Przy drzwiach mojego pokoju stał Leon. Kompletnie zapomniałam, że miał do mnie przyjść.
- Gdzie byłaś? - zapytał.
- W bufecie. Zachciało mi się pić - pokazałam mu butelkę wody.
Otworzyłam drzwi i weszłam do mojego pokoju. Chłopak podążał za mną. Byłam trochę zażenowana tym, że jeszcze przed chwilą nie myślałam o nikim innym jak o Jorge'u. Jednak nie dałam tego po sobie poznać.
- Jutro mamy cały dzień dla siebie...
- Tak, możemy gdzieś razem pójść - przerwałam mu, ponieważ domyślałam się co chciał mi powiedzieć.
- No właśnie w tym problem. Chłopaki ustalili, że jutro zrobimy sobie taki męski dzień - zaskoczyło mnie to - i chciałem cię zapytać czy nie miałabyś nic przeciwko.
- Oczywiście, że nie - szybko odpowiedziałam. Na prawdę nie miałam. Leon też miał swoje potrzeby. Przez ostatnie dni przez cały czas byliśmy razem. W sumie ja też zatęskniłam za damskim towarzystwem.
- Na pewno? - pokiwałam głową.

Chłopak podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk. Staliśmy tak przez chwilę po czym Leon musiał wracać, ponieważ dochodziła cisza nocna. W tym czasie musieliśmy siedzieć sami w swoich pokojach.
- Dobranoc - odrzekł po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Jęknęłam. Był on taki słodki. Nie chciałam tego przerywać. Jednak musiałam. Odsunęliśmy się od siebie. Chłopak popatrzył mi w oczy. Widziałam w nich miłość. Kompletnie się w nich zatraciłam.
- Dobranoc - szepnęłam.
Po moich słowach Leon wyszedł z mojego pokoju.
********************
Rano zbudziły mnie promienie słońca wpadające przez balkon. Pogoda była wspaniała. Było bardzo ciepło. Naszła mnie ochota na pływanie.
Szybko się ubrałam i zeszłam na śniadanie. Nie zauważyłam tutaj żadnego z moich przyjaciół. Podeszłam więc do bufetu, wzięłam miskę, nasypałam do niej czekoladowe płatki, zalałam mlekiem i ruszyłam w stronę najbliższego, pustego stolika. Usiadłam tak, że widziałam wejście restauracji. Była ona bardzo wysoka. To miejsce wywarło na mnie dobre wrażenie. Pomieszczenie wyglądało na bardzo zadbane. Stało tutaj kilkanaście stolików rozrzuconych po całej sali. Na białych obrusach stało po kilka szklanek, soki, serwetki oraz zapachowa świeca. Ta na moim stoliku była o zapachu pomarańczy. Przy stołach stały duże, czarne krzesła. Ściany były białe. Natomiast podłogę pokrywał jasno-brązowy dywan. Na suficie wisiało kilka kryształowych żyrandolów.
Jedząc płatki spoglądałam co chwilę na wejście. Kończyłam już śniadanie, a dotąd nie zobaczyłam nikogo z mojej szkoły. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła ósma. Kiedy znów podniosłam wzrok ujrzałam znajomą twarz. Był to chłopak z windy. Jorge. Podszedł do bufetu i nałożył sobie kilka przysmaków na talerz. Gdy już go zapełnił rozejrzał się za pustym miejscem. Dostrzegł mnie siedzącą samą. Ruszył więc w moją stronę.
- Mogę się przysiąść? - zapytał patrząc na mnie wyczekująco. Nie mogąc wykrztusić słowa pokiwałam tylko głową. Ten chłopak mnie onieśmielał. Usiadł na przeciwko mnie po czym zabrał się za opróżnianie swojego talerza.
Starałam się na niego nie patrzeć, aby nie mógł wyczytać z mojego wzroku jak on na mnie działa.
Opanuj się dziewczyno ty masz chłopaka! Ciepło odpłynęło z moich policzków. A co jeśli ktoś tu wejdzie i mnie z nim zobaczy? Co sobie pomyśli? A jeśli ten ktoś zrozumie to opacznie i pomyśli, że łączy mnie z nim coś więcej. Spokojnie. Przecież wiesz jak jest. Pewnie dosiadł się do mnie bo nie ma tu innych wolnych stolików, a na dlatego, że mu się podobasz.
Ja chyba straciłam rozum. Już zaczynam mówić sama do siebie.
- I jak ci się spało? - Podniosłam wzrok słysząc, że coś do mnie mówi. Zajęta mówieniem do siebie, nie usłyszałam jednak co. Już chciałam się go o to zapytać, gdy jakaś dziewczyna do nas podeszła.
Była to niska, szczupła blondynka o niebieskich oczach. Miała na sobie czarny, lekko prześwitujący T-shirt, dżinsowe spodenki i czarne adidasy z różowych znaczkiem zboku. Nie była zadowolona.
- Jorge?! - pisnęła. Miała bardzo nieprzyjemną barwę głosu - co ty tutaj z nią robisz, skoro to ja jestem twoją dziewczyną?!
Zamarłam. On ma dziewczynę to dlaczego próbuje mnie adorować?
- Jaką dziewczyną? To, że pojechaliśmy na wspólne wakacje, nie znaczy, że jesteśmy parą.
- Jak to? - zażenowana blondynka zwróciła wzrok w moją stronę - to twoja wina!
- Dlaczego moja?
- Ponieważ spotkał ciebie i już o mnie zapomniał - nie rozumiałam nic z tego co ona mówiła.
- Klaudia posłuchaj, nigdy nie byliśmy i nie będziemy razem. Rozumiesz?
Ta tylko parsknęła, odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem wymaszerowała z sali.
- Przepraszam za nią. Ona zwykle tak się nie zachowuje - popatrzył na mnie zmartwionym wzrokiem - mam nadzieję, że przez nią się do mnie nie zraziłaś?
- Nie, skądże - odparłam.
- To dobrze - wyraźnie mu ulżyło - może miałabyś ochotę pójść popływać.
Czytał mi w myślach. Już chciałam odpowiedzieć, że bardzo chętnie, jednak zawahałam się na moment. Co sobie pomyślą Leon? Ale później przypomniało mi się, że wspominał o męskim dniu. Czy do niego mogło się zaliczać pływanie? A co mi szkodzi. Przecież to tylko kolega. Bardzo przystojny i pociągający kolega. Dlaczego to jest takie trudne?
- Jeśli nie chcesz, to...
- Chętnie z tobą pójdę - przerwałam mu zanim zdążył dokończyć. A co mi tam.