8.03.2016

Capitulo 52 (+16)

https://31.media.tumblr.com/ad2834a183aaab434c613dc40ea05064/tumblr_nhs6z3xCCL1sqhuc6o6_250.gif
Rozdział dedykuję każdemu czytelnikowi który cierpliwie na niego czekał,
każdemu czytelnikowi, który jeszcze tutaj jest i ma chęć czytać moje wypociny xD
Dziękuję, że jesteście ♥

     Miałam właśnie wchodzić pod prysznic, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdenerwowana przewróciłam oczami i z ociąganiem zarzuciłam satynowy szlafrok na nagie ciało. Boso przemknęłam przez korytarz w stronę drzwi wejściowych. Przekręciłam klucz, po czym otworzyłam je na oścież.
     Widok Jorge'a zwalił mnie z nóg, a cała złość za przeszkodzenie mi gdzieś zniknęła. Nie spodziewałam się go o tej porze. Spojrzałam na niego zdziwiona, czekając na jakiekolwiek słowa wyjaśnienia.
     - Chciałem cię zobaczyć - odparł.
     Uśmiechnęłam się do niego ciepło w odpowiedzi, gestem dłoni zapraszając go do środka. Niepewnie wszedł i zaczął rozglądać się po wnętrzu mieszkania. Później odwrócił się do mnie i  zlustrował mnie od stóp do głów. Ciepło gwałtownie napłynęło do moich policzków. Mocniej zacisnęłam poły szlafroka.
     - Właśnie miałam brać prysznic - wyjaśniłam.
     Uśmiechnął się lekko i zdecydowanie podszedł do mnie bliżej.
     - Chętnie wezmę go razem z tobą - wyszeptał zmysłowo, po czym przylgnął wygłodniałymi wargami do moich ust.
     Początkowo byłam zaskoczona, ale po chwili objęłam go za szyję i odwzajemniłam pocałunek. Jego dłonie błądziły po całym moim ciele, zsuwając jedyne okrycie i pozwalając mu swobodnie opaść na ziemię. Kiedy jedną ręką trzymał moją twarz, drugą położył tuż pod moją piersią. Ścisnął ją delikatnie, patrząc mi głęboko w oczy z filuternym uśmiechem. Pochylił się nieco do przodu i opuściwszy głowę, ostrożnie przemknął po niej językiem. Wypuściłam powietrze z głośnym westchnieniem rozkoszy. On pieścił ją dalej, przez co stawałam się coraz bardziej podniecona. Wsunęłam palce w jego włosy, odrywając go od mojego biustu i przyciągając z powrotem do moich ust. Mężczyzna wziął mnie na ręce i nie mogąc już dłużej czekać zaprowadził do mojej sypialni.

     Obudziłam się ciężko dysząc. Przez kilka chwil próbowałam dojść do siebie, nie mogąc uwierzyć, że śniło mi się coś tak realistycznego. Spojrzałam na telefon. Dochodziła trzecia. Nadal nie mogąc złapać oddechu, odchyliłam kołdrę i usiadłam na łóżku. Wsunęłam stopy do miękkich kapci i poszłam do kuchni, nalać sobie szklankę wody.
     Z naczyniem w ręku oparłam się o blat i jednym haustem je opróżniłam. Przyłożyłam zimne szkło do czoła i jedyne o czym mogłam teraz myśleć to, że chętnie powróciłabym do mojego snu. Nadal go pragnęłam, nadal był dla mnie ważny.
     Odstawiłam szklankę do zlewu i wróciłam z powrotem do łóżka. Dość szybko zasnęłam, o niczym innym nie myśląc, jak tylko o dalszym ciągu mojej sennej fantazji. Jednak ku mojemu niezadowoleniu nic podobnego mi się nie przyśniło.

     Wstałam kilka godzin później, nie przejmując się tym, że spóźnię się do pracy. Był piątek, kilka tygodni po moim odejściu i dokładnie pięć dni od kiedy Jorge opuścił szpital. Nie widziałam go od tego czasu, ponieważ był zajęty sprawami służbowymi. Nie podobało mi się to zbytnio, ponieważ dopiero co spędził dzień w szpitalu przez nienormalne zmęczenie, a już rzucił się w wir pracy. Nie uspokajały mnie jego zapewnienia, że nie będzie się zbytnio zapracowywał, bardziej uważał na siebie.
    Przez te kilka ostatnich dni rozmawiałam z nim kilka razy przez telefon. Proponował mi nawet powrót, ale ja z niechęcią się do tego odnosiłam. Nie chciałam ponownie przeżywać tego samego. Bo nikt nie da mi zapewnienia, że tym razem będzie dobrze.
      Zamiast tego zaczęłam rozglądać się za posadą w innym miejscu. Miałam już na oku kilka ofert, którym dokładnie przyjrzę się jutro. Na spokojnie. Po...
     Na myśl o jutrzejszym spotkaniu poczułam ekscytację pomieszaną z lekkim niepokojem. A co jeśli to nie będzie to? Jeśli któreś z nas poruszy temat dziecka i wywiążę się między nami kłótnia? On będzie chciał, żebym je usunęła, ja na to nie pozwolę i ponownie się rozstaniemy?
     Za każdym razem, kiedy tak o tym myślałam czułam uścisk w klatce piersiowej. Zaraz jednak potrząsnęłam głową, chcąc się pozbyć uciążliwych myśli. Może jednak przesadzam? Powinnam skupić się na czymś innym, bo zaraz zwariuje.
     Skierowałam się do łazienki, gdzie zrzuciłam z siebie ubrania, po czym weszłam do niewielkiej kabiny prysznicowej i odkręciłam wodę. Ciepłe krople wody spływały po moim ciele, przynosząc ukojenie od dręczących myśli. Prysznic zajął mi zdecydowanie więcej czasu niż zwykle, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Po wyjściu spod prysznica osuszyłam swoje ciało i owinięta w ręcznik przeszłam z powrotem do pokoju. Ubrałam pierwszy lepszy komplet bielizny i przypadkowe ubrania, na które składały się zwykłe dżinsy i luźna bluza wkładana przez głowę. Włosy wysuszyłam ręcznikiem, zostawiając je lekko wilgotne. Zabrałam telefon i poszłam do kuchni przygotować sobie śniadanie. Usiadłam przy niewielkiej wyspie kuchennej z miską płatków i zaczęłam myśleć nad rzeczami do zrobienia, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Wszystko już było zrobione.
    Nagle usłyszałam dzwonek telefonu, który leżał przede mną. Nie patrząc kto dzwoni przesunęłam palcem po ekranie, odbierając.
    - Dzień dobry, Martino - usłyszałam niski i lekko ochrypły głos ukochanego.
    - Dzień dobry.
    - Chciałem zapytać czy nasza randka jest nadal aktualna?
    - Oczywiście - odpowiedziałam bez wahania.
    - Będę u ciebie o szóstej. 
    - Czekam - rzuciłam, uśmiechając się do siebie głupkowato. Czułam się jak nastolatka przed swoją pierwszą randką.
    - Tini... - jego głos był tak cichy, że ledwo go usłyszałam.
    - Tak? - zapytałam lekko zaniepokojona.
    W telefonie zaległa krótka cisza. Czułam się coraz bardziej niepewnie.
    - Już nic... - chyba się jednak rozmyślił. - Do zobaczenia. Nie mogę się doczekać, aż w końcu Cię znowu zobaczę. 
     - Do zobaczenia - po tych słowach rozłączyłam się.
      Zaledwie kilka minut przed osiemnastą, stałam przed drzwiami, czekając na Jorge. Ubrana byłam w czarną sukienkę bez ramiączek z pasem prześwitującego materiału w talii i u dołu. Słysząc dzwonek do drzwi, odczekałam chwilę by nie wyjść na zbyt niecierpliwą.
     Na jego widok zaparło mi dech w piersiach. Miał na sobie czarną marynarkę, która przykrywała elegancką, starannie wyprasowaną koszulę z jednym niedopiętym guzikiem, który odsłaniał fragment jego złocistej skóry, porośniętej ciemnymi, kręconymi włoskami. Nie mogłam tego powstrzymać, moje ciało instynktownie odpowiadało na jego widok, co tym bardziej nie pomagało mi w trzymaniu na wodzy moich emocji.
     - Idziemy? - zapytał, wyciągając do mnie dłoń.
     Pokiwałam głową, powtarzając jego gest. Gdy zamykałam drzwi, mężczyzna przysunął twarz do mojego ucha i wyszeptał:
     - Pięknie wyglądasz. 

     Od kilku minut siedzieliśmy naprzeciwko siebie w malutkiej restauracji na obrzeżach miasta. Jorge wystukiwał palcami nerwowy rytm. Starałam się nie zwracać na to uwagi, jednak mój wzrok co chwilę uciekał w tamtym kierunku. Denerwował się czymś.
     Położyłam swoją dłoń na jego i uśmiechając się czule, zapytałam.
     - Jorge, co się dzieje? Chcesz mi coś powiedzieć?
     - Ja... - zamilkł na moment, odwracając wzrok -  przespałem się z Blair. Wtedy, kiedy mnie zostawiłaś.

25.01.2016

Capitulo 51


  Nuestro Camino Tini & Jorge
Rozdział dedykuję Sheili

    Spod na wpół przymkniętych powiek, przypatrywałam się jednej z jego dłoni, leżącej luźno na pościeli. Nagle zobaczyłam jakiś ruch. Podniosłam głowę z jego torsu i spojrzałam na twarz ukochanego. Jego oczy były całkowicie otwarte, usta wykrzywione w grymasie. 
    - Tini - wychrypiał słabym głosem, uśmiechając się blado. - Co ty tutaj robisz?
    - Powinnam kogoś zawołać - wstałam, nie odpowiadając na zadane pytanie.
    - Zaczekaj - szatyn podciągnął się z wysiłkiem i spróbował zebrać w sobie siłę, by złapać moją rękę, ale mu się nie udało.
     Usiadłam więc z powrotem na krześle i wsunęłam dłoń w jego. Gdy tylko poczułam przyjemne mrowienie w dłoni, łzy zaczęły płynąć strumykami w dół po moich skroniach. Obudził się. Chociaż gdzieś głęboko we mnie czaił się strach, miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Byłam tutaj przy nim i nie wyobrażałam sobie by mogło go kiedyś zabraknąć. Tak bardzo go kochałam.
     - Nie płacz kochanie - uniósł moją dłoń i przysunął sobie do ust. Na jej wierzchu złożył delikatny pocałunek. - Przecież nic mi nie jest.
     Odchyliłam się lekko i utkwiłam w nim zaniepokojone spojrzenie.
     - Tego jeszcze nie wiemy.
     - Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - powiedział, po krótkiej chwili milczenia. - Dlaczego tutaj jesteś? Zraniłem Cię...
     - Tak, ale teraz to nie ma znaczenia - odgarnęłam mu włosy z twarzy. - Ale chcę żebyś wiedział, że moja obecność tutaj nie oznacza, że Ci wybaczyłam.  
     - Wiem. Nawet na to nie liczyłem. Ale... czy jest coś, co mógłbym zrobić, aby choć w małym stopniu odpokutować za moje winy?
     Zamroziło mnie. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Z jednej strony bałam się zostać ponownie zraniona. Ukochany mężczyzna już nie jeden raz doprowadził mnie do płaczu, czasem świadomie, czasem nienaumyślnie. Mercedes, Kennedy, Blair... kto jeszcze pojawi się na naszej drodze? Do tego jego reakcja na wieść o mojej ciąży.
     Ale z drugiej strony... nie potrafię trzymać się od niego z daleka. Nie wiadomo jak bardzo bym się starała o nim zapomnieć, nie umiem wymazać z pamięci jego obrazu. Dotyku chłodnych dłoni na moim rozgrzanym ciele, mokrych pocałunków, jego olśniewającego uśmiechu, oczu, które przeszywają na wskroś i z których nie potrafię nic wyczytać. Ten mężczyzna to jedna wielka tajemnica, z którą pragnę się zaznajomić. Kochałam go szalenie, potrzebowałam tak jak tlenu. 
     - Zaskocz mnie - odpowiedziałam w końcu, uśmiechając się zadziornie. .
     Jego aksamitny śmiech sprawił, że poczułam przyjemny skurcz w żołądku. Jednak chwilę później spoważniał.  
     - Dziękuję - wyszeptał.
     - Za co?
     Jorge nie zdążył odpowiedzieć, bo do sali wszedł lekarz wraz z pielęgniarką. Zatrzymali się w półkroku nie domykając drzwi.
      - Przepraszam, ale musimy zabrać pacjenta na dalsze badania.
      - Dalsze?
      - Przeprowadziliśmy już kilka, ale one nic nie wykazały. Powodem utraty przytomności było prawdopodobnie zbyt duże przemęczenie. 
     Przemęczenie?! To o to było tyle zachodu? Spojrzałam na ukochanego, lustrując dokładnie jego twarz. Już wiedziałam skąd zapadnięte policzki, cienie pod oczami, niezdrowy kolor skóry. 
     - Jeśli i te badania nic nie wykażą, pacjent już dziś wieczorem będzie mógł wrócić do domu. 
     Wyszłam na korytarz. Diego poderwał się na mój widok. W ręku trzymał małą, czarną torbę. Rozpoznałam, że to była moja torba. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
     - Lodovica podrzuciła mi twoje ubrania. Niestety nie mogła zostać dłużej.
     - Zadzwoniłeś do niej? - pokiwał twierdząco głową.
     - Dziękuję - to mówiąc, wzięłam od niego torbę i ruszyłam w stronę łazienki.
     Tam przebrałam się w przygotowane przez moją przyjaciółkę wygodne ubrania - ciemne dżinsy i zwykły T-shirt. Do tego dorzuciła trampki, abym nie musiała męczyć się chodzeniem w szpilkach. Nie było to nic wyszukanego, ale mi to nie przeszkadzało.
     Starannie poskładałam sukienkę, licząc na to, że nie zniszczę jej jeszcze bardziej. Miałam nadzieję, że plamy łez wymieszane z resztkami mojego makijażu łatwo się spiorą.
     Przejrzałam się jeszcze w lustrze i wróciłam do reszty. Ku mojemu zdziwieniu nikogo nie znalazłam, prócz pochylonej nad swoim telefonem, Blair.
     - Gdzie są wszyscy? - zapytałam.
     - Wrócili do domów - wyjaśniła, wzruszając ramionami. - Już późno.
     Spojrzałam na zegar wiszący na przeciwległej ścianie. Według niego było kilka minut po trzeciej. Usiadłam obok niej, nie odzywając się więcej. 

     Wraz Clement'em i Blair czekałam na parkingu na jego przyjście. Gdy tylko drzwi szpitala się otworzyły, a w blasku słońca ukazał się Jorge, blondynka rzuciła się w jego kierunku. Wyglądała, jakby zamierzała rzucić mu się na szyję, ale on zdecydowanym ruchem odsunął ją od siebie i podszedł do mnie. Uniósł obie dłonie i palcami dotykał mnie po skroniach, następnie po policzkach aż w końcu doszedł do ramion. Przyciągnął mnie do siebie i trzymał w mocnym uścisku. Nic nie powiedział, ale właściwie nie musiał. Wiedziałam to, co miałam wiedzieć. 
     Po krótkiej chwili odsunął mnie od siebie minimalnie, pochylił się do mojej szczęki, chcąc przycisnąć swoje usta do moich, lecz w ostatniej chwili odchyliłam głowę w drugą stronę. 
     - Jorge, mówiłam już, że jeszcze Ci nie wybaczyłam.
     Jego oczy przygasły, straciły swój blask, by po chwili znów nabrać koloru jak gdyby nic się nie wydarzyło. Potem zacisnął palce wokół mojej dłoni i odwrócił się w stronę pozostałej dwójki.
     - Blair, Clement - skinął im głową na powitanie.
     Odpowiedzieli mu tym samym, po czym francuz wyciągnął z kieszeni kluczyki do swojego samochodu. Jego światła zamrugały, a w powietrzu rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk obwieszczający, że drzwi auta zostały otwarte. 
     Wsiedliśmy do środka. Clement i blondynka na przednich siedzeniach, ja z Jorge'm z tyłu. Jechaliśmy w ciszy, którą po kilku minutach przerwał szatyn, zaraz po tym, jak przysunął się bliżej mnie. 
     - Chcę iść z tobą na randkę - wyszeptał mi do ucha. - Zacząć od nowa, wyjaśnić parę spraw. 
     Nie wierzyłam własnym uszom. Czy to dzieje się naprawdę? 
     - Nie mogę się doczekać. 
     Nagrodą za pozytywną odpowiedź, był jego szczęśliwy uśmiech.
__________
Krótki, wiem :(
Następny będzie dłuższy, obiecuję ♥


30.12.2015

Capitulo 50

http://37.media.tumblr.com/70ba7b3e25df6c45d6fd1ca6b3c902b7/tumblr_n9uue8PCPW1rgam16o2_250.gif 
Rozdział dedykuję Victori

     - Martina, nie! Ja wiem, że możesz czuć się zraniona, ale to nie powód by wymyślać coś takiego! Czy ty chcesz się na mnie odegrać w ten sposób?
     - Ja... - nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa. 
     - Nie uda ci się to - wycedził przez zaciśnięte zęby, po czym obrócił się na pięcie i skierował w stronę wyjścia z sali. 
     Nie mogłam zrobić nic innego jak tylko za nim podążyć. Przepychałam się w tłumie, który niechętnie ustępował mi miejsca. Kątem oka zauważyłam, że francuz podąża za mną. Przyspieszyłam kroku, a gdy zyskałam pewność, że znajduję się w zasięgu słuchu mojego byłego szefa, powiedziałam:
     - Jorge - starałam się nie podnosić głosu. - Ja nie kłamię. Byłam dzisiaj u lekarza i...
     Wtedy wydarzyło się coś, przez co moje serce na moment zamarło. Szatyn zachwiał się i gdyby nie pomoc Clement'a runąłby z łoskotem na ziemię. Dookoła nas zawiązało się zamieszanie. Łzy zaczęły niekontrolowanie spływać po moich policzkach. Ciemność - to ostatnie co pamiętam.

     Ocknęłam się w samochodzie, jadącym w stronę szpitala. Pierwsze co ujrzałam to Clement za kierownicą i Blair na miejscu pasażera. Mój wzrok zsunął się niżej. Otworzyłam szerzej oczy, widząc dłoń blondynki kurczowo ściskającą rękę bruneta. Odchrząknęłam, na co kobieta niczym oparzona puściła go.
     - Już jesteśmy na miejscu - poinformował nas brunet, wjeżdżając na parking. - Nie martw się, nic mu nie będzie - nie byłam pewna czy uspokaja mnie, czy może blondynę.  
     Wypuściłam powietrze w długim westchnieniu, jakbym przez cały czas bycia nieprzytomną wstrzymywała oddech. Spojrzałam na zegar na tablicy rozdzielczej - 23:43. Nie sądziłam, że jest już tak późno. Clement wysiadł i otworzył tylne drzwi samochodu. Pomógł mi wysiąść, po czym trzymając rękę na moich plecach, poprowadził w stronę wejścia do szpitala. Jego była narzeczona szła za nami.
     Po drodze minęliśmy kilka aut, karetkę, aż w końcu ukazały się nam duże, oszklonych drzwi, które otworzyły się, gdy tylko się do nich zbliżyliśmy. Wtedy nie wytrzymałam. Zostawiłam Clement'a i Blair za sobą i pobiegłam w stronę rejestracji.
     Wzięłam głęboki oddech i z trudem wycedziłam:
     - Dzień dobry, na której sali leży Jorge Blanco? - kobieta spojrzała na mnie, posyłając mi uśmiech, który wyglądał na wymuszony.
     - Pani jest z rodziny?
     - Jestem narzeczoną - odpowiedziałam bez zająknięcia.
     Pokiwała głową i zaczęła wstukiwać coś w klawiaturę komputera.
     - Sala 207, schodami w górę, później, proszę, na końcu korytarza skręcić w lewo. 
     - Dziękuję - rzuciłam i ruszyłam we wskazanym kierunku.
     Zauważyłam, że Clement i Blair zdążyli do mnie dołączyć. Podążyli za mną o nic nie pytając.
     Mknęłam przez korytarz, mijając sale z wzrastającą numeracją. Szukałam tej odpowiedniej, nie zważając na to, że przez większość czasu wstrzymuję oddech. Przed oczami rysowała mi się twarz ukochanego. Każdy jej najmniejszy detal. Bezbłędnie potrafiłam ją odtworzyć. Modliłam się, aby nie było to nic poważnego. Przebolałabym jego odrzucenie, byle tylko nic mu nie było.   
     W końcu stanęłam pod salą z numerem 207. Weszłabym do niej - trzymałam już dłoń na klamce - gdyby nie zatrzymał mnie czyiś głos.
     - Jestem doktor Thomas i zajmuje się przypadkiem pana Blanco - powiedział, podchodząc do mnie i ściskając mi dłoń, po czym zlustrował mnie od stóp do głów.
     Nerwowo spojrzałam na siebie. Ach, no tak. Wciąż miałam na sobie czerwoną sukienkę, która już nie wyglądała tak efektownie jak na początku wieczoru. Teraz była cała wygnieciona, a w niektórych miejscach dało się zauważyć czarne plamy po moich łzach. Nie chciałam wiedzieć jak w tym momencie wygląda moja twarz.
     - Czy to pani partner? - zapytał, nie komentując mojego wyglądu.
     - Tak - pokiwałam głową, czując na sobie palące spojrzenie Blair.
     Thomas uśmiechnął się ciepłym, profesjonalnym uśmiechem.
     - Jego stan jest stabilny. Obecnie jesteśmy w trakcie przeprowadzania badań, więc nie mogę pani powiedzieć co spowodowało jego zasłabnięcie - wyjaśnił.
     - Czy mogłabym do niego teraz wejść?
     - Wolałbym, aby jeszcze z tym zaczekać. I tak podaliśmy mu środek nasenny, więc... - chciał odejść, ale widząc moje spojrzenie pełne smutku, dodał:
     - Niech pani tu poczeka - wskazał na rząd krzeseł pod ścianą. - Gdy tylko czegoś się dowiemy, od razu panią poinformuję.
     - Dobrze. Dziękuję - odparłam zrezygnowana i za jego poleceniem usiadłam, a razem ze mną Blair i Clement.
     Oprócz nas nie było tutaj nikogo. Dookoła panowała cisza i spokój, przeciwieństwo emocji panujących wewnątrz mnie. Oparta głową o białą ścianę, bawiłam się ulubioną bransoletką. Nie pozostało mi nic innego jak tylko czekać. Aby za dużo nie myśleć, skupiłam się na tym, co działo się wokół mnie.
     Co jakiś czas mijali nas lekarze i pielęgniarki, a także pacjenci na wózkach, o kulach, czasem bez żadnej pomocy. W powietrzu unosił się specyficzny zapach, ale po jakimś czasie zdążyłam już do niego przywyknąć. Czas wlókł się dla mnie niemiłosiernie długo. Kiedy po raz kolejny zaczęłam rozglądać się po korytarzu, mój wzrok natrafił na osoby, zmierzające w naszym kierunku. Niektórych z nich wolałam nie widzieć. Diego, Mercedes i Kennedy. Brakowało tylko rodziców szatyna, ale nikt jakoś nie kwapił się by ich zawiadomić.
     - Co z Jorge'm? - zapytała Mercedes od razu, kiedy zatrzymała się tuż przed nami.
     - Jeszcze nie wiedzą - odpowiedziałam, wstając z krzesła.
     - Gdzie idziesz? - zapytał Clement.
     - Do toalety.
     - Pójdę z tobą - zaproponował Diego, na co kiwnęłam głową.
     Obok łazienki stał automat z napojami, do którego podszedł mężczyzna, a ja w tym czasie weszłam do łazienki. Oparłam obie ręce na umywalce, bojąc się spojrzeć w lustro. Jednak nie miałam wyboru. Kobieta naprzeciwko mnie była przerażająca. Jej blada twarz niemal chorobliwie kontrastowała z popuchniętymi oczami, pod którymi rysowały się niemałe czarne plamy - mieszanka łez i tuszu do rzęs.
     Sięgnęłam po mydło, nie mając nic innego pod ręką i starannie umyłam twarz. Gdy już jakoś wyglądałam wyszłam do Diego, który stał przed drzwiami z dwoma kubkami herbaty.
     - Lepiej ci już? - zapytał, podając mi jeden z nich.
     Pokręciłam przecząco głową, ogrzewając dłonie o parujący kubek.
     - Dlaczego? - zapytałam, pozwalając by parę łez spłynęło do napoju. - Diego, dlaczego jemu coś się stało? I to wtedy, kiedy dowiedział się, że został ojcem.
     Jeśli zaskoczyła go moja wiadomość, doskonale to ukrył. Zamiast zacząć pytać o szczegóły, przygarnął mnie do swojej piersi, na tyle blisko, na ile pozwalało mu gorące naczynie.
     - Tini, nie płacz - wytarł kciukiem łzę, spływającą mi po policzku. - Nic mu nie będzie. To twardy mężczyzna.
     Podziękowałam mu lekkim uśmiechem za dodanie mi otuchy i razem wróciliśmy do reszty.
    - Czy nikt z was nie widzi co tu się dzieje? - usłyszałam wściekły głos Blair, gdy wychodziliśmy zza zakrętu. - To jej wina! - powiedziała, odwracając się w moją stronę. - Gdyby nie ona, nie byłoby go tutaj!
     - Blair, przestań.
     - Och, Clement daj spokój - prychnęła pod nosem, przekręcając jednocześnie oczami. -
 Nie mów, że ty też dałeś się jej omotać.
     - Powiedziałem dosyć!
     - Nie rozumiem dlaczego miałaby to być moja wina - dodałam gorzko, nie rozumiejąc skąd w niej tyle nienawiści do mojej osoby.
     I ignorując wszelkie zasady, ruszyłam do drzwi sali 207. Usłyszałam jak Clement przeklął pod nosem i poszedł za mną.
     - Jorge?! - zawołałam w drzwiach, wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy. Wewnątrz znajdowało się tylko jedno łóżko, którego jednak nie mogłam w pełni dostrzec, przez dwie zasłaniające go pielęgniarki.
     - Nie możesz... - zaczęła jedna z nich, ale druga uciszyła ją gestem dłoni.
     - Może będę miała przez to kłopoty, ale... - podeszła do drzwi, ciągnąc za sobą koleżankę. - Nie mogę ci tego zrobić. Widzę jak cierpisz - ostatnie zdanie wypowiedziała szeptem i wyszła.
      Stałam przez chwilę skołowana, dopóki Clement nie powiedział:
     - Ja też wyjdę.
     Zostałam sama. Powoli obróciłam się w stronę ukochanego. Leżał podłączony do kroplówki. Faktycznie spał. Podeszłam do niego bliżej i usiadłam na taborecie. Niepewnie uniosłam dłoń i odsunęłam niesforny kosmyk włosów z jego czoła. Zamiast cofnąć dłoń, przyłożyłam ją do jego twarzy. Wyglądał tak niewinnie. Niewiele myśląc, przytuliłam się do niego, po raz kolejny dzisiejszego wieczora, pozwalając by łzy toczyły się w dół po mojej twarzy. Och, Jorge. Coś ty najlepszego zrobił?
_____
Przyznam, że nie miałam pomysłu na rozdział. Pisałam go całkowicie spontanicznie. Ale jestem z niego zadowolona. Mam nadzieję, że wam też przypadnie do gustu ♥
A co do pytań "kiedy rozdział", proszę nie zadawajcie ich. Ja nie chcę wam niczego obiecywać, bo czasami wiem, że i tak nie dam rady. Ale nie chcę teraz o tym pisać.
Nie miałam okazji złożyć wam życzeń bożonarodzeniowych (a to dlatego, że odcięłam się od internetu na pewien czas. Czasami dobrze jest odpocząć ;) ). Dlatego teraz, nie marnując okazji chcę złożyć wam życzenia noworoczne, a więc:
zakończcie ten rok jakkolwiek chcecie. To nie musi być żadna huczna impreza, ważne byście się dobrze bawili, choćby z polsatem ;D W 2016 roku wszystkiego co najlepsze, aby był pełen miłych niespodzianek, abyście spełniali swoje marzenia, dużo szczęścia i radości, jak najmniej trosk i żeby wam się wiodło jak najlepiej ♥ (nie jestem dobra w składaniu życzeń xD)
Kocham Was ♥