16.05.2015

Capitulo 42


Rozdział dedykuję Aleksandrze Wodzińskiej oraz Brithany, która razem ze mną napisała początek poniższego rozdziału. Dziękuję ♥

     Włożyłam czarne botki od Louboutina i spojrzałam na swoje lustrzane odbicie. Postawiłam na luźny ubiór, w końcu wybieram się do Lodovici. Nadal uważam dziewczynę za swoją przyjaciółkę, z drugiej strony myślę, jak musi być jej ciężko. Gdyby wtedy ten kretyn nie przyszedł do mojego domu - przeszło mi przez myśl.
    Chwyciłam torebkę i wyszłam na świeże powietrze. Zapowiadał się słoneczny dzień. Skierowałam się w stronę domu czarnowłosej, myśląc, jak się z tego wszystkiego wytłumaczyć. Z Diego łączy mnie wyłącznie przyjaźń i nic głębszego. Z mojej strony chłopak nie ma na co liczyć. Jednak Lodo... mam wrażenie, że jest nim nadal zauroczona, choć nie chce się do tego przyznać.
    Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam dom włoszki. Podeszłam bliżej. Zadzwonić czy nie? - podświadomość obudziła się w mniej odpowiednim momencie. W końcu odważyłam się przycisnąć pstryczek. Rozbrzmiał piskliwy odgłos dzwonka. Usłyszałam kroki, aż drzwi się otworzyły. W nich stanęła osoba, z którą okropnie bałam się rozmawiać. Nogi miałam jak z waty. Lodovica odchrząknęła i popatrzyła się na mnie spod byka. Przeczuwam, że raczej nie wpuści mnie do swojego mieszkania.
      - Cześć Lodo, przyszłam... - przerwała mi i otworzyła usta w celu mówienia:
      - Nie interesuje mnie, z jakiego powodu zawracasz mi głowę. Nie mam zamiaru Cię słuchać. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! - trzasnęła drzwiami przed nosem.
       Jest trudniej, niż przeczuwałaś - przewróciłam oczami i zignorowałam słowa podświadomości. Zadzwoniłam kolejny raz. Cisza. Zaczęłam mocno pukać, a raczej walić. Nie kontrolowałam swoich emocji. A jeśli coś jej się stało? - na pewno nic się nie stało.
     Wyjrzałam przez okienko, które prowadziło do mieszkania dziewczyny. Rozmawiała z kimś przez czarnego Samsunga, który jest opakowany w jaskrawe czerwone etui. Gdy zaczęła odwracać się w moją stronę, szybko rzuciłam się na bok - z dala od okna. Żeby nie pomyślała, że ją podglądam. Na moje nieszczęście Lodovica zdążyła mnie zauważyć.
      - Tini, wiem, że tam jesteś. Wyjdź - zostałam jeszcze chwilę w ukryciu. Westchnęła. - Porozmawiajmy - czy ja się przesłyszałam?!
     Moja najlepsza przyjaciółka prosi o rozmowę. Troszkę się przesunęłam. Tak, że po chwili stałam przed Lodo. Miała skrzyżowane ręce na wysokości piersi i obserwowała mnie przenikliwym spojrzeniem.
     - Zapraszam do środka - machnęła dłonią w celu zaproszenia.
     Spojrzałam na jej twarz, na usta pomalowane wiśniowym błyszczykiem. Widziałam w nich cień uśmiechu. Przekroczyłam próg "królestwa" czarnowłosej. Na półkach znajdowały się książki z kolorowymi okładkami, a na ścianach udało mi się dostrzec zdjęcia z dzieciństwa. Rozsadowiłam się na skórzanej kanapie, która o dziwo, była z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału.
     - Coś do picia? - zapytała.
     - Tak, herbaty - odpowiedziałam z uśmiechem.
     Zmieszała się i poszła do kuchni. Moją uwagę przykuł włączony telewizor, na którym właśnie "leciały" wiadomości.
      - Wczoraj rozbił się samolot Nowy York - Buenos Aires. Nie doniesiono nam wszystkich informacji. Z tego co wiadomo od wydawnictwa News Time, rannych zostało 50 osób. Prawdopodobnie nie żyje 10 osób, w tym znane małżeństwo Comello... - Comello, Comello...
     Zaraz. Nie mogę w to uwierzyć. Wygląda na to, że rodzice Lodo nie żyją. Nagle wszystko zaczęło do mnie wracać. Wspomnienia, które przez chwilę zostały przeze mnie zapomniane, przewijały się w mojej głowie niczym film, którego nie potrafiłam zatrzymać. Oczami wyobraźni wciąż widziałam ich wypadek. Ból po stracie rodziców był ogromny. Nie chciałam, aby Lodovica przechodziła to samo co ja. Jednak to było nieuniknione.
      Do mych oczu zaczęły napływać słone łzy. Szybko się jednak otrząsnęłam i wytarłam kciukiem dowody, które mogą dać mojej przyjaciółce do myślenia. Wzięłam pilot do ręki i przełączyłam na inny kanał.
     To straszne, jak teraz mam spojrzeć Lodovice prosto w oczy? Nie. Nie mogę tego wyjawić. To zostanie między Tobą, a mną - słuchałam uważnie głosu dobiegającego z mojej głowy.
     - Martina, wszystko gra? Jesteś okropnie blada - przecież nie powiem jej "Lodo, bo tak się składa, że twoi rodzice zginęli w katastrofie samolotowej i cieżko było mi to ukrywać."
     - Martina, słuchasz mnie?! Pytałam się czy słodzisz. Po za tym miałaś mi powiedzieć, skąd znasz Diego - powiedziała, po czym lekko się uśmiechnęła i spuściła głowę.
      Otworzyła usta w celu mówienia, ale jej przerwałam.
       - Poznałam bruneta pierwszego dnia w nowej pracy. On nic dla mnie nie znaczy. Przecież mam Jorge'a - niepewnie sięgnęłam po filiżankę z gorącym trunkiem.
     - Przepraszam Cię, Tinita. Za ostro zareagowałam. Teraz, gdy na to patrzę, powód naszej kłótni wydaje się być błahy, nic nieznaczący. Ale mogłaś mi chociaż powiedzieć, że znasz faceta, który pozbawił mnie dziewictwa - zakrztusiłam się herbatą.
     - Słuchaj, to ja powinnam Cię przeprosić. Obiecujesz, że już nie będziemy się kłócić? - w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
     Nie wiadomo, przez jaki czas będę musiała ukrywać śmierć rodzicieli Comello. Będzie to cholernie trudne. W każdym momencie może się o tym dowiedzieć z telewizji, gazet, internetu. Postanowiłam, że na dzisiaj oszczędzę jej zmartwień. Powiem jej o tym jutro, ale to nie znaczy, że powinna przebywać teraz sama. Wpadłam na genialny pomysł.
      - Chciałabyś pójść ze mną na kolację z rodzicami i bratem Jorge'a?
      - Po co? Wygląda mi to na rodzinne spotkanie. Przeszkadzałabym tylko.
      - Przestań - pokręciłam głową, słysząc jej słowa. - Jesteś moją przyjaciółką.
      - Co nie zmienia faktu, że to ma być rodzinne spotkanie - odparła, podkreślając dwa ostatnie słowa.
      - Jesteś moją rodziną - wzruszyłam ramionami. - Więc tym bardziej powinnaś zgodzić się ze mną pójść.
      - Zgoda - odetchnęłam z ulgą.
     
***

     Po drodze do mieszkania mojego chłopaka, wpadłam do mojego domu po parę ubrań. Nie mogłam przecież pójść w tym co aktualnie miałam na sobie - strój wygodny, aczkolwiek sportowy. 
     Gdy wyszłam z kamienicy, dostrzegłam taksówkę jadącą w moją stronę. Podbiegłam do końca chodnika i ją zatrzymałam. Podałam kierowcy nazwę ulicy i rozsiadłam się wygodnie na tylnym siedzeniu. 
     Będąc pod wieżowcem Jorge'a, zapłaciłam za podwózkę i ruszyłam w stronę wejścia. Drzwi otworzył mi portier, posyłając w moją stronę promienny uśmiech. Przeszłam przez hol, wysadzany marmurowymi płytkami i antycznymi meblami, zdobionymi, potężną ilością białych lilii. Wsiadłam do windy i udałam się na odpowiednie piętro. 
     Stojąc pod drzwiami, wyciągnęłam z torebki klucz, który dostałam od szatyna dzisiaj rano. Ujął moje serce tym gestem. Wiedziałam, że był to przełomowy krok w naszym związku. 
     Nacisnęłam klamkę i moim oczom ukazał się salon, gdzie na sofie siedział rozparty właściciel ogromnego mieszkania. Wyglądał tak zmysłowo i ponętnie. Mimowolnie oblizałam usta. W obu dłoniach trzymał kieliszek jakiegoś alkoholu, w którym utkwił wzrok. Odchrząknęłam znacząco. Uniósł głowę i gdy tylko zorientował się kto przed nim stoi, odłożył naczynie na stolik i ruszył w moją stronę. 
      Złapał mnie w pasie, przywierając do moich ust w gorącym pocałunku. Zdecydowanie zbyt krótkim. Oderwał się ode mnie i przejechał dłonią po moim policzku, przyglądając się uważnie mojej twarzy.
      - Tęskniłem - szepnął. Jego wpatrzone we mnie oczy błyszczały, a na ustach błąkał się leniwy, seksowny uśmiech. 
      - Ja też - muszę poruszyć t e n temat. Teraz. - Jorge...
       Zapadła cisza tak krótka jak jedno uderzenie serca - Tak?
      - Lodovica pojedzie z nami na kolację. 
      - Dobrze.
      - Zgadzasz się? - spojrzałam na niego podejrzliwie. - Tak po prostu? - westchnął, odwracając wzrok.      
      - Oglądałem wiadomości - powiedział, po chwili. - Przykro mi - nie wiedziałam, jakim cudem, wciąż udawało mi się powstrzymać potok łez. 
      - Ona nie wie... - szepnęłam, ukrywając twarz w zagłębieniu szyi ukochanego. 
      On przycisnął mnie mocniej do siebie. Jedną ręką gładził moje plecy, a drugą wsunął do moich włosów. Brodę oparł na czubku mojej głowy. Wdychałam jego zapach, tak wyraźny, tak kojący. 
      - Jak to?
      - Nie potrafię jej tego powiedzieć.
      - Musisz.
      - Wiem. Zrobię to. Jutro.
      - Tini, przedłużanie tego nie zmniejszy jej cierpienia.
      - Zdaję sobie z tego sprawę. 

***

       Cała nasza trójka stała przed szklanymi drzwiami do restauracji. Widziałam w nich swoje odbicie. Wyglądałam dobrze. Nawet bardzo. Zdecydowałam się na czarną sukienkę bez ramiączek z asymetrycznym dołem, która doskonale eksponowała moje długie nogi. Odetchnęłam głęboko, chcąc mieć już wszystko za sobą.
        Mój chłopak przytrzymał przed nami drzwi. Weszłam pierwsza. Zaczęłam szukać wzrokiem rodziców Jorge'a. Nie musiałam długo się rozglądać. Siedzieli na wprost mnie. Złapałam ukochanego za rękę i razem z Lodovicą niespiesznie ruszyliśmy w ich kierunku. 
       - Martina - żeński głos z przesadną radością przywitał mnie. - Miło cię znowu widzieć. Jorge, cudownie wyglądasz. A to kto? - zapytała, wskazując niedbale ręką na naszą czarnowłosą towarzyszkę. 
      - Lodovica Comello, moja przyjaciółka.
      - Comello? Czyli to twoi rodzice zginęli w dzisiejszej katastrofie? - zamarłam. 
________
Witam was w sobotni wieczór.
Tym razem na rozdział musieliście czekać 3 tygodnie.
Mogłabym teraz zacząć się tłumaczyć, ale po co?
Już nie tylko brak czasu jest tutaj problemem, ale również brak chęci do pisania.
A wszystko przez napływające wiadomości i komentarze "kiedy next?".
To naprawdę nie motywuje do pisania. Wręcz przeciwnie.
Sprawia, że wszystkiego mi się odechciewa.
Mam nadzieję, że od teraz nie będziecie mnie popędzać ;)
Dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem ♥
Cieszę się, że to co piszę wam się podoba ^^
Do następnego ;* ;*

26.04.2015

Capitulo 41 (+18)

Rozdział dedykowany Olivie
Kolejne +18
A wy myśleliście, że seksu nie będzie xD

      Wyciągnął go z kieszeni i ku mojemu zaskoczeniu, odrzucił połączenie. Położył telefon na szafce i zamknął moje usta, a ramiona uwięził w żelaznym uścisku. Pchnął mnie na ścianę, chwycił mocno moje nadgarstki i uniósł je wysoko nad moją głowę. 
     Byłam uwięziona, niezdolna wykonać nawet najmniejszego ruchu, gdy ustami zaczął błądzić po mojej twarzy, posuwając się powoli w dół. Kiedy delikatnie zacisnął zęby na mojej piersi, przeszył mnie rozkoszny dreszcz. Moje doznania potęgował odurzający zapach jego ciepłej skóry. Z jękiem zatonęłam bezwolnie w jego silnych objęciach. 
      - Och, Tini. Czy nie widzisz, jak łatwo mi się poddajesz? - jego usta podążyły w górę do mojego ucha. - Zbyt łatwo - wymruczał, delikatnie je przygryzając. - Ale to mi się podoba. Dzięki temu wiem, że mam nad tobą kontrolę. 
       - Chcesz żebym była mniej uległa? - wpatrywałam się w niego, zamglonym wzrokiem, błądząc  po jego wspaniałej grzywie, po wyrazistych rysach jego nieskazitelnej twarzy. Pragnienie, które odczuwałam, było tak intensywne, że aż bolesne. Z każdą chwilą kochałam go coraz bardziej, a w tym momencie miałam pewność, że znalazłam w nim swoją drugą połówkę.
      Niezależnie od wszystkiego, nie umiałabym mu się oprzeć. Nie umiałabym przeciwstawić się sile, która mnie do niego przyciągała.
       - Moje poprzednie partnerki właśnie takie były - wyszeptał, pomiędzy pocałunkami, składanymi milimetr po milimetrze na mojej rozgrzanej skórze. - To ja byłem ich uległym. W sprawach łóżkowych one miały nade mną większą władzę, niż ja nad nimi. Podobało mi się to. Ale to jak ty reagujesz, jak mi się oddajesz, podnieca mnie bardziej. Dzięki temu czuję, że mi ufasz. Inaczej nie oddałabyś mi kontroli. 
     - Ufam ci, Jorge. Przecież o tym wiesz - wyszeptałam. 
     Jedną ręką nadal trzymał moje nadgarstki, a drugą gwałtownie wepchnął między moje nogi. Jęknęłam zaskoczona jego agresją. Wydał z siebie gardłowy, niski dźwięk i masował mnie, delikatnie tarł moje ciało jakby był od tego uzależniony. Żar jego dłoni przepalał materiał moich dżinsów, rozlewając się przyjemnie na mojej skórze. Wsunął palce pod krawędź moich majtek i zaczął pocierać moją łechtaczkę. Przygryzłam wargi, bez powodzenia usiłując stłumić jęk. Czułam jak jego palec zaczyna wsuwać się do mojego wnętrza.  
      - Cholera - warknął. - Ale jesteś mokra.
     Zajmował się moim ciałem tak długo, dopóki nie doszłam, dopóki gwałtowne dreszcze nie zgięły moich kolan przez co nie byłam w stanie utrzymać równowagi.   
      Puścił moje nadgarstki, chwycił na ręce i położył na łóżku. Ściągnął z siebie ubrania, po czym spojrzał na mnie. Leżałam pod nim w samych majtkach, gdy on był zupełnie nagi. Nie trwało to długo. Jednym ruchem rozerwał cienki materiał moich majtek, sprawiając, że nadawały się tylko do wyrzucenia. 
      - Gotowa? - zapytał, przesuwając dłonią po moich żebrach i piersiach, drażniąc moje napięte sutki. 
      - Tak - odpowiedziałam, a on opuszczał się na mnie powoli, wypełniając mnie całą, obserwując przy tym moją twarz. 
      Usta miał rozchylone, oddech przyspieszony, a w jego oczach kryło się coś drapieżnego, co tylko potęgowało moje podniecenie. 
      Jęknęłam, zamknęłam oczy i rozkoszowałam się intensywnym doznaniem, rozciągającym mnie wypełnieniem. Szatyn zaczął poruszać biodrami, a ja gwałtownie wessałam powietrze, czując go całego. 
      Z wahaniem uniosłam ręce i wplotłam palce w jego włosy, przyciągając jego usta do moich. Zaczął poruszać się szybciej. Byłam blisko... 
      - Dojdź dla mnie - wydyszał, a przez moje ciało przetoczyła się fala orgazmu, gwałtownie pochłaniając mnie całą.
      Po chwili mężczyzna dołączył do mnie, wykrzykując moje imię. Opadł na mnie, kryjąc twarz w moich potarganych włosach. 
      Gdy doszedł do siebie, wysunął się ze mnie, pozostawiając jedynie uczucie pustki. Zsunął się z mojego ciała i przewrócił mnie na bok, po czym objął mnie w pasie, przytulając się do moich pleców. 
      Znalazłam w sobie resztki siły, aby przechylić głowę i delikatnie pocałować go w usta. 
      - Dobranoc. 

***

      Nazajutrz obudziły mnie promienie słońca, parzące przyjemnie w plecy. Nie byłam pewna, czy to późny ranek, czy może już popołudnie, poza tym wszystko jednak było jasne. Wiedziałam doskonale, gdzie się znajduję. Leżałam na wielkim łożu należącym do mojego szefa, a przez ogromne okna do pokoju wlewało się oślepiające słońce. 
      Nie otwierałam oczu. Byłam zbyt szczęśliwa, by chcieć cokolwiek zmienić, choćby ten jeden drobiazg.
      Przeszkadzało mi tylko jedno. Nie słyszałam drugiego oddechu, nie czułam niczyjej obecności. Byłam pewna, że leżałam sama. Dla upewnienia, nadal mając zamknięte oczy, przesunęłam ręką po drugiej połowie łóżka. Nic.
      Nie mając wyboru, uniosłam powoli powieki. Spodziewałam się zobaczyć porozrzucane na podłodze ubrania, jednak ku mojemu zaskoczeniu nigdzie ich nie było. Nawet podartych majtek. Na to wspomnienie do moich policzków napłynęła krew.
      Odrzuciłam pościel na bok i stanęłam na podłodze. Moje stopy zatopiły się w puszystym dywanie. Spojrzałam w dół, właśnie uświadamiając sobie, że stoję całkowicie naga, a okna, które zajmowały dwie ściany są całkowicie odsłonięte. Pomimo tego, że znajdowałam się na ostatnim piętrze ogromnego wieżowca, ktoś mógł mnie zobaczyć. Narzuciłam na siebie szlafrok ukochanego i zaczęłam go szukać.
     Znalazłam go w jego gabinecie. Stał tyłem do drzwi z telefonem przy uchu. Drugą rękę trzymał w kieszeni i patrzył przez wielkie okno swojego apartamentu.
     Oparłam się o framugę drzwi i zaczęłam upajać się jego widokiem. Byłam pewna, że mój widok był zdecydowanie bardziej interesujący niż jego. W moim polu widzenia znajdował się on, położony pośród nadzwyczajnych drapaczy chmur nawet w najmniejszych stopniu niedorównujących jego potężnej i imponującej prezentacji.
     W jego włosach pobłyskiwały kropelki wody. Widocznie zdążył wziąć prysznic, zanim mi udało się wyczołgać z łóżka. Miał na sobie dwuczęściowy niesamowicie drogi, szyty na miarę garnitur - który działał na mnie niczym czerwona płachta na byka. Obserwując go od tyłu miałam wspaniały widok na jego silne plecy i ramiona umieszczone pod kamizelką. 
      Zaczął odwracać się w moją stronę z wrodzonym wdziękiem. Oczywiście wiedział, że tam byłam i go obserwowałam. Na szybie widział zarys mojej sylwetki. Nie spuszczałam z niego wzroku. Powietrze aż elektryzowało między nami.
     Prawdopodobnie celowo przeciągał chwilę, aż zwrócił się twarzą do mnie, dając mi możliwość upajania się nim i jego zmysłową pracą mięśni przy każdym, nawet najdrobniejszym ruchu. Uwielbiałam na niego patrzeć. Był cały mój. 
     Prawdopodobnie nigdy nie przyzwyczaję się do siły oddziaływania jego twarzy. Do jego idealnych kości policzkowych, ciemnych łukowatych brwi, niebieskich oczu, gęstych rzęs i perfekcyjnie zmysłowych ust. Uwielbiałam kiedy uśmiechały się w seksownym zaproszeniu, podobnie jak to robiły w tym momencie. Stałam onieśmielona. Powinnam była już przywyknąć do niego, jednak nadal zalewała mnie fala piekielnego gorąca, nogi zaczynały mi się trząść, a w brzuchu czułam przyjemny skurcz, za każdym razem gdy na mnie spojrzał. 
     - Widzimy się o piętnastej - powiedział zanim zakończył rozmowę i rzucił telefon na biurko. - Chodź tu.
      Dreszcz przeszedł po moim ciele, przez to jak wymawiał moje imię, tym samym dominującym tonem, którego użył, gdy wczoraj mówił Dojdź dla mnie.
      Przypomniało mi się co jeszcze wczoraj powiedział. Jestem zbyt uległa. Zmarszczyłam brwi, odwróciłam się na pięcie i poszłam w stronę kuchni.
      Zaczynałam się czuć tutaj jak w domu. Pomimo przepychu z jakim zostało urządzone to miejsce, dla mnie było po prostu przytulne, ciepłe, przyjemne i wygodne. Mogłam się tutaj rozluźnić i poczuć rozpieszczona, nie tylko za sprawą Jorge'a.
      Kiedy dotarłam do kuchni, podłożyłam kubek pod dozownik ekspresu do kawy. Szatyn dołączył do mnie z marynarką przewieszoną przez ramię i komórką w ręku. 
      - Czyli jednak nie uległa?
      Pokręciłam głową ze śmiertelną powagą, ale byłam pewna, że dostrzegł wesołe ogniki tańczące w moich oczach.
       - Wciąż mnie zaskakujesz. 
       - Mówiłeś prawdę? - zapytałam, nagle sobie o czymś przypominając.
       - Nie rozumiem - rzekł, wyjmując z szafki kubek dla siebie.
       - Wczoraj powiedziałeś, że byłeś uległym. 
       - Może trochę źle dobrałem słowa. Chodziło mi o to, że żadna z nich w pełni mi się nie oddała. Zawsze robiły coś, przez co czułem się zniewolony - przerwał by nastawić ekspres. - W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jednak kontrola na jaką ty mi pozwalasz jest zdecydowanie bardziej w moim guście. 
        - Och... - tylko tyle byłam w stanie powiedzieć. 
        - Masz dzisiaj jakieś plany?
        Westchnęłam. Zupełnie zapomniałam o mojej kłótni z Lodovicą. Powinnam spróbować się z nią pogodzić. Jest moją jedyną przyjaciółką i nie potrafię długo bez niej funkcjonować. Postanowiłam dzisiaj po pracy się z nią spotkać i jakoś ją udobruchać.
       - Mam zamiar pogodzić się z przyjaciółką.
       - Wieczorem jest kolacja z moimi rodzicami i Ruggero.
       - Kenedy też będzie? - palnęłam.
       Jorge wyglądał na zaskoczonego. Nie czekając na odpowiedź, która pewnie sprawiłaby, że cała pozytywna energia ze mnie wyparowała, zapytałam:
       - O której jest ta kolacja?
       - O siedemnastej. Wiem, że to dosyć wcześnie, ale moi rodzice przyjeżdżają tylko na kilka godzin.
       - Czyli z moich planów nici - jęknęłam. Nie mogę tego dłużej odwlekać. Im prędzej to zrobię, tym Lodo szybciej mi wybaczy. 
       - W takim razie daję ci wolne. Należy ci się. Tak ciężko pracujesz, abym był zadowolony - mówiąc to, posyła mi promienny uśmiech. 
       Chcąc mu podziękować, podeszłam do niego i złożyłam pocałunek na jego pełnych ustach. Szatyn owinął ręce wokół mojej talii, przyciągając mnie do siebie bliżej i pogłębił pocałunek. Położyłam dłonie na jego policzkach, pocierając kciukiem jego skórę.
        - Zapomniałbym - powiedział, odsuwając się ode mnie.
        Sięgnął dłonią do kieszeni spodni i wyjął z nich pęk kilku kluczy. Sięgnął po moją dłoń i położył je na niej. Zgiął moje palce w pięść i spojrzał mi głęboko w oczy. Wręczył mi klucze do swojego mieszkania, a ja miałam wrażenie, jakby dawał mi klucze do swojego serca.
____________
I jest rozdział 41 ;D
Długość jest chyba satysfakcjonująca :*
Taka rekompensata za dwa tygodnie przerwy pomiędzy rozdziałami.
Dziękuję wam za komentarze, miłe słowa, wyświetlenia i w ogóle za wszystko ♥     
Gdyby nie wy, nie miałabym po co pisać ♥  

12.04.2015

Capitulo 40

     
Rozdział dedykowany Jorgista Forever ♥

     - Daj spokój, Martina, nie obrażaj się - zachichotał cicho, pociągając mnie do pionu. Chwycił w talii i przytulił do siebie, abym mogła utrzymać równowagę. 
      Nie byłam w stanie sobie przypomnieć czy kiedykolwiek wcześniej słyszałam chichot mojego chłopaka. Mówiąc szczerze, zszokował mnie tym. Mi niestety w ogóle do śmiechu nie było. Szybko odsunęłam się od niego.
     - Teraz "nie obrażaj się"? - prychnęłam. - Kilka godzin temu zachowywałeś się jak obcy. Krzyczałeś na mnie, a ja tak na prawdę nic nie zrobiłam.
     - Przepraszam - jego ramiona ponownie oplotły mnie mocno jakby bał się, że mu za chwilę ucieknę. 
     Westchnął, ukrywając twarz w moich potarganych włosach. Również westchnęłam i niepewnie do niego przylgnęłam. Jego nastrój wciąż mnie dekoncentrował. Zmieniał się co kilka chwil i to mnie w nim najbardziej irytowało. Ale nie potrafiłam się na niego dłużej gniewać. 
     Potrzebowałam go jak powietrza. Był najważniejszą osobą w moim życiu. Tak bardzo chciałam mu wyznać ile dla mnie znaczy, że kocham go całą sobą. Jednak bałam się. Bałam się, że przestraszy się tych wszystkich uczuć i mnie zostawi.
     - A teraz mi powiedz, co zrobiłaś z ręką - powiedział, odsuwając mnie minimalnie od siebie, aby móc zobaczyć mój opatrunek.
     Ujął delikatnie mój nadgarstek i uniósł, dokładnie go oglądając. Zadrżałam, gdy tylko mnie dotknął. Nie mogłam uwierzyć, że wciąż tak silnie na mnie działa. 
      - Wypadek - szepnęłam, unosząc niepewnie drugą dłoń. 
     Przesunęłam opuszkami palców po jego policzku, na którym widniał seksowny, kilkudniowy zarost. Szatyn pod wpływem mojego dotyku przymknął powieki, rozchylając delikatnie swoje pełne wargi, które aż prosiły się o moją uwagę. 
       Wspięłam się na palcach i przybliżyłam usta do jego twarzy. Przejechałam językiem po jego rozchylonych ustach, pieszcząc je dokładnie. Jęknął i zatopił palce w moich włosach, przyciągając moje usta do jego. 
       - Może byśmy pojechali do mnie? - wychrypiał, pomiędzy pocałunkami.
       - Nie mam nic przeciwko.

***

      - Wchodź - rzucił i pociągnął mnie w głąb mieszkania, w którym ostatni raz byłam przed wyjazdem do jego rodziców. - Chcę, żebyś tu dzisiaj przenocowała.
      - Nie mam nawet swoich ubrań. Nie mówiąc o innych rzeczach...
      - Potrzebujesz jedynie szczoteczki do zębów - powiedział, uśmiechając się szelmowsko. -  Mam jedną nieużywaną w łazience. A ubraniami się nie martw. Wpadniemy do twojego mieszkania rano i wtedy się przebierzesz. Spać możesz w jednej z moich koszulek - przyciągnął mnie do siebie i oparł podbródek na czubku mojej głowy. - Bardzo chciałbym, żebyś ze mną została, Tini. 
       - Ja też bym tego chciała. Potrzebuję być blisko przy tobie - powiedziałam, rozpinając guziki jego koszuli. Gdy już z wszystkimi się uporałam, wsunęłam pod nią dłonie i zaczęłam pieścić jedwabną skórę twardych pleców. - Potrzebuję także prysznica.
     Z twarzą przy moim włosach głęboko wciągnął powietrze. 
     - Lubię gdy pachniesz brzoskwinią. To mój ulubiony owoc, zaraz po truskawkach.
     Mimowolnie wyobraziłam sobie jak karmi mnie truskawkami maczanymi w czekoladzie. Na moich policzkach mimowolnie pojawił się rumieniec.
     Szatyn prowadził mnie przez salon i duży, przestronny hol, którego ściany pokryte były obrazami jakiś nowoczesnych artystów. Minęliśmy białe drzwi, prowadzące do pokoju, w którym spałam ostatnio. Spojrzałam na niego zdziwiona. Szliśmy do innej sypialni. Jego sypialni.
     - Mam spać z tobą? 
     - A nie chcesz? - zapytał, unosząc jedną brew w geście zaskoczenia.
     - Oczywiście, że chcę. Po prostu myślałam, że tak jak poprzednim razem, spędzę noc w pokoju gościnnym.
     - Tylko, że teraz jesteśmy parą. Nie pozwolę byś spała w innym miejscu niż moja sypialnia - powiedział stanowczo, otwierając przede mną drzwi.
     Poprzednim razem gdy tu byłam, nie miałam okazji zajrzeć do jego pokoju. Czułam się jakbym spoglądała w głąb jego prywatności, którą bardzo chciałam poznać, jednak on nie dawał mi otwartej furtki. Doszło do mnie, że wciąż o nim tak niewiele wiem. 
      - Łał! - Aż sapnęłam, gdy zapalił światło. 
     Pierwszym meblem, jakie od razu rzuciło mi się w oczy było przeogromne łoże wykonane z mocno ciemnego drewna. Część ściany za łóżkiem pokryta była beżową pikowaną skórą, a cała reszta miała szary odcień. Inne dwie ściany zajmowały ogromne okna z widokiem na Buenos Aires. Czy w każdym pomieszczeniu należącym do niego muszą być takie okna? Jego biura, pokój gościnny sypialnia...
     Jednak musiałam przyznać, że widok był oszałamiający. Poza łóżkiem, znajdował się tu puchaty dywan, dwie szafki nocne i ogromny okrągły żyrandol wykonany z czarnych i białych szkiełek. Nie było tu zbędnego przepychu, dominowały stonowane kolory, a ja i tak nie mogłam poskromić mojego zachwytu. Podeszłam do łózka i przejechałam opuszkami palców po nakryciu - jasnoszarej kołdrze z dwoma białymi pasami na górze. 
     - Ładnie tu - stwierdziłam.
    Szatyn, nic nie mówiąc, wszedł za drzwi, których wcześniej nie zauważyłam. Po chwili wrócił z powrotem do pokoju. W rękach niósł dwa ręczniki. Położył je na łóżku i przeniósł wzrok na moją twarz. Jego spojrzenie przepalało mnie na wskroś.
      - Dobrze jest mieć cię tutaj - powiedział, podchodząc bliżej. 
      Uniósł mój podbródek, by pocałować mnie w nos. - Zostawię ci na łóżku T-shirt. Będę czekał w salonie - po tych słowach wyszedł z pomieszczenia, zostawiając mnie samą.
       Podniosłam ręczniki i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i włożyłam na siebie jeden z jego T-shirtów, który dla mnie przygotował. Był przyduży i tak cudownie pachniał. Nim. Chyba mu go nie oddam. 
     Dołączyłam do Jorge'a w salonie. Stał obok kanapy. Przebrał się w szare jedwabne spodnie od piżamy, które wisiały nisko na biodrach. Poza tym nie miał na sobie nic. W kominku płonął niewielki ogień, a na stoliku płonęło kilka świec w kolorze kości słoniowej. Ich złote płomyki oraz ogień w kominku stanowiły całe oświetlenie pokoju. 
     Odchrząknął z zakłopotaniem, a na jego twarzy pojawił się chłopięcy uśmiech, tak bardzo sprzeczny z dojrzałą seksualnością jego ciała. Stałam jak zahipnotyzowana, chłonąc każdy szczegół jego pięknej twarzy.
      - Staram się odgadnąć co może sprawić ci przyjemność.
      - Ty sprawiasz mi przyjemność - powiedziałam, idąc w jego kierunku. 
      - Co chciałabyś zjeść? 
      - A co proponujesz?
      - Tosty? - zaczęłam się niekontrolowanie śmiać z jego słów. 
      - To nie jest jakieś wytworne danie – prychnęłam.
      - Daj spokój – machnął ręką. – Umiem coś tam gotować, ale prawie nigdy tego nie robię. Nie mam czasu na to, zazwyczaj coś zamawiam.
      - No to rób te tosty, a ja popatrzę.
      - Chcesz coś do picia? Może coś mocniejszego? - zapytał, wchodząc do eleganckiej kuchni.
      - Nie znam się na alkoholach - odparłam zgodnie z prawdą, siadając powoli na kręconym białym krześle przy wyspie, a szatyn w tym czasie otworzył swoją szafkę pełną dużo procentowego asortymentu. 
       Założyłam nogę na nogę i z łokciami opartymi o barek, obserwowałam tył Jorge'a. Jego plecy były całkowicie odsłonięte. Miałam ochotę dotykać je, najdłużej jak tylko mogłam. Przygryzłam dolną wargę.
     - I co widzisz coś zadowalającego? - wymruczał, gdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że był już odwrócony twarzą do mnie.
     Moje policzki zrobiły się szkarłatne, a wzrok uciekał przed jego badawczym spojrzeniem niebieskich oczu.
     - Czyli uważasz, że jestem seksowny, zgadłem? – zaśmiał się i puścił mi oko. Jęknęłam zażenowana. 
     - Rób te tosty - usiadłam na blacie i zakryłam twarz włosami, aby zasłonić rumieńce.
     - Do twarzy ci z rumieńcami - odparł z rozbawieniem. 
     Odebrałam od niego kieliszek i wypiłam zawartość za pierwszym razem. Skrzywiłam się. Mocne. Od razu daje o sobie znać. 
     - Może lepiej będzie jeśli dam ci coś innego.
     - Ty możesz, a ja nie? Myślisz, że nie potrafię pić? - palnęłam.
     Podniosłam głowę. W jego oczach zauważyłam tajemniczy błysk, przez który nagle zrobiło mi się gorąco. Podszedł do mnie powoli i stanął pomiędzy nogami, patrząc na mnie z góry. 
     - Tego nie powiedziałem - wyjął kieliszek z mojej ręki i odłożył go na blat. - Darujmy sobie tą kolację i chodźmy z powrotem do mojej sypialni - chwycił moją dłoń i pociągnął mnie za sobą do jego pokoju. 
     Gdy tylko przekroczyliśmy próg, Jorge dosłownie rzucił się na mnie, przyciskając moje ciało do ściany. Jęknęłam, zaskoczona jego nagłą brutalnością. Pieścił moje wargi, zmysłowymi ruchami sprawnego języka. Rozchyliłam wargi, pozwalając mu na więcej. 
      Jego ręce błądziły po moim ciele. W końcu chwycił skraj mojej koszulki i rzucił ją na ziemię. W tym momencie zadzwonił jego telefon.
___________
Tak wiem, wieje nudą.
Ale to chwilowe (mam nadzieję), tak jak związek naszej Jortini :D
Nie rozpisuję się ♥
Kocham Was ♥
PS: przepraszam, że ostatnio rozdziały pojawiają się co dwa tygodnie, ale jest to spowodowane nadmiarem nauki :( Mam nadzieję, że wybaczycie.