnie intrygować. Odciągał mnie od towarzyszącego mi strachu, który powoli zastępował spokój.
      - Po twoich oczach. Widać w nich strach - wyszeptał, co nie wiadomo czemu, wywołało w moim ciele przyjemny dreszcz. 
      - Moi rodzice kilka miesięcy temu zginęli w katastrofie lotniczej. To jest mój pierwszy raz od tamtej pory - wyjaśniłam.
      - Przepraszam, nie wiedziałem - zaczął się tłumaczyć.
      Uspokoiłam go, unosząc delikatnie kąciki ust. Odwzajemnił mój gest. 
     Resztę lotu spędziliśmy na poznawaniu się, rozmawianiu, śmianiu. Zupełnie zapomniałam o moich wcześniejszych lękach. Nie czułam już ucisku w dolnej części mojego brzucha. Byłam za to wdzięczna. 
      Byłam w fantastycznym humorze. Nieznajomy wzbudził moje zainteresowanie. Wydawał się być bardzo miłym facetem. Nawet nie zauważyłam, gdy wylądowaliśmy. Razem z Alex'em odszukaliśmy nasze bagaże. 
       - W którym hotelu się zatrzymałaś? - zapytał, gdy nadeszła pora pożegnania.
       Każdy miał ruszyć w swoją stronę. Mogliśmy się już nigdy nie zobaczyć, co sprawiło, że zrobiło mi się smutno. Alex już zdołał mnie do siebie przekonać. Po tych kilku godzinach rozmowy zdążyłam go polubić. 
        - W Odette en Ville. 
        - Ja też. Może pewnego wieczoru wybralibyśmy się razem na kolację? - puścił do mnie oko, na co się zarumieniłam. 
       Jednak zanim zdążyłam odpowiedzieć, za ramieniem Alexa pojawił się Jorge.
        - Przykro mi, ale każdy wieczór Martiny jest już zaplanowany - oznajmił, przysuwając się bliżej mnie. 
       Jego język pieścił moje imię, a mnie serce po raz kolejny zaczęło być w szaleńczym tempie. Ledwo udaje mi się oddychać. Przez jeden moment wydawało mi się, że gdy je wypowiadał, w jego głosie dało się usłyszeć czułość. Co było głupotą z mojej strony. 
      Czułość? Skierowana do mnie? Po raz kolejny wyobrażam sobie rzecz niemożliwą. Nigdy się tak do mnie nie zwrócił i pewnie tego nie zrobi. Taki ton jest zarezerwowany dla wyjątkowej osoby, którą ja nie jestem. 
      Nie usłyszałam czułej barwy jego głosu nawet wtedy, gdy mówił do Mercedes. Widocznie to, co on do niej czuje nie jest wystarczająco silne. Ale mogę się mylić. Przecież nie musi okazywać jej uczuć w mojej obecności.
        Kiedy podnoszę na niego wzrok, widzę, że usta ma zaciśnięte w obojętną linię.  Z jego twarzy bije chłód.
        - Clement, poznaj proszę Jorge'a Blanco. Mojego szefa - z początku, mój nowo poznany znajomy był zaniepokojony jego obecnością, lecz kiedy tylko usłyszał te dwa krótkie słowa, jego twarz na nowo rozświetlił uśmiech.
        - To pan jest T Y M Jorge'm Blanco? Synem właściciela Blanco Inc? Niewiarygodne - z jego twarzy bił prawdziwy podziw. 
        Jorge odpowiedział mu delikatnym uśmiechem, ale jego oczy nadal pozostawiały wrażenie obojętności i... Nie, to na pewno nie mogła być zazdrość. Coś musiało mi się przewidzieć. 
        - Ja już pójdę. Do zobaczenia, Tini - machałam mu tak długo, dopóki nie znikł w tłumie ludzi. 
        Mój szef przez cały ten czas obserwował mnie niczym jastrząb. Zaczęłam czuć się niezręcznie. Odwróciła się twarzą do niego. 
        - Możemy już iść? - zapytałam.
        - Tak. Mercedes czeka na nas przy limuzynie - odpowiedział szorstko i ruszył w kierunku wyjścia.
       Czym ja go znowu uraziłam? Przekręciłam oczami. Znowu wytrącił mnie z równowagi. To chyba zaczyna być jego hobby. Biorę głęboki oddech i podążam za nim. O co mu może znowu chodzić? 
       Zazdrość nie wchodzi w grę. Bo o co niby miałby być zazdrosny? O to, że rozmawiałam z Clement'em? To śmieszne. Jestem dla niego zwykłą sekretarką. Mogę go jedynie pociągać. Nic poza tym. Przypomniało mi się, że w stosunku do Diego'a zachowuje się podobnie. Jak zwykle nic z tego nie potrafię zrozumieć.
        To jest tak samo absurdalne, jak fakt, że On mógłby do mnie coś poczuć, zakochać się. Niemożliwe i tyle. Już zawsze będę żyć z tym nieodwzajemnionym uczuciem, wciąż u jego boku jako zwykła pracownica...
       Podczas jazdy limuzyną nie czułam się komfortowo. Brakowało mi beztroskiego uśmiechu Clement'a. Zamiast tego spotkałam się z obojętnością Mercedes i zimnym spojrzeniem Jorge'a. Cała byłam spięta i pogrążona w ponurym nastroju. Nie wiem, jak uda mi się przeżyć ten wyjazd. 
       Mój szef przez całą jazdę bacznie mi się przyglądał. Pod wpływem jego wzroku, moje rozdrażnienie zbierało na sile. Odetchnęłam z ulgą, gdy limuzyna zatrzymała się przed naszym hotelem.
      
***

       Weszliśmy do pokoju z trzema sypialniami. Oczarował mnie romantyczny klimat wnętrza. Drogie tkaniny, włoskie marmury i przytulne wnętrza nadawały atmosferę wytworności. Cały hotel był bogato urządzony. Bardzo mi się tu spodobało. 
      Mój pokój znajdował się na końcu apartamentu. Pomieszczenie było eleganckie, pełne prostoty, a jednocześnie przepychu. Widok z okna zapierał dech w piersiach. Znajdowaliśmy się na ostatnim piętrze, więc miałam widok na całą Brukselę. Dochodziła godzina dwudziesta. O tej porze roku było już ciemno. Lubiłam oglądać miasto nocą.  
      Zrzuciłam z moich nóg szpilki, które dawały mi się już we znaki. Potarłam dłonią stopy, chcąc złagodzić trochę ból. 
      Weszłam do łazienki, która należała tylko i wyłącznie do mnie. Zrzuciłam z siebie ubranie i weszłam pod prysznic. Spędziłam pod strumieniem wody dłuższą chwilkę. Przygotowywałam się psychicznie na kolejne spotkanie z Jorge'm i Mercedes. Przed pójściem spać czekała mnie kolacja w hotelowej restauracji. Może akurat natknę się na Clement'a?
       Owinęłam się ręcznikiem. Skierowałam się w stronę mojej torby, która leżała nierozpakowana obok szafy. Jutro się tym zajmę. Wyciągnęłam z niej białą sukienkę z rękawami za łokcie. Do niej ubrałam kremowe balerinki. Nie wytrzymałabym kolejnej godziny w szpilkach. Rozczesałam włosy, założyłam biżuterię i wyszłam do głównej części apartamentu. 
        Nikogo tam nie znalazłam. Zajrzałam jeszcze do dwóch innych pokojów, które tu się znajdowały, ale tam również było pusto. Pewnie już poszli...
        Gdy dotarłam do wind, wcisnęłam guzik przywołujący. Niemal natychmiast usłyszałam dzwonek. Drzwi się rozsunęły, ukazując dwójkę ludzi w namiętnym uścisku. Czuję jak moje serce krwawi. Ten widok wywołuje u mnie ból.
          Jorge odsunął od siebie delikatnie swoją towarzyszkę, nie okazując w ogóle zażenowania. Wchodzę do windy. Za wszelką cenę próbuję na nich nie patrzeć. Kieruję swój wzrok na podłogę, czując jak krew pulsuje w moich policzkach. Na pewno jestem już czerwona. 
           Nie mogąc się powstrzymać rzucam spojrzenie na mojego szefa. Na jego ustach błądził uśmiech. 
_______
i mamy 20 ;D
Pojawił się Clement, co popchnie Jorge'a do zrobienia pewnego kroku ^^
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem ♥ 

11 komentarzy = rozdział 21

25.10.2014

Capitulo 19

  

  Serce wali mi jak młot. Nie umiem na niczym konkretnym skupić moich myśli. Po mojej głowie krąży wiele pytań, na które - jak można się domyślić - nie znam odpowiedzi.      Dlaczego Jorge jest taki zmienny? Czy ja mu się w jakiś sposób podobam? Kim jest dla niego Mercedes, skoro nie kochanką? Co go przy niej trzyma? Do czego dojdzie w trakcie wyjazdu?
      Winda zatrzymuje się na moim piętrze, wyrywając mnie z zastanawiania się nad odpowiedziami. Gdy drzwi się rozsuwają, opuszczam ją. Potykam się, ale na szczęście udaje mi się zachować równowagę.
      W ekspresowym tempie docieram do drzwi mojego mieszkania, które znowu muszę opuścić. Przekręcam klucz w drzwiach i wchodzę do przytulnego miejsca. Szybkim krokiem ruszam do sypialni i po prostu rzucam się na łóżko.
      Zamykam oczy i oddycham głęboko, próbując uspokoić moje rozszalałe myśli. Oczywiście nie udaje mi się to.
      Żaden mężczyzna nie działa na mnie tak jak O N. Od razu nasuwa mi się pytanie dlaczego? Co on w sobie takiego ma, że nie mogę mu się oprzeć? To przez jego nieskazitelny i niezwykle pociągający wygląd? Zamożność? Dominujący sposób bycia? Nie potrafię siebie zrozumieć.
      Oddycham głęboko. Przypomina mi się jego wymowne spojrzenie szmaragdowych oczu, który spoglądały pożądliwie na moje wargi. Masz coś co chętnie bym ukąsił. Co to miało być? Czy to w ogóle możliwe, by te słowa opuściły jego usta?
       Po raz kolejny odtwarzam w głowie naszą rozmowę. Ogarnia mnie zażenowanie. Zbyt emocjonalnie na to wszystko reaguję. Rzeczywiście jest przystojny, pewny siebie, władczy - ale z drugiej strony niemiły, arogancki. I choć maniery ma nienaganne, jest pełen chłodu.
      Po plecach przebiega mi dreszcz. Najgorsze jest to, że to mnie do niego przyciąga, nie da się z tym walczyć. Mogę jedynie spróbować to stłumić, nie zwracać na to, aż takiej uwagi.
       Nie jestem w stanie normalnie myśleć. Próbuję się uspokoić i zebrać myśli. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Potrząsam głową. To nie możliwe bym szybko pozbyła się go z mojego umysłu. Spoglądam na zegarek. Za kilka godzin powinien tu być. Pora się spakować.

***

     Kiedy wyszłam przed budynek już tam stał. Jak zwykle jego widok sprawił, że moje serce zaczęło szybciej bić. Ma na sobie dżinsy, i T-shirt podkreślający twarde mięśnie. Tak, niezłe z niego ciacho... Ugh, o czym ja znowu myślę!
     Podszedł do mnie i bez słowa, wziął ode mnie walizki, po czym włożył je do bagażnika. Tym razem nie wysilał się, by otworzyć przede mną drzwi. Po prostu usiadł na miejscu kierowcy.
      Zrezygnowana, jak również zdenerwowana jego zachowaniem, sama sobie otworzyłam.
      - Mercedes już czeka na lotnisku - odparł zdystansowanym tonem.
      - A co z samochodem? - zapytałam.
      - Ktoś go później odbierze. 
      Podczas jazdy moje myśli automatycznie uciekają ku nie mu. Ukradkiem przyglądam się jego twarzy. Mogłabym patrzeć na niego cały dzień... Teraz mogę to robić bez przeszkód, nie bojąc się, że mnie na tym przyłapie. Jest skoncentrowany na drodze. Kątem oka spoglądam na prędkościomierz. Odpowiednia prędkość. Nie jeździ w szaleńczym tempie, co mnie niezmiernie cieszy. Boję się ostrej jazdy. On jest doskonałym kierowcom. 
     Patrzę na jego profil, który wprawia mnie w zachwyt. Dopiero teraz zauważyłam, że jego włosy są wilgotne, pewnie dopiero co brał prysznic. Gdy na niego patrzę zasycha mi w ustach... jest tak nieziemsko przystojny. Chociaż określenie "przystojny" to zdecydowanie za mało - stanowi uosobienie męskiego, zapierającego dech w piersiach piękna.
     Raz i drugi przeczesuje długimi, smukłymi palcami, nadal mokre i pozostające w lekkim nieładzie włosy. Chętnie ja bym to zrobiła. Ta myśl pojawia się nieproszona, nie po raz pierwszy zresztą, w mojej głowie i twarz zaczyna mi płonąć. Przygryzam wargę i wbijam wzrok w dłonie.
     - O czym pani tak myśli - pyta. 
     Moje policzki na powrót przybierają szkarłatny odcień. Właśnie myślałam o tym, aby przeczesać palcami twoje włosy i zastanawiam się, czy byłyby tak miękkie w dotyku, na jakie wyglądają. Potrząsam głową. 
     - O podróży - kłamię. Głos mam cichy i lekko zachrypnięty. 
     - To dlatego się tak rumienisz? 
     Opuszczam głowę na dół onieśmielona. 
     - Nie opuszczaj głowy. Lubię widzieć pani twarz. 
     Zerkam na niego, a on posyła mi krzepiący, ale zarazem cierpki uśmiech. Miły Jorge powrócił. Zastanawia mnie tylko fakt dlaczego czasem mówi do mnie normalnie, a potem znowu zaczyna z tą panią. 
      - Dzięki temu mogę choć trochę się domyślać, w jakim kierunku zmierzają pani myśli - oświadcza, patrząc na drogę. Jego usta lekko drżą, jakby zaraz miały uformować się w uśmiechu. - Tajemnicza z ciebie kobieta, Martino - Jego głos jest ciepły i aksamitny niczym rozpuszczona gorąca czekolada...
      Potrząsam głową, aby zebrać myśli. Moje serce kołacze jak szalone. Tajemnicza? Ja? Myślałam, że da się czytać ze mnie jak z otwartej księgi. A tu proszę...
     - Nie ma we mnie nic tajemniczego.
     - Jest pani bardzo zamknięta w sobie - mruczy.
     Zdumiewające, że tak o mnie myśli. Moja twarz robi się coraz mocniej czerwona.
     - Bardzo często się pani rumieni. Żałuję, że nie wiem, z jakiego powodu. 
     - Zawsze czyni pan tak osobiste uwagi? - moja śmiałość samą mnie zdumiewa. 
     - Jeszcze wiele rzeczy o mnie nie wiesz, ale mam nadzieję, że moje uwagi cię nie urażają.
     - Nie - odpowiadam, co nie jest do końca zgodne z prawdą. Tym samym ucinam naszą rozmowę.         Po niecałych dziesięciu minutach dojeżdżamy do lotniska. Samochód zaparkował we wschodniej części parkingu strzeżonego. Wysiadłam szybciej niż on. Nadal byłam speszona naszą rozmowę. Nie sądziłam, że przybierze ona taki charakter. Było nawet całkiem miło. Ale nie łudziłam się, że tak będzie zawsze. To jest Jorge. Nie sposób przewidzieć jak będzie się zachowywał za pięć minut.
     Podeszłam do bagażnika, czekając aż go otworzy. Kiedy to zrobił, wyciągnęłam z niego swoje torby. Nie czekając, ruszyłam w stronę terminala. Przed wejściem ujrzałam Mercedes. 
      Ma na sobie pomarańczowy, krótki kombinezon ze srebrnym paskiem, jasny sweter, wysokie szpilki, żółtą torbę i białą bransoletę z koralików. Wygląda jak zwykle nieziemsko. W mojej białej, koronkowej koszulce i różowej rozkloszowanej spódniczce czuje się jak szara myszka. 
      Spoglądała na mnie z wyższością. Starałam się na nią nie patrzeć, co nie było trudne, ponieważ skupiłam swój wzrok na moim szefie. 
      Poprowadził nas na odprawę. Mieliśmy oddać swoje bagaże. Tam dostaliśmy również swoje bilety. Okazało się, że miałam siedzieć kilka rzędów za tą "sympatyczną" dwójką. Z jednej strony to dobrze. Nie będę musiała wsłuchiwać się w ich radosne świergotanie, zwane również flirtowaniem. 
      Z drugiej jednak miałam cichą nadzieję usiąść obok Jorge'a, ponieważ jego obecność dodawała mi otuchy. Mam nadzieję, że jakoś przeżyję ten lot.     
_________
W wasze ręce oddaje rozdział 19.
Mam nadzieję, że wam się podoba ^^
W następnym rozdziale dowiecie się jak Martina przeżyła ten lot ;D
I poznacie kolejne oblicze naszego Jorge :D

10 komentarzy = rozdział 20

17.10.2014

Capitulo 18

     Dedykacja dla Katariny Verdas :* Mojej kochanej sisterki ♥


     Dlaczego ja muszę być w nim tak beznadziejnie zakochana? On jest moim szefem, nie powinnam do niego czuć czegoś tak silnego i nieodwołalnego. 
      Płakałam przez całą noc. Odkąd wróciłam z tej "kolacji". Tego tak nazwać nawet nie można, ponieważ wybiegłam stamtąd, nic nawet nie jedząc. Nie sądziłam, że ktoś oprócz Jorge'a potrafi aż w takim stopniu wytrącić mnie z równowagi.
      Mercedes... Ta dziewczyna zaczyna mi coraz bardziej działać na nerwy. Jak ja mogłam wcześniej sobie wmawiać, że stłumię w sobie uczucia do mojego szefa dla niej. Bo przecież ona go "kocha". A ja nie chcę stawać na drodze ich miłości.
     Koniec z dobrotliwą Stoessel. Będę się bronić przed Jorge'm tylko dla własnego bezpieczeństwa. Nie dla jakiejś kobiety, która tak się zachowuje. Pewnie go nawet nie kocha. Ważne są dla niej wyłącznie jego pieniądze. 
      Zranił mnie. Zranili mnie oboje. I nic z tego sobie nie robili. Zapewne nie usłyszę nawet zwykłego przepraszam. Będzie tak jak gdyby nic się nie wydarzyło. A stało się i to dużo.
      Popatrzyłam w lustro i się skrzywiłam. Nie dość, że mam cienie pod oczami, to jeszcze mam problem z włosami. Zupełnie nie chcą się układać. Jeszcze raz próbuję je rozczesać. Westchnęłam z irytacją i związałam niesforne włosy w zwykły, koński ogon, mając nadzieję, że jakoś będę się prezentować.
      Ubrałam prostą spódnicę, balerinki - nie spędzę, ani chwili dłużej w szpilkach - oraz kremową koszulę bez rękawów. Prezentowałam się jak typowa pracownica.
      Wzięłam torbę na ramię, po czym wyszłam z mieszkania. Zeszłam po schodach i skierowałam się w stronę wyjścia z budynku. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze nie zrezygnowałam. Sama siebie podziwiam.
       Na drodze panował spory ruch. Szłam w stronę firmy Verdasów. Po kilku minutach stanęłam pod olbrzymim biurowcem. Nad szklanymi drzwiami metalowe litery tworzyły napis "Verdas Inc." Na miejsce dotarłam kwadrans przed ósmą. Zbyt wcześnie. Ogarnięta uczuciem zdenerwowania wchodzę do ogromnego holu.
       Przywitałam się ze siedzącą za biurkiem kobietą. Kieruję się w stronę windy, która w ekspresowym tempie zawozi mnie na odpowiednie piętro. Drzwi rozsuwają się i widzę, że nikogo jeszcze nie ma. Zauważam również nowy przedmiot. Biurko. Czyli Jorge nie żartował. Mercedes naprawdę będzie tu pracować.
      Miałam cichą nadzieję, że dzisiaj zrezygnują z przyjścia do pracy. Nie chciałam ich widzieć. W ich obecności byłabym w dużych tarapatach. Nie byłam pewna swoich emocji. Bałam się, żeby tylko się przy nich nie rozkleić.
      Niestety, musieli przyjść. Wyszli z windy razem, oboje w świetnych humorach. Śmiali się. Czy wspominałam już ile bym dała by ten uśmiech był skierowany tylko do mnie? Na pewno.
     Jorge miał na sobie elegancki szary garnitur i czarny krawat. Ubioru Mercedes nie skomentuję. Obiekt moich westchnień poruszał się gracją. Miał w sobie coś drapieżnego, co mnie do niego przyciągało. Kryło się w nim coś mrocznego, ale z jakiegoś powodu mój system obronny w jego obecności ulegał wyłączeniu.
      Nie odwracałam wzroku od ekranu komputera. Kątem oka zauważyłam jednak, że kieruję się w stronę jego biura. Na pewien czas mam Mercedes z głowy.
       Pisałam raport dotyczący naszego ostatniego wyjazdu. Jakoś nie miałam wcześniej czasu i chęci, by się za niego zabrać. Głównie z przyczyn osobistych.
       - Panno Stoessel - słyszę głos mojego szefa.
       Niepewnie podnoszę głową. Spogląda na mnie wyczekująco. Mercedes posyła mi triumfujący uśmiech. Przełykam ślinę. Zaczynam się bać. 
       Wstaję i na chwiejnych nogach wchodzę do jego gabinetu. Odgarniam pasmo włosów, które wymknęło się z kucyka i udaję, że nie czuję żadnego zdenerwowania. 
        - Mercedes mogłabyś zostawić nas samych? - zapytał, nie spuszczając ze mnie wzroku. 
        Popatrzyła na niego zdezorientowana, ale posłusznie opuściła pomieszczenie. 
        - Siadaj - zrobiłam, to co rozkazał. Ponieważ to nie była prośba. To był rozkaz. 
        Opiera łokcie na blacie biurka, a palce krzyżuje na wysokości ust. Jego usta są bardzo... rozpraszające. Przełykam ślinę.
        - Plany się nieco zmieniły. Wyjeżdżamy jeszcze dzisiaj. Teraz możesz już iść do domu. Daje ci czas na spakowanie. Za cztery godziny będę czekał pod twoim wieżowcem, razem z Mercedes.
        - Po co ja tam w ogóle jadę? - zapytałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. 
        Patrzę na niego, a on odpowiada mi spojrzeniem bacznym i beznamiętnym. Serce zaczyna mi szybciej bić, a policzki oblewa rumieniec.
        Czemu tak wytrąca mnie z równowagi? Musi być, aż tak atrakcyjny? To jego przeszywające spojrzenie, sposób w jaki przesuwa palcem wskazującym po dolnej wardze... Naprawdę mógłby przestać tak robić.
         - Po co? A kto jest moją asystentką?
         - Mercedes.
         - Ty, Martino - sposób w jaki wypowiedział moje imię, wywołał przyjemne dreszcze.
         - Od kiedy to mówisz do mnie po imieniu?
         - Nie denerwuj się tak - odparł.
         - Ja mam się denerwować? To ty ciągle próbujesz odgryźć mi głowę!
         - Rzeczywiście masz coś, co chętnie bym ukąsił - popatrzył wymownie na moje wargi.
         Ta niespodziewana uwaga, na którą z braku słów nie potrafiła odpowiedzieć, tak mnie zaskoczyła, że aż zachłysnęłam się powietrzem. Chciałam się odwrócić do niego plecami, ale przytrzymał mnie wzrokiem. 
         - Wczoraj mówiłeś co innego - odparłam stanowczo. - Twoja p r z y j a c i ó ł k a miała być twoją asystentką, ja dziewczyną od pilnowania terminów - odwróciłam się na pięcie i wyszłam z jego biura.
         Co za człowiek?! Jak on śmie mówić mi takie rzeczy? Niech sobie Mercedes ukąsi. On wysyła tak sprzeczne sygnały, że niedługo przez niego zwariuję. Najpierw jest niemiły, wredny, a później ze mną flirtuje. To potrafi tylko Jorge. 
         Nie wiem, jak ja z nim wytrzymam w tej Brukseli. Już jest pewne, że będziemy mieć apartament z trzema sypialniami. Zdziwiłam się, ponieważ myślałam, że Jorge i Mercedes będą razem w jednej. A tu taka niespodzianka. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem, to może oznaczać, że pomiędzy nimi nie jest tak różowo, jak wcześniej podejrzewałam. Może oni nawet ze sobą jeszcze nie spali. 
        Co byłoby bardzo dziwne, ponieważ Jorge uchodzi za kobieciarza. Ale właśnie może dlatego z nią jeszcze jest. 
        Wychodząc z budynku natknęłam się na Diego'a.
        - Witaj, piękna. Dawno nie oglądaliśmy filmów - uśmiechnął się.
        - Cześć Diego. Bardzo cię przepraszam, ale dzisiaj wyjeżdżam do Brukseli i nie dam rady. Ale po wyjeździe chętnie coś z tobą obejrzę.
        - Coś się stało? Nie wyglądasz za dobrze. 
        - Aż tak to po mnie widać? - zapytałam.
        Diego podszedł i mnie przytulił. Nie wypowiedział żadnych słów. To tylko pomogło.
        - Bo ja... ja się boję lecieć samolotem - wyjąkałam, powstrzymując się, by nie wybuchnąć płaczem.
        - Tak wiem, opowiadałaś mi... 
        Po dłuższej chwili odsunęłam się od niego, posyłając mu uśmiech. Nie dosięgał on moich oczu. Byłam zbyt zestresowana. Wyszeptałam "dziękuję", pożegnałam się i ruszyłam do mojego mieszkania.
     te kilka dni - bez niego, jego uśmiechu rozświetlającego każdy mój dzień, silnego uścisku, który dodawał mi otuchy -będą prawdziwą udręką. Szczególnie, że mam je spędzić w jednym apartamencie razem z Jorge'm i jego humorami oraz Mercedes - kobietą, która stała się po części moją nową rywalką.
    _____________         
Już jest 18. Już wam mogę powiedzieć, że Jorge i Martina zbliżą się do siebie na wyjeździe ;D
Oby tylko Jorge później tego nie zepsuł :P
Dzisiaj mam urodziny ;D Po co ja się chwalę?
Dziękuję osobom, które czytają ♥
Czekam na opinie  ♥