17.04.2016

Capitulo 53

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjh-phFyFKwJrHDDJde1QE7haK-Mh_wmdCHxNmbxQZbfjL2i_zHsiJrxF7Blvq7TAnFOiP5Z6dLIfeyPT4uEWiEOgE9cJ-gbaJ3xFLl7VLg1efE4GXgegj_tPHY93H2SKmYDYRZ5Hl_wbg/s1600/tumblr_nqluxnzc0x1t34wjao3_400.gif
     Rozdział dedykuję Kate
 
     Moje serce przestało bić, a w płucach zabrakło powietrza. Czułam się jakby ktoś zadał mi cios, od którego straciłam zdolność oddychania.    
     - Proszę, powiedz, że żartujesz - powiedziałam, zabierając swoją dłoń z jego.
     - Chciałbym - wyszeptał, uciekając wzrokiem przed moim spojrzeniem, przepełnionym niewyobrażalnym bólem. - Mówię Ci to, bo chcę oczyścić między nami atmosferę.
     - Równie dobrze mogłeś mi w ogóle tego nie mówić - zdołałam wydusić przez boleśnie zaciśnięte gardło.
     Zdrada była tak okrutnie perfidna, że nie potrafiłam dopuścić do siebie myśli, że to się dzieje naprawdę. To niemożliwe. Jednak z każdą kolejną chwilą, gdy dłużej wpatrywałam się w siedzącego naprzeciw mężczyznę o nieprzeciętnej urodzie, prawda powoli do mnie docierała, rozdzierając mnie od środka.
     - Źle się z tym czułem - przyznał. - Pewnie uważasz, że jestem draniem bez serca. Po części się z tobą zgadzam. Ale staram się jak mogę by Cię odzyskać. Nie cieszysz się z tego, że przyznałem Ci się do błędu? Że zamiast ukryć prawdę, dzielę się nią z tobą?
     - Och, czyli teraz z wdzięczności mam Ci się rzucić w ramiona? - prychnęłam.
     - Proszę, nie utrudniaj mi tego - jego szczęka mocniej się zacisnęła.
     - Jak mogłeś? - odparłam z wyrzutem. - Następnym razem kiedy nie będzie się między nami układało, również rzucisz się w ramiona pierwszej lepszej?
     Jego twarz spochmurniała. Nie zaprzeczę, że nie czułam satysfakcji na widok skruchy i udręki, która położyła się cieniem na jego twarzy.
     - Tini, to nie tak.
     - W takim razie jak?
     - Ja... ja cię kocham - wymamrotał.
     Od dawna marzyłam, by usłyszeć z jego ust te dwa słowa. Teraz jednak, kiedy padły, znaczyły tak niewiele.
     - Mówisz mi to, bo tak naprawdę czujesz czy robisz to po to, żeby mnie zatrzymać?
     Jego oczy zrobiły się okrągłe jak spodki.
     - Jak możesz tak nawet myśleć? Nigdy nie wyznałbym komuś takich słów w wyniku desperacji. Ja naprawdę coś do ciebie czuję. Niezależnie od tego, jakie to może budzić wątpliwości, proszę, nie umniejszaj moich uczuć do ciebie. Ja naprawdę cię kocham.
     - Jakoś trudno mi w to uwierzyć - potrząsnęłam głową i wstałam z krzesła, gotowa opuścić lokal.
     Nie mogłam dłużej słuchać jego wyjaśnień, kłamstw, próby złagodzenia napiętej atmosfery jaka była między nami.
     - Do diabła! - usłyszałam gniewne warknięcie szatyna za moimi plecami, a tuż po nim dźwięk odsuwanego krzesła.
    Przyspieszyłam kroku, będąc pewna, że jeśli się pospieszę to mnie nie zatrzyma. W końcu musiał jeszcze uregulować rachunek. Gdy otworzyłam z impetem drzwi, owionął mnie, dający ukojenie lekki wiatr. Wyszłam na zewnątrz i stanęłam pośrodku chodnika, dając sobie chwilę na zebranie myśli. W głowie miałam jeszcze większy mętlik, niż zanim tutaj przyszłam. Czułam się oszukana i upokorzona. Jak on mógł? Zamrugałam kilkakrotnie, starając powstrzymać się od wybuchnięcia płaczem. 
     Zaczęłam żałować swojej decyzji. Co ja sobie myślałam? Czego się spodziewałam? On nigdy się nie zmieni. Jego natura kobieciarza będzie dawała o sobie znać na każdym kroku. Teraz już wiedziałam, dlaczego Blair odebrała wtedy telefon. 
     Rozejrzałam się dookoła, poszukując taksówki. Na moje nieszczęście żadnej w pobliżu nie było. Westchnęłam zrezygnowana. Będę musiała wrócić do domu pieszo. Zaczęłam więc iść wolno w odpowiednim kierunku. 
     Tymczasem coś kazało mi spojrzeć za siebie. Gdy odwróciłam głowę, ujrzałam Jorge rozglądającego się nerwowo po ulicy. Skręciłam w pierwszą uliczkę, mając nadzieję, że nie zdążył mnie zauważyć. 
     - Tini! 
     Krzyknęłam zaskoczona, czując jego dłoń na ramieniu. Odwróciłam się w jego stronę.
     - Nie możesz po prostu odpuścić?
     - A co wtedy będzie ze mną? Z nami? Z naszym dzieckiem?
     Nie odpowiedziałam. Nie miałam na to siły.
     - Zamierzasz je usunąć? - zapytał cicho.
     Moja dłoń automatycznie powędrowała w stronę brzucha. Już dawno podjęłam tą decyzję. Nie wiadomo co by się działo, nie zabiłabym własnego dziecka.
     - Nigdy - odpowiedziałam pewnie.
     - To dobrze - pozwolił sobie na lekki uśmiech. - Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
     - Nic nie jest dobrze! Nie rozumiesz tego? Po raz kolejny mnie zraniłeś! - rzuciłam oskarżycielsko.
     - Żałuję tego.
    Machnięciem ręki zlekceważyłam jego słowa.
     - To nie wystarczy. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie Ci zaufać.
     - A myślisz, że mi nie jest ciężko - w jego oczach zapalił się płomień. - Myślisz, że nie boli mnie twój widok z innymi mężczyznami? Clement, Diego...
     - Ale ja nigdy z nimi nie spałam! - krzyknęłam, dając tym samym upust rozszalałym emocjom.
     Wtedy podszedł do mnie zdecydowanie, a ja instynktownie zrobiłam kilka kroków w tył, zanim nie uderzyłam plecami w ścianę budynku. Znalazłam się w potrzasku.
     Złapał mnie i otoczył moje rozdygotane ciało ramionami. Dotyk podziałał na mnie obezwładniająco. Próbowałam odsunąć go od siebie. Bezskutecznie. Zdruzgotana trwałam w jego objęciach.
     - Proszę, puść...
     Niespodziewanie uderzył swoimi wargami o moje, łącząc je w namiętnym pocałunku. Krew uderzyła mi do głowy. Jego dłoń sunęła od mojego biodra, przez zagłębienie w talii, aż w końcu dotarła do policzka, pieszcząc go delikatnie. Poczułam dreszcze na plecach - takie same, które czułam za każdym razem, gdy mnie dotykał. Moje ciało nie potrafiło mu się oprzeć. Była to moja słabość, której Jorge nie zawahał się wykorzystać. Zdecydowałam się na odwzajemnienie pocałunku. Nie miałam nic do stracenia. Smakowaliśmy nawzajem swój ból, smutek, gorycz i gniew.
     - Wybaczysz mi? - zapytał, na chwilę odrywając swoje usta od mojej twarzy.
     Tysiące myśli przebiegło przez moją głowę bardzo szybko. Kochałam go, ale w tej chwili nie chciałam o tym myśleć. W tej chwili nie liczyło się to co zrobił, to jak mnie ranił.
     - Nie wiem - mruknęłam i przyciągnęłam go mocniej do siebie.
    Desperacko pragnęłam jego bliskości. Czułam jego miękką skórę, wsłuchiwałam się w nierówne bicie serca. Zatopiłam dłoń w jego włosach, za którymi tak tęskniłam. 
    Mocniej zacieśnił uścisk na mojej talii. Ludzie przystawali i przyglądali się nam. Nie obchodziło mnie to. W tej chwili byliśmy tylko my.  

____________
Mam nadzieję, że nie jesteście źli za nieregularność w dodawaniu rozdziałów. Staram się jak tylko mogę, by znaleźć chwilę czasu na napisanie czegoś na bloga. Przepraszam za długość, ale chciałam jak najszybciej opublikować ten rozdział. Już i tak długo na niego czekaliście.

Dziękuję wszystkim, którzy tutaj są ♥
Kocham Was ♥

PS: Jeśli chcielibyście przypomnieć sobie początki historii Jortini z tego bloga to zapraszam na mojego WATTPADA, gdzie publikuje to opowiadanie od początku (trochę poprawione, ale treść pozostaje ta sama xD).

8.03.2016

Capitulo 52 (+16)

https://31.media.tumblr.com/ad2834a183aaab434c613dc40ea05064/tumblr_nhs6z3xCCL1sqhuc6o6_250.gif
Rozdział dedykuję każdemu czytelnikowi który cierpliwie na niego czekał,
każdemu czytelnikowi, który jeszcze tutaj jest i ma chęć czytać moje wypociny xD
Dziękuję, że jesteście ♥

     Miałam właśnie wchodzić pod prysznic, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdenerwowana przewróciłam oczami i z ociąganiem zarzuciłam satynowy szlafrok na nagie ciało. Boso przemknęłam przez korytarz w stronę drzwi wejściowych. Przekręciłam klucz, po czym otworzyłam je na oścież.
     Widok Jorge'a zwalił mnie z nóg, a cała złość za przeszkodzenie mi gdzieś zniknęła. Nie spodziewałam się go o tej porze. Spojrzałam na niego zdziwiona, czekając na jakiekolwiek słowa wyjaśnienia.
     - Chciałem cię zobaczyć - odparł.
     Uśmiechnęłam się do niego ciepło w odpowiedzi, gestem dłoni zapraszając go do środka. Niepewnie wszedł i zaczął rozglądać się po wnętrzu mieszkania. Później odwrócił się do mnie i  zlustrował mnie od stóp do głów. Ciepło gwałtownie napłynęło do moich policzków. Mocniej zacisnęłam poły szlafroka.
     - Właśnie miałam brać prysznic - wyjaśniłam.
     Uśmiechnął się lekko i zdecydowanie podszedł do mnie bliżej.
     - Chętnie wezmę go razem z tobą - wyszeptał zmysłowo, po czym przylgnął wygłodniałymi wargami do moich ust.
     Początkowo byłam zaskoczona, ale po chwili objęłam go za szyję i odwzajemniłam pocałunek. Jego dłonie błądziły po całym moim ciele, zsuwając jedyne okrycie i pozwalając mu swobodnie opaść na ziemię. Kiedy jedną ręką trzymał moją twarz, drugą położył tuż pod moją piersią. Ścisnął ją delikatnie, patrząc mi głęboko w oczy z filuternym uśmiechem. Pochylił się nieco do przodu i opuściwszy głowę, ostrożnie przemknął po niej językiem. Wypuściłam powietrze z głośnym westchnieniem rozkoszy. On pieścił ją dalej, przez co stawałam się coraz bardziej podniecona. Wsunęłam palce w jego włosy, odrywając go od mojego biustu i przyciągając z powrotem do moich ust. Mężczyzna wziął mnie na ręce i nie mogąc już dłużej czekać zaprowadził do mojej sypialni.

     Obudziłam się ciężko dysząc. Przez kilka chwil próbowałam dojść do siebie, nie mogąc uwierzyć, że śniło mi się coś tak realistycznego. Spojrzałam na telefon. Dochodziła trzecia. Nadal nie mogąc złapać oddechu, odchyliłam kołdrę i usiadłam na łóżku. Wsunęłam stopy do miękkich kapci i poszłam do kuchni, nalać sobie szklankę wody.
     Z naczyniem w ręku oparłam się o blat i jednym haustem je opróżniłam. Przyłożyłam zimne szkło do czoła i jedyne o czym mogłam teraz myśleć to, że chętnie powróciłabym do mojego snu. Nadal go pragnęłam, nadal był dla mnie ważny.
     Odstawiłam szklankę do zlewu i wróciłam z powrotem do łóżka. Dość szybko zasnęłam, o niczym innym nie myśląc, jak tylko o dalszym ciągu mojej sennej fantazji. Jednak ku mojemu niezadowoleniu nic podobnego mi się nie przyśniło.

     Wstałam kilka godzin później, nie przejmując się tym, że spóźnię się do pracy. Był piątek, kilka tygodni po moim odejściu i dokładnie pięć dni od kiedy Jorge opuścił szpital. Nie widziałam go od tego czasu, ponieważ był zajęty sprawami służbowymi. Nie podobało mi się to zbytnio, ponieważ dopiero co spędził dzień w szpitalu przez nienormalne zmęczenie, a już rzucił się w wir pracy. Nie uspokajały mnie jego zapewnienia, że nie będzie się zbytnio zapracowywał, bardziej uważał na siebie.
    Przez te kilka ostatnich dni rozmawiałam z nim kilka razy przez telefon. Proponował mi nawet powrót, ale ja z niechęcią się do tego odnosiłam. Nie chciałam ponownie przeżywać tego samego. Bo nikt nie da mi zapewnienia, że tym razem będzie dobrze.
      Zamiast tego zaczęłam rozglądać się za posadą w innym miejscu. Miałam już na oku kilka ofert, którym dokładnie przyjrzę się jutro. Na spokojnie. Po...
     Na myśl o jutrzejszym spotkaniu poczułam ekscytację pomieszaną z lekkim niepokojem. A co jeśli to nie będzie to? Jeśli któreś z nas poruszy temat dziecka i wywiążę się między nami kłótnia? On będzie chciał, żebym je usunęła, ja na to nie pozwolę i ponownie się rozstaniemy?
     Za każdym razem, kiedy tak o tym myślałam czułam uścisk w klatce piersiowej. Zaraz jednak potrząsnęłam głową, chcąc się pozbyć uciążliwych myśli. Może jednak przesadzam? Powinnam skupić się na czymś innym, bo zaraz zwariuje.
     Skierowałam się do łazienki, gdzie zrzuciłam z siebie ubrania, po czym weszłam do niewielkiej kabiny prysznicowej i odkręciłam wodę. Ciepłe krople wody spływały po moim ciele, przynosząc ukojenie od dręczących myśli. Prysznic zajął mi zdecydowanie więcej czasu niż zwykle, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Po wyjściu spod prysznica osuszyłam swoje ciało i owinięta w ręcznik przeszłam z powrotem do pokoju. Ubrałam pierwszy lepszy komplet bielizny i przypadkowe ubrania, na które składały się zwykłe dżinsy i luźna bluza wkładana przez głowę. Włosy wysuszyłam ręcznikiem, zostawiając je lekko wilgotne. Zabrałam telefon i poszłam do kuchni przygotować sobie śniadanie. Usiadłam przy niewielkiej wyspie kuchennej z miską płatków i zaczęłam myśleć nad rzeczami do zrobienia, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Wszystko już było zrobione.
    Nagle usłyszałam dzwonek telefonu, który leżał przede mną. Nie patrząc kto dzwoni przesunęłam palcem po ekranie, odbierając.
    - Dzień dobry, Martino - usłyszałam niski i lekko ochrypły głos ukochanego.
    - Dzień dobry.
    - Chciałem zapytać czy nasza randka jest nadal aktualna?
    - Oczywiście - odpowiedziałam bez wahania.
    - Będę u ciebie o szóstej. 
    - Czekam - rzuciłam, uśmiechając się do siebie głupkowato. Czułam się jak nastolatka przed swoją pierwszą randką.
    - Tini... - jego głos był tak cichy, że ledwo go usłyszałam.
    - Tak? - zapytałam lekko zaniepokojona.
    W telefonie zaległa krótka cisza. Czułam się coraz bardziej niepewnie.
    - Już nic... - chyba się jednak rozmyślił. - Do zobaczenia. Nie mogę się doczekać, aż w końcu Cię znowu zobaczę. 
     - Do zobaczenia - po tych słowach rozłączyłam się.
      Zaledwie kilka minut przed osiemnastą, stałam przed drzwiami, czekając na Jorge. Ubrana byłam w czarną sukienkę bez ramiączek z pasem prześwitującego materiału w talii i u dołu. Słysząc dzwonek do drzwi, odczekałam chwilę by nie wyjść na zbyt niecierpliwą.
     Na jego widok zaparło mi dech w piersiach. Miał na sobie czarną marynarkę, która przykrywała elegancką, starannie wyprasowaną koszulę z jednym niedopiętym guzikiem, który odsłaniał fragment jego złocistej skóry, porośniętej ciemnymi, kręconymi włoskami. Nie mogłam tego powstrzymać, moje ciało instynktownie odpowiadało na jego widok, co tym bardziej nie pomagało mi w trzymaniu na wodzy moich emocji.
     - Idziemy? - zapytał, wyciągając do mnie dłoń.
     Pokiwałam głową, powtarzając jego gest. Gdy zamykałam drzwi, mężczyzna przysunął twarz do mojego ucha i wyszeptał:
     - Pięknie wyglądasz. 

     Od kilku minut siedzieliśmy naprzeciwko siebie w malutkiej restauracji na obrzeżach miasta. Jorge wystukiwał palcami nerwowy rytm. Starałam się nie zwracać na to uwagi, jednak mój wzrok co chwilę uciekał w tamtym kierunku. Denerwował się czymś.
     Położyłam swoją dłoń na jego i uśmiechając się czule, zapytałam.
     - Jorge, co się dzieje? Chcesz mi coś powiedzieć?
     - Ja... - zamilkł na moment, odwracając wzrok -  przespałem się z Blair. Wtedy, kiedy mnie zostawiłaś.

25.01.2016

Capitulo 51


  Nuestro Camino Tini & Jorge
Rozdział dedykuję Sheili

    Spod na wpół przymkniętych powiek, przypatrywałam się jednej z jego dłoni, leżącej luźno na pościeli. Nagle zobaczyłam jakiś ruch. Podniosłam głowę z jego torsu i spojrzałam na twarz ukochanego. Jego oczy były całkowicie otwarte, usta wykrzywione w grymasie. 
    - Tini - wychrypiał słabym głosem, uśmiechając się blado. - Co ty tutaj robisz?
    - Powinnam kogoś zawołać - wstałam, nie odpowiadając na zadane pytanie.
    - Zaczekaj - szatyn podciągnął się z wysiłkiem i spróbował zebrać w sobie siłę, by złapać moją rękę, ale mu się nie udało.
     Usiadłam więc z powrotem na krześle i wsunęłam dłoń w jego. Gdy tylko poczułam przyjemne mrowienie w dłoni, łzy zaczęły płynąć strumykami w dół po moich skroniach. Obudził się. Chociaż gdzieś głęboko we mnie czaił się strach, miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Byłam tutaj przy nim i nie wyobrażałam sobie by mogło go kiedyś zabraknąć. Tak bardzo go kochałam.
     - Nie płacz kochanie - uniósł moją dłoń i przysunął sobie do ust. Na jej wierzchu złożył delikatny pocałunek. - Przecież nic mi nie jest.
     Odchyliłam się lekko i utkwiłam w nim zaniepokojone spojrzenie.
     - Tego jeszcze nie wiemy.
     - Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - powiedział, po krótkiej chwili milczenia. - Dlaczego tutaj jesteś? Zraniłem Cię...
     - Tak, ale teraz to nie ma znaczenia - odgarnęłam mu włosy z twarzy. - Ale chcę żebyś wiedział, że moja obecność tutaj nie oznacza, że Ci wybaczyłam.  
     - Wiem. Nawet na to nie liczyłem. Ale... czy jest coś, co mógłbym zrobić, aby choć w małym stopniu odpokutować za moje winy?
     Zamroziło mnie. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Z jednej strony bałam się zostać ponownie zraniona. Ukochany mężczyzna już nie jeden raz doprowadził mnie do płaczu, czasem świadomie, czasem nienaumyślnie. Mercedes, Kennedy, Blair... kto jeszcze pojawi się na naszej drodze? Do tego jego reakcja na wieść o mojej ciąży.
     Ale z drugiej strony... nie potrafię trzymać się od niego z daleka. Nie wiadomo jak bardzo bym się starała o nim zapomnieć, nie umiem wymazać z pamięci jego obrazu. Dotyku chłodnych dłoni na moim rozgrzanym ciele, mokrych pocałunków, jego olśniewającego uśmiechu, oczu, które przeszywają na wskroś i z których nie potrafię nic wyczytać. Ten mężczyzna to jedna wielka tajemnica, z którą pragnę się zaznajomić. Kochałam go szalenie, potrzebowałam tak jak tlenu. 
     - Zaskocz mnie - odpowiedziałam w końcu, uśmiechając się zadziornie. .
     Jego aksamitny śmiech sprawił, że poczułam przyjemny skurcz w żołądku. Jednak chwilę później spoważniał.  
     - Dziękuję - wyszeptał.
     - Za co?
     Jorge nie zdążył odpowiedzieć, bo do sali wszedł lekarz wraz z pielęgniarką. Zatrzymali się w półkroku nie domykając drzwi.
      - Przepraszam, ale musimy zabrać pacjenta na dalsze badania.
      - Dalsze?
      - Przeprowadziliśmy już kilka, ale one nic nie wykazały. Powodem utraty przytomności było prawdopodobnie zbyt duże przemęczenie. 
     Przemęczenie?! To o to było tyle zachodu? Spojrzałam na ukochanego, lustrując dokładnie jego twarz. Już wiedziałam skąd zapadnięte policzki, cienie pod oczami, niezdrowy kolor skóry. 
     - Jeśli i te badania nic nie wykażą, pacjent już dziś wieczorem będzie mógł wrócić do domu. 
     Wyszłam na korytarz. Diego poderwał się na mój widok. W ręku trzymał małą, czarną torbę. Rozpoznałam, że to była moja torba. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
     - Lodovica podrzuciła mi twoje ubrania. Niestety nie mogła zostać dłużej.
     - Zadzwoniłeś do niej? - pokiwał twierdząco głową.
     - Dziękuję - to mówiąc, wzięłam od niego torbę i ruszyłam w stronę łazienki.
     Tam przebrałam się w przygotowane przez moją przyjaciółkę wygodne ubrania - ciemne dżinsy i zwykły T-shirt. Do tego dorzuciła trampki, abym nie musiała męczyć się chodzeniem w szpilkach. Nie było to nic wyszukanego, ale mi to nie przeszkadzało.
     Starannie poskładałam sukienkę, licząc na to, że nie zniszczę jej jeszcze bardziej. Miałam nadzieję, że plamy łez wymieszane z resztkami mojego makijażu łatwo się spiorą.
     Przejrzałam się jeszcze w lustrze i wróciłam do reszty. Ku mojemu zdziwieniu nikogo nie znalazłam, prócz pochylonej nad swoim telefonem, Blair.
     - Gdzie są wszyscy? - zapytałam.
     - Wrócili do domów - wyjaśniła, wzruszając ramionami. - Już późno.
     Spojrzałam na zegar wiszący na przeciwległej ścianie. Według niego było kilka minut po trzeciej. Usiadłam obok niej, nie odzywając się więcej. 

     Wraz Clement'em i Blair czekałam na parkingu na jego przyjście. Gdy tylko drzwi szpitala się otworzyły, a w blasku słońca ukazał się Jorge, blondynka rzuciła się w jego kierunku. Wyglądała, jakby zamierzała rzucić mu się na szyję, ale on zdecydowanym ruchem odsunął ją od siebie i podszedł do mnie. Uniósł obie dłonie i palcami dotykał mnie po skroniach, następnie po policzkach aż w końcu doszedł do ramion. Przyciągnął mnie do siebie i trzymał w mocnym uścisku. Nic nie powiedział, ale właściwie nie musiał. Wiedziałam to, co miałam wiedzieć. 
     Po krótkiej chwili odsunął mnie od siebie minimalnie, pochylił się do mojej szczęki, chcąc przycisnąć swoje usta do moich, lecz w ostatniej chwili odchyliłam głowę w drugą stronę. 
     - Jorge, mówiłam już, że jeszcze Ci nie wybaczyłam.
     Jego oczy przygasły, straciły swój blask, by po chwili znów nabrać koloru jak gdyby nic się nie wydarzyło. Potem zacisnął palce wokół mojej dłoni i odwrócił się w stronę pozostałej dwójki.
     - Blair, Clement - skinął im głową na powitanie.
     Odpowiedzieli mu tym samym, po czym francuz wyciągnął z kieszeni kluczyki do swojego samochodu. Jego światła zamrugały, a w powietrzu rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk obwieszczający, że drzwi auta zostały otwarte. 
     Wsiedliśmy do środka. Clement i blondynka na przednich siedzeniach, ja z Jorge'm z tyłu. Jechaliśmy w ciszy, którą po kilku minutach przerwał szatyn, zaraz po tym, jak przysunął się bliżej mnie. 
     - Chcę iść z tobą na randkę - wyszeptał mi do ucha. - Zacząć od nowa, wyjaśnić parę spraw. 
     Nie wierzyłam własnym uszom. Czy to dzieje się naprawdę? 
     - Nie mogę się doczekać. 
     Nagrodą za pozytywną odpowiedź, był jego szczęśliwy uśmiech.
__________
Krótki, wiem :(
Następny będzie dłuższy, obiecuję ♥